Prawica na gwałt szuka wsparcia moralnego w Europie. Z Viktorem Orbanem nie po drodze z powodu Rosji.
Rosja to dzisiaj wyrzut sumienia w Europie. Wszyscy z nią by chcieli, ale też chcieliby zachować dziewictwo od totalitaryzmu. Ukraina to przegraniec, który tylko dlatego dostaje wsparcie, że nie tak łatwo pożegnać się ze szlachetnymi ideami. Szlachetność i tak przegra, triumfuje polityczny pragmatyzm.
W Polsce znajdujemy się w fatalnej sytuacji. Gdy Rosja podnosi łeb, zagraża nam bezpośrednio. I nie ma to nic wspólnego z naszym odczuciem niebezpieczeństwa, ani z rusofobią, która w istocie jest kremlofobią.
Jak nie Orban, jak nie Erdogan, to kto? Nagle wyrosła we Francji Marine Le Pen i to do niej słychać siorbanie prawicowych uczuć.
„Do Rzeczy” przeprowadziła ponoć pierwszy wywiad dla polskich mediów z Marsylianką z Wandei Le Pen.
I co im wyszło? Orban w spódnicy:
„Od początku tego konfliktu popełniliśmy masę błędów. Gdy negocjowano układ stowarzyszeniowy z Kijowem, trzeba było od razu zaprosić do stołu negocjacji Rosję. Wykluczenie Moskwy z tych rozmów oznaczało zanegowanie historii, zanegowanie korzeni narodu ukraińskiego. Mówiąc krótko – to była głupota”.
Roman Dmowski kolaborował z Rosją, acz przyznajmy był patriotą, który chciał z Moskwy zrobić narzędzie do niepodległości.
Dzisiaj na Kremlu mamy prawicowego samodzierżawcę cara Putina II (pierwszym jak wskazuje nazwisko był Rasputin).
Skomplikowane dla nas relacje z Rosją mają się z sąsiedztwa, przestają takimi być, gdy zmuszeni jesteśmy z władzą moskiewską walczyć.
W dzisiejszej sytuacji żadne władze polskie nie ułożą się z Putinem umalowanym w barwy wojenne. Tylko kolaboranci.
Dla Polski jest w tej chwili problemem rozdwojenie prawicy – schizofrenia. Szukanie prawicowych braci w Orbanie, Erdoganie, w Le Pen, którzy z taką swobodą gruchają sobie z podobnym im Putinem.
A ułożyć się trzeba. Dla naszego interesu, abyśmy nie stali się krajem frontowym.


Komentarze
Pokaż komentarze (28)