Bartłomiej Sienkiewicz, jedna z najciekawszych postaci ekipy Donalda Tuska wraca do oficjalnych łask.
Wypadł z nich w wyniku tzw. afery taśmowej, którą dawkował, jak arszenik tygodnik „Wprost”.
Za taśmami stali kelnerzy, ale kto za kelnerami? Do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Ostatnia rewelacja, iż jest to dzieło oficerów tajnych służb na etatach w spółkach państwowych, jest niejasna. Ale możliwa.
Czy afera doczeka się pełnego wyjaśnienia? Na razie skorzystał z niej tygodnik „Wprost”, który jednak prędzej, czy później padnie, bo coś tak marnego nie powinno znajdować czytelników na rynku. A także dziennikarz – o ile pamięć mnie nie myli: Nisztor – który może przechodził koło profesji żurnalistycznej, ale ta nie zwróciła na niego uwagi.
Sienkiewicz ma objąć szefowanie think tanku PO Instytutu Obywatelskiego. W Polsce ta instytucja jest niedoceniana przez partie, a to właśnie one winny wykonywać pracę u podstaw zarówno w partii, jak i na zewnątrz – docierać do elektoratu. Przede wszystkim think tanki winny proponować tryb rozwiązywania konkretnych problemów.
To eksperci think tanków winni nawiedzać media, ucierać opinię publiczną, toczyć debaty.
W Polsce wszystko jest postawione na głowie, politycy biegają po mediach i mają do zaproponowania „myśl” plwociny skierowaną na przeciwnika (wroga) politycznego.
Media mamy więc z tego powodu upolitycznione, czyli w przeważającej większości odmóżdżone.
Sienkiewicz nie tylko z tytułu nazwiska wie, co to jest tworzenie dzieła politycznego, iż to jest codzienne zbieranie ziarnka do ziarnka dla wspólnego dobra, jest to pisania z dnia na dzień strony, pół strony, aby mogło zaowocować w polityce dziełem Polska, a w narracji geniuszem np. „Czarodziejskiej Góry”, albo dziełem jego jaszczura Henryka, który przy łożu chorej żony potrafił pisać Trylogię. Wielkość tworzy się w znoju, a nie w zaklęciach i wielkich kwantyfikatorach.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)