W kampanii prezydenckiej 2015 PiS gra na dwa instrumenty. Jednym jest pretendent na prezydenta, drugim były premier. Dzisiaj charytatywny koncert duetu PiS poświęcony był górnikom.
I na ten koncert złożyły się także dwie okoliczności ku czci górników: ich protest pod siedzibą Jastrzębskiej Spółki Węglowej i miesięcznica stanu wojennego (ulubiony w PiS period obchodowy).
Pretendent Andrzej Duda stanął w Jastrzębiu-Zdroju i zaczął dialog poprzez monolog (nauczył się tego gatunku od zwierzchnika prezesa) z nieobecnym Jarosławem Zagórowskim, prezesem JSW.
I co wyszło Dudzie? Teleranek, który ma konotacje z wprowadzenia stanu wojennego:
„To pan doprowadził do tego, że tu były starcia, że strzelano do górników. To przypomina najgorsze czasy, które pamiętam z mojego dzieciństwa”.
Pomijam zawartość merytoryczną pretensji Dudy. Bo policja jest od tego, aby pilnować porządku, aby nie dochodziło do takich sytuacji, że motłoch (bo tym był ten tłum) wdziera się do siedziny JSW, jak wcześniej motłoch wdzierał się do siedziby Państwowej Komisji Wyborczej.
Rozumiem, że Dudzie przypomniał się Teleranek, ale ani Zagórowski wówczas nie wcielił się w rolę Wojciecha Jaruzelskiego (ten sam siebie grał w telewizorze), ani dzisiaj Zagórowski nie pretenduje na prezydenta. Kićka się Dudzie.
Wówczas to była groza. Nie wiem, z jakiego domu pochodzi Duda, znam jego teścia, mojego starszego kolegę, może spytać Juliana Korhausera, czym były „najgorsze czasy”.
Trzeba poruszać się po meritum, po świecie przedstawionym, bo panie Dyzma, wygłoszone porównania pochodzą ze świata nie przedstawionego, z tego Teleranka, którego nie widziałeś.
No, ale jeszcze lepszy jest „drugi instument” Jarosław Kaczyński, który napisał list do rzecznika praw obywatelskich w sprawie „łamania w Polsce podstawowych praw obywatelskich przez policję”.
Straszna ta policja, bo nie dopuściła do aktów wandalizmu. Przepraszam: wandalizm był. Nie dopuściła do scen dantejskich.
U Kaczyńskiego zawsze odzywa się ten sam syndrom, Zagórowski (przepraszam: Jaruzelski) nie chciał go ciupasem internować, a ZOMO nie waliła go przez łeb, jak np. mnie.
I tak dwa instrumenty PiS zagrały. Walory intelektualne i przywódcze Kaczyńskiego znam, a Dyzma powtórza gesty prezesa. Gada z nieobecnymi i przedstawia świat nie przedstawiony, jako przedstawiony.
Dyzmo, przeczytaj ze zrozumieniem swego teścia Juliana, jego jedną z najważniejszych pozycji powojennych.
Tak mniej więcej wyglądał koncert duetu PiS w miesięcznicę stanu wojennego. Chciałoby się powiedzieć: kromka chleba. Ale to pisowska bułka z masłem – burleska.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)