Polityka stała się spektaklem, stąd te niepolityczne widowiska: konwencje. Coraz droższe, coraz bardziej puste. Zajęcie mają makijażystki, fryzjerzy, krawcowe.
Retoryka upadła, bo wystarczy mówić bez kartki i obiecać bilion.
Jutro dwa takie spektakle, które będą oglądane przez żelazne bezkrytyczne elektoraty i dziennikarzy, którzy odwalają robotę.
A co dla Polski? Confetti. Choć prezes nazywa kraj, w którym mu tak świetnie się żyje, Polską w ruinie, a innym razem zmierza do prawdy przez swoją pustynię. Zawsze to jest jednak albo Krakowskie Przedmieście albo inne ekskluzywne miejsce.
Polityka polska oderwała się od Polski. Może to i dobrze, acz mamy takich polityków, którzy w tę samonapędzającą się maszynerię chętnie by wsypali piasku – oczywiście, dla przyszłości, dobra wspólnego i podobnych piramid bzdur.
Nie dziwię się młodym Polakom, że stawiają na podstarzałego rockmana, który niewiele znaczył w rocku, przynajmniej w ten sposób można pokazać gest Kozakiewicza. To jest jakaś wartość.
Czym się jutro zatem emocjonować? Ano, czy Jarosław Kaczyński odstąpi od swoich marzeń na rzecz Beaty Szydło?
Kilka godzin pustki, aby tę jednozdaniową informację obrobić publicystycznie.
Kaczyński nie odda Szydło swoich nadziei, bo musiałby udać się od razu na Żoliborz. Wiceprezes wykorzysta ją jakoś, bo jest wartością medialną. Może jako wicepremiera, albo inne nic nie znaczące, albo gromkie proponując stanowisko. Jakiś duumwirat.
A w Platformie wszystko wiadomo. Tomasz Lis następnego dnia pokręci nosem, bo nie przepada za Ewą Kopacz, albo odmówiła mu występów w programach na żywo, albo nie wyzbył się swojego wewnętrznego macho z jakichś powodów freudystycznych.
Spektakl polityczny nie jest dialogem, ani sporem, nie jest żadną wartością, a politycy to marne gwiazdy. Będzie dużo lukru i pustki.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)