Czy coś wynika z incydentu w Toruniu, gdzie jakoby doszło do zaatakowania prezydenta Bronisława Komorowskiego? „Jakoby”, bo borowcy udaremnili „jakoby”.
Świadczy, iż życie publiczne jest zapaskudzone. Takie paskudztwa spotykają w tej kampanii prezydenta Komorowskiego, kilka wcześniejszych przypadków jest dowodnych, iż stali za tym politycy PiS, bądź organizacje okołopisowskie.
Oczywiście, zdarzenie nie musi być bezpośrednio inspirowane, ale to tzw. patriotyczni kibole są dowartościowani, wszelacy Staruchy zostają felietonistami, bądź blogerami.
W Toruniu do niczego nie doszło, lecz kiedyś borowcy nie dopatrzą, napastnik będzie względnie cwańszy niż „jakoby”.
W razie czego jakieś taśmy znajdą się. Wszak ten toruński przypadek mógł inspirować Bartłomiej Sienkiewicz. Rozum u niektórych dawno odkleił się od sensu.
Taką mamy wartość tzw. publicystyki i dziennikarstwa śledczego. Przemknął mi na Twitterze wpis człowieka, którym ma kłopoty z językiem polskim, Tomasza Sakiewicza: „Rozumiem że po terroryście krzesłowym trafił się terrorysta ulotkowy. Pompowanie tego w kampanii Komorowskiego pokazuje że spanikowali”.
Nie będę analizował tej uwagi, bo autor nie jest warty nawet przypisu. Świadczy, iż kraj nam nie tyle się rozjechał, ile pewna część narodu świadomie została zdegradowana przez takich szemranych publicystów. Polska „be”.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)