Ewa Kopacz skądinąd słusznie oceniła, iż startując w wyborach jako jedynka z Warszawy, będzie mogła zmierzyć się z Jarosławem Kaczyńskim.
Zmierzyć w debacie, bo tej prezes PiS unika od zawsze. A gdy dwukrotnie stanął w szranki, to zebrał baty od Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego.
Kaczyński jest mocarzem tylko w gębie, gdy nawiedzony elektorat klaszcze na jego słowa o chodzeniu po Krakowskim Przedmieściu do prawdy i ofierze z brata Lecha.
Ostatnio dorzucił na Jasnej Górze tradycję Kościoła katolickiego, to ma być nasza przyszłość (totalna cofka).
Podstawowa kwestia: Kaczyński jest bardzo przeciętny intelektualnie, udało mu się zbudować poparcie elektoratu na resentymencie do współczesności i do rozumu.
Ewa Kopacz wyciągając go na wymianę poglądów na konkretne tematy, obnaży nijakość jego i groźbę dla Polski programu PiS.
Tego boi się prezes i jego zaplecze, jak choćby rzecznik Marcin Mastalerek (nie umywa się do Adama Hofmana), który odparł na propozycję premier polskiego rządu, że to sztuczki PR-owskie.
Tak wykręca się prezes za pomocą rzecznika. Z tego wykręcania nie spada żadna kropla sensu.



Komentarze
Pokaż komentarze (16)