Minęły prawie dwa tygodnie od nowych rewelacji Zespołu Parlamentarnego i tak, jak z hukiem się pojawiły, tak też szybko ucichły. Ekspert Kazimierz Nowaczyk zajął się teraz wykrywaniem nowych kłamstw w raporcie Millera, tym razem (chyba zresztą to wcale nie nowość, ale odsmażany kotlet na starym, śmierdzącym oleju) ślady na miejscu tragedii nie zgadzają się ekspertowi z wymiarami tutki (naszeblogi.pl/36731-halo-tu-ziemia).
Awaria silników odeszła w zapomnienie? Czy eksperci mają ciężki orzech do zgryzienia?:
Antoni Macierewicz wyznał wPolityce.pl 20.02.2013:
"Najprawdopodobniej rozpad lewego skrzydła na skutek eksplozji, wpadnięcie jakiejś jego części do silnika, kolejne awarie silników i ostatecznie druga eksplozja w śródpłaciu, która zniszczyła samolot już do końca. Tyle wynika z danych technicznych, jakie posiadamy. Jedno nie ulega wątpliwości – bez względu na to, jaki jest status hipotezy dotyczącej eksplozji, na pewno awaria silników zaczęła się przed przelotem samolotu nad miejscem, w którym rosła brzoza. To jest stwierdzone w ekspertyzie ATM w sposób bezdyskusyjny".
Jak wszyscy pewnie dobrze się orientują wg. ZP eksplozja miała miejsce ZA brzozą, a nie przed nią.
Zadałam pytanie na blogu Markowskiego "Jakim cudem rozpad lewego skrzydła, który miał miejsce na skutek wybuchu 140 m za brzozą mógł się przyczynić do awarii silnika 50 m przed brzozą? (http://markowski.salon24.pl/488776,skandal-komisje-anodiny-i-millera-nie-zbadaly-silnikow-tupolewa). Na początku @Markowski potraktował mnie delikatnie mówiąc – nieuprzejmie, po czym przyznał, że właściwie nie wie i dał do zrozumienia, że zadawać pytań jeszcze nie wypada, bo prace badawcze trwają.
Z szabelką przybiegł sam ekspert Nowaczyk i kilkoma machnięciami nawywijał:
KANO 1424553 | 22.02.2013 19:04
Dziś odbyło się posiedzenie kierowanego przez Macierewicza zespołu ds. zbadania katastrofy smoleńskiej. W jego trakcie prof. Wiesław Binienda, dziekan wydziału inżynierii z Ohio, i dr Kazimierz Nowaczyk za pomocą telemostu zaprezentowali animacje, symulacje oraz modele matematyczne dotyczące ostatnich sekund lotu Tu-154M.
"Skutkiem ich badań są wnioski, które kwestionują w sposób zasadniczy wyniki prezentowane nam jako rzeczywisty przebieg wydarzeń Tu-154M. Samolot leciał na dużo większej wysokości, nie uderzył w brzozę, a skrzydło oderwało się na skutek ciągle jeszcze nieznanych okoliczności w innym miejscu" - powiedział Macierewicz.
Nowaczyk przekonywał - powołując się na badania trajektorii lotu Tu-154M - że nie mógł mieć miejsca kontakt samolotu z brzozą przy bliższej radiolatarni na lotnisku, a także z brzozą, która miała oderwać skrzydło samolotu, ani kontakt z drzewami, pomiędzy brzozami oraz bezpośrednio za nimi.
"W tych miejscach - według policzonych trajektorii - samolot znajdował się wyżej, przeleciał nad obiema brzozami, około 14 m wyżej" - przekonywał [Nowaczyk].
Prof. Wiesława Binienda powiedział z kolei, że "fragment skrzydła samolotu Tu-154M nie mógł urwać się na brzozie i być znaleziony 111 m dalej, bo według symulacji komputerowej upada na ziemię w odległości od 10 do 12 m od brzozy".
Jak ocenił [Binienda], "najbardziej prawdopodobne miejsce oderwania fragmentu skrzydła, jest na wysokości 26 m oraz w odległości 42 m od miejsca znalezienia".
Macierewicz uważa, że ustalenia ekspertów stanowią "niebywały krok naprzód, jaki zrobiliśmy w wyjaśnianiu tej tragedii".
