capa capa
342
BLOG

Kaczyński z laską dynamitu w dłoni?

capa capa Polityka Obserwuj notkę 6

Gwałtu, rety! PiS upada, PiS upadnie! PO będzie rządzić do końca świata, a może i dłużej (to dopiero byłaby niespodzianka, to byłby figiel nie lada)! Wojna domowa zaleje nas jak potop! Z tym bym nie przesadzał, bo wszak ciągle mamy Stefana Niesiołowskiego, który w razie potrzeby ponownie stanie na wałach i odpędzi potop wojny domowej. Zakon PC zwycięża, a to nie wróży nic dobrego! Wyważeni czy liberalni (to brzmi prawie tak samo jak "młodzi, wykształceni, z wielkich miast" albo wręcz jak "zajebiści intelektualiści") schodzą ze sceny, pozostawiając PiS w objęciach nienawiści, zacietrzewienia, okopach Świętej Trójcy (wyobraźnia podpowiada dziesiątki innych określeń)!

A z innej beczki? Można biadolić w sposób następujący: w PO urządzają listopadowego grilla z radości po osłabieniu (samookaleczeniu) Kaczyńskiego; w "naszej telewizji", czyli we wszystkich stacjach, pracownicy dostają dodatkowe wynagrodzenia, bo jak jest święto, to trzeba je godnie uczcić; w Moskwie i w Berlinie szampan leje się strumieