Andrzej Duda jest zdecydowanie lepszy od Jarosława Kaczyńskiego. Duda to dopiero robi wrażenie. Kaczyński robił wrażenie na elektoracie smoleńskim, Duda chce robić wrażenie na wszystkich. Czy mu się udaje?
Pokątnie tak. W każdym razie w jego osobie mamy pierwsze pokolenie celebrytów politycznych. Kompletnie oderwanych od rzeczywistości, ale za to z szerokim uśmiechem i nie czytających z promptera.
Powie wszystko, ktokolwiek cokolwiek oczekuje. A jak zajdzie potrzeba, wyląduje w Londynie i wśród braci pisowskiej (przeniesionej z Warszawy, tudzież Rzeszowa) i dowali urzędującemu prezydentowi i rządowi.
Celebryci może sprawdzają się na medialnych salonach, ale na salonach władzy są li tylko kamerdynerami.
Władza to nie dostawianie krzesełka do siedzenia prezesa, gdy ten cierpliwie unosi się nad stołkiem, władza to decyzje i zderzenie z twardymi liczbami, konkretami i wizjami. Twardymi.
Dudę nazywam kamerdynerem, Leszek Balcerowicz – hochsztaplerem:
„Jeśli ktoś nam wmawia, że zrobi cud, to trzeba go traktować jak hochsztaplera”.
Ten, który dokonał rzeczywistego cudu transformacji, jest bezlitosny dla celebryty PiS, który bez zmrużenia oka proponuje szkodliwe ogólniki dla państwowej kasy w tak ważnej kwestii, jak obniżenie wieku emerytalnego:
„A z tego, co wiem, kandydat nawet się nie zająknął na temat tego, jakie będą skutki takiej decyzji dla finansów państwa. Dbałość o naród obejmuje także dbałość o finanse państwa”.
Prezes Kaczyński proponował alternatywę rzeczywistości, Duda jest zdecydowanie lepszy, jest tak oderwany, iż sprawia wrażenia przybysza z kosmosu.
I to takiego zdezelowanego intelektualnie, jak robot z „Gwiezdnych wojen” R2D2 (artuditu).


Komentarze
Pokaż komentarze (13)