Kandydat Kaczyńskiego na prezydenta Andrzej Duda przedstawił dwa tygodnie po konwencji wyborczej PiS to, od czego powinien zacząć, bo prerogatywą prezydenta jest współkształtowanie polityki zagranicznej.
Duda wystąpił w Instytucie Wolności, który ładnie się nazywa. A jakie ma szczególne osiągnięcia? Nie znam. Tak jak Dudy osiagnięcia są nieznane, ale przedstawił ambitny program prezydentury, który należy nazwać chciejstwem.
Duda jako postać polityczna jest niewiarygodny, szczególnie zalatuje tombakiem, gdy wyraża się o NATO, albo o wizerunku Polski za granicą poprzez Instytut Adama Mickiewicza (który ma osiagnięcia).
Ten ostatni przykład świadczy, iż Duda kompletnie nie ma rozeznania, czym jest kultura. Zwłaszcza w zderzeniu z niemieckim Instytutem Goethego, albo Instytutem Francuskim. Kultura jest otwarta, jest w dialogu, a nie zatrzaśnięta i ksenofobiczna, jak formacja Kaczyńskiego.
To samo dotyczy NATO. Duda nawet powiedział coś tak niefrasobliwego: „W Polsce powinny powstać jednostki wojskowe NATO”.
Co to znaczy? NATO bis? W Polsce mamy Wojsko Polskie, które może doprosić jednostki NATO, może przemianować się na jednostki NATO, gdy będzie zgoda dowództwa sojuszu, itd. Duda choć się przygotował, to niespecjalnie wiedział, co mówi.
Instytut Wolności, który tak ładnie się nazywa, dla wiarygodności swojego rozmówcy winien doprosić innego pretendenta, czy to Magdalenę Ogórek, Janusza Palikota, Adama Jarubasa. Bo tym jest wolność, rożnorodnością, a nie więzieniem jednego kandydata.
Wówczas z moderowanego sporu coś by wynikało. A tak stanął Duda na koturnie i intelektualnie się przewrócił. Wyszło gaworzenie kandydata, który nie dał się poznać w polityce, gdyż krył go cień trzeciego i czwartego rzędu. Jest niewiarygodny, tak jak jego wcześniejsze opinie o górnictwie.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)