Dopóki Beata Szydło szturchała Andrzeja Dudę i szeptała na pół Polski: „pocałuj w rękę, podziękuj”, to była strawna. Ale wzięła się za podróże partyjnym autobusem, wychodzi z niej wszystko, co najgorsze w PiS.
A w tej partii aż od złych emocji dym idzie uszami, a pokrywka skacze pod zbyt wysokim ciśnieniem.
Polityka polityką, obawiam się jednak, że Szydło nie tylko nie wie, kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej, ma kłopoty z wiedzą, co wolno w prawie ustrojowym i kto może się wypowiadać autorytatywnie w kwestiach decyzyjnych.
Kiepska jest także w rożróżnieniu gatunku wypowiedzi. I wcale się chodzi o to, jak w wypadku pana Jourdain’a: co jest prozą, a co mową trawą.
Dramat. Co to za żądanie dopisania trzech kolejnych pytań referendalnych? Dlaczego tych, a nie innych?
Koślawo jej rozum pojmuje pojęcie ustrojowe: demokracja. Bardzo koślawo. Ludzie to słyszą, urabia im się pojęcie o klasie politycznej, że można na przykład publicznie pluć na najwyższe stanowisko w kraju.
Prawo to nie jest pomięty skrawek papieru, który wyciąga się z kosza i dopisuje cokolwiek, bo to pasuje w kampanii wyborczej. Nie pisze się na kolanie. Ktoś o tak marnej znajomości konwencji (nie partyjnej), jak Szydło otwiera usta. Sfera publiczna zjechała nam bardzo nisko: do jakiegoś magla. Ciemny lud pisowski może to kupi, ale tego ludu nie należy utrzymywać w ciemnocie. Trochę pracy u podstaw.
Bronisław Komorowski na takie dictum wciskania kitu dopisania pisowskich pytań do referendum odpowiedział i tak nazbyt miękko: „Dopisać można się do wycieczki szkolnej albo do pamiętnika”.



Komentarze
Pokaż komentarze (23)