Upragniona zmiana warty w polityce dzisiaj w sobotę szczególnie dała o sobie znać. Magdalena Ogórek w 30 minutowym wystąpieniu powiedziała wiele o sobie, formacji pokoleniowej i politycznej. Zaś w 30. sekundowym spocie Andrzej Duda zapowiada, że przyszłość nazywa się Polska i będzie ją odbudowywał ze zgliszcz. Fajnie, bo mamy rok 1945.
I tyle jest warty spot kandydata PiS. Na tym należy zakończyć recenzję dzieła wideo, a zająć się Ogórek, która dziwnie podobna jest do Dudy.
Napiszę, iż jest się czego bać. Bo w najbliższym czasie muszą zluzować swoje stanowiska Leszek Miller, Jarosław Kaczyński i za 5 lat Bronisław Komorowski.
Kandydatka SLD nie miała tyle confetti, co Duda, ale nadrabiała urodą. I w blichtrze wyszedł remis.
Przemówienie choć nie było pisane przez nią, to gesty potwierdzały wypowiadane słowa, bądź im zaprzeczały.
Podobnie jak Duda nie jest obyta w dłuższym dyrygowaniu emocjami tłumu, nawet gdy ten tłum jest z partyjnego sitcomu. Dlatego się nie dziwię, że jest obstawiona ochroniarzami, aby przypadkiem poza „protokołem” nie dorwała się do mikrofonu i odpowiadała na pytania dziennikarzy.
Jak to powiedział Czarzasty, czy też Miller, taka jest strategia.
A nalepiej tę strategię opisują słowa wypowiedziane przez Ogórek:
„Zdecydowanie potępiając rosyjską agresję na Ukrainę, ja nie wahałabym się odpowiedzieć na depeszę Władimira Putina i podniosłabym słuchawkę, by do prezydenta Federacji Rosyjskiej zadzwonić”.
Nie wiem, czy piszący ten fragment chrząknęli (chrząka się, gdy pisze ewidentne kłamstwo, znają ten odruch świn pisarze).
Jeżeli Ogórek dała się poznać dziennikarzom i tak chętnie odpowiada na pytania, to dlaczego miałaby się bać Putina? Co to ona Angela Merkel?
A ten alogiczny passus podniesienie słuchawki, gdy ktoś dzwoni, aby samemu zadzwonić – czy piszący przemówienie nie słyszeli dysonansu?
Wystarczy sprawdzić w praktyce: numer jest zajęty.
Pomijając te niedogodności logiczne, dziennikarz mógłby zapytać panią Magdalenę, co by odpowiedziała ta odważna pani prezydent in spe Putinowi na temat agresji na Ukrainę.
Czy zasłoniłaby odważnie piersią jak Rejtan niepodległości Ukrainy, czy wywiesiłaby białą flagę?
A może coś pośredniego, siadła okrakiem na barykadzie? Nie wiem, jak pijarowcy czytają sondaże, ale Polacy są najbardziej antyrosyjscy. Nazywa się to rusofobią. U nas jak zwykle media mylą: fobie do narodu z fobią do urzędu. Być antyrosyjskim jest zupełnie czym innym niż antykremlowskim, antyputinowskim. Najwybitniesi w tej chwili pisarze rosyjscy Sorokin i Pielewin (a są miary Dostojewskiego i Tołstoja) są bardzo antyrosyjscy. Jak car by ich chętnie utopił w łyżce łez ludu Tołstoja i Dostojewskiego, tak Putin by zrobił z Pielewinem i Sorokinem.
Podobne poplątanie słychać u Magdaleny Ogórek w tym niewielkim fragmencie, który wyżej cytuję.
Młode pokolenie, które musi zluzować tetryków Millera, Kaczyńskiego i za 5 lat Komorowskiego, takie właśnie postaci, jak Ogórek i Duda, chce wprowadzić na swoje miejsca. Dlaczego? Bo zablokowali, zaklinowali fotele i znaczą delfinów. To wynik braku jakiejkolwiek demokratycznej rywalizacji w partiach i w przestrzeni publicznej. Idę o zakład, że Ogórek na lewicy przegra z wieloma kadydatkami/kandydatamiw jakiejkolwiek otwartej rywalizacji, że w PiS o Dudzie nikt by nie usłyszał, gdyby odbyły się w tej partii jakieś prawybory.
Tak to prezesi feudałowie doprowadzili do sytuacji, iż należy się bać o Polskę, o przyszłość Polski. Duda żyje w alternatywie i chce odbudowywać kraj ze zgliszcz 1945 roku, a Ogórek zakleszczyła się przy telefonie.
Nie te postaci, nie te konwencje, nie te wybory. Ale ta Polska.


Komentarze
Pokaż komentarze (38)