Jarosław Kaczyński okazał się kimś jeszcze nikczemniejszym, niż myślałem. Witałem go w gronie patriotów, bo odmówił Viktorowi Orbanowi.
Okazuje się, że Węgrzy nie raczyli zaprosić prezesa na spotkanie z konserwatywnym demokratą znad Balatonu.
Zresztą, Ewa Kopacz pokazała miejsce w porządku temu napastnikowi zespołu z klasy A.
Premier rządu polskiemu pokazała, iż gra w ekstraklasie europejskiej.
Nie wiem, kiedy napastnik Orban strzelił bramkę, ale Putin dowala mu co rusz. Wynik spotkania Rosja-Węgry koszykarski, przy czym Orban wrzucił O (słownie: zero).
Upraszam polskich dziennikarzy, aby nie nazywali Orbana napastnikiem, jak przeczytałem na portalu 300polityka.pl, acz w cudzysłowie.
Orban to pigmej polityczny, sprzedał naród, którego literatura jest mi szczególnie bliska. Naród poznaję po duszy artystów. Orban, jak nasz Kaczyński, nie potrafi odróżnić Herberta od ks. Twardowskiego.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)