"Wiemy już nie tylko, co się nie wydarzyło z pewnością, a więc wiemy już, że z pewnością ta brzoza skrzydła nie ułamała, ale znamy już pierwsze sekundy katastrofy. Wiemy, że rozpoczęła się mniej więcej 69 m za brzozą na wysokości 26 m, gdy doszło do dwóch wstrząsów, których wprawdzie przyczyn jeszcze nie znamy, ale one zapoczątkowały dalsze dramatyczne wydarzenia" - mówił Macierewicz."
http://niezalezna.pl/19512-skrzydlo-oderwalo-sie-69-m-od-brzozy
2.
"Gargas przypomina, że rosyjski MAK i komisja Jerzego Millera twierdzą, że właśnie wtedy skrzydłem uderzył w brzozę.
Ale naoczni świadkowie odkryci przez Gargas potwierdzają w całej rozciągłości hipotezy niezależnych naukowców - jak ich autorka dokumentu nazywa - czyli ekspertów od Macierewicza. A oni dowodzą, że zmiana kursu nastąpiła kilkadziesiąt metrów dalej, kiedy zaczęła się fragmentacja samolotu i gdzie odpadło skrzydło tupolewa. Świadkowie twierdzą, że widzieli bardzo wiele odłamków na ziemi i nawet jeszcze w powietrzu."
http://wyborcza.pl/autorzy/1,129154,12599685,Strona_Agnieszki_Kublik,,,382274.html?bo=1
Więc w szeregu rosnącym mamy (za każdym razem ZA BRZOZĄ!!!):
- 42 m
- 69 m.
- kilkadziesiąt metrów
Pal diabli więc TAWS i te 140m za brzozą.
I tak się nie da logicznie połączyć żadnej z podawanych przez ZP-AM odległości ZA BRZOZĄ z ostatnimi rewelacjami 50m PRZED BRZOZĄ.
I dr Nowaczyk, kiedy czytał Twoje pytanie na blogu Martynowskiego:
"Jakim cudem rozpad lewego skrzydła, który miał miejsce na skutek wybuchu 140 m za brzozą mógł się przyczynić do awarii silnika 50 m przed brzozą?"
INTHECLOUDS 783631 | 22.02.2013 17:00
- doskonale wiedział, o co pytasz!
Wykpił się tymi 140 metrami, TAWS'em i żałosnym swoim zapewnieniem, że:
"• @intheclouds
"rozpad lewego skrzydła na skutek eksplozji miał miejsce wg obliczeń prof. Nowaczyka 140 m ZA brzozą."
140 m za brzozą to lokalizacja TAWS #38 i nigdy nie mówiłem o wybuchu w lewym skrzydle w tym miejscu. Tym bardziej, że urwana końcówka skrzydła leży wcześniej. Najwyraźniej nastąpił błąd w odbiorze."
KANO 1424553 | 22.02.2013 19:04
• "PS
Prosiłbym o uważniejszą weryfikację przypisywanych mi stwierdzeń. Jest ich coraz więcej i nie starczy mi czasu na ich prostowanie. Niestety coraz bardziej popularyzuje się nieuczciwa z gruntu metoda, że brak sprostowania oznacza moje potwierdzenie. W ten sposób przypisywane mi stwierdzenia zaczynają samodzielny, niezależny ode mnie, żywot."
KANO 1424553 | 22.02.2013 19:25
[wszystkie pogrubienia w tekście są moje]
Matematyk by pewnie odpowiedział panu Nowaczykowi, że metoda - uznana za uczciwą, czy też nie - jeśli tylko wskazuje na wzajemnie wykluczające się stwierdzenia i brak w nich logiki, jest idealna, jest zawsze do przyjęcia i kasuje prezentowane wyliczenia i stwierdzenia.
Wysyła je po prostu w kosmos!
A zapewnienie KaNo, że "W ten sposób przypisywane mi stwierdzenia zaczynają samodzielny, niezależny ode mnie, żywot." - będzie go prawdopodobnie jeszcze kosztowało wiele trudu, słów i kombinacji.
Na blogu - właśnie m.in. @Markowskiego - znajdziemy wszystkie dowody na zmieniające się w czasie wersje zapewnień KaNo-ZP-AM”.



Komentarze
Pokaż komentarze (35)