Ewa Kopacz w dalszym ciągu ma potencjał, jakiego brakuje innym politykom z wierchuszki PO. Cieszy, iż premier jest nastawiona bojowo i chce wziąć jednoosobową odpowiedzialność za wynik partii w wyborach parlamentarnych.
To pierwszy krok do sukcesu. By wyruszyć w zwycięską drogę, ten pierwszy krok trzeba postawić jak najszybciej.
Rzecz jasna, pojawia się szereg wątpliwości. Dlaczego brak było Ewy Kopacz w kampanii prezydenckiej?
Jest niewielu polityków, którzy biorą odpowiedzialność na klatę. W zasadzie ich nie widać. Gdy wygrywają, to wciągają nosem kokainę sukcesu, gdy przegrają to zarzucają innym doping, albo sfałszowanie.
Premier potrzebuje trzech rzeczy. Nowego programu, tj. odświeżenia pomysłów PO z początków partii, jak to zrobił inteligetnie Ryszard Petru. Nowych twarzy, bo ze Schetyną i Grupińskim można zagrać tylko w brydża i to po warunkiem, że ich postaci będą zasnute dymem papierosowym, bo nuda bije z ich facjat. Mają twarze spocone nudą. Potrzebni Rafałowie Trzaskowscy. Więcej rozgarniętych Trzaskowskich, którzy nie dadzą sobie w kaszę dmuchać.
I trzecia rzecz – najważniejsza. Dialog, dialog i jeszcze raz dialog. Wyjść do kiboli, kukizowców, jak kiedyś Donald Tusk – wówczas to im drżą łydki. Oczywiście, że przybudówki okołopisowskie będą słać swoje szwadrony do rozrób – przemyśleć, jak ich neutralizować, sparaliżować, bo to możliwe. Intelektu im nie starcza na dwie głębsze myśli, na dwa głębsze – też.
Tusk stawiając na Ewę Kopacz, wiedział co robi. Najbliższe dni pokażą, ile w Ewie Kopacz jest niezłomnej wiary w siebie, adrenaliny zwyciężczyni i czy odesłała wzmiankowanych do stołu brydżowego. Niech im towarzyszy jako hostessa Małgorzata Kidawa-Błońska.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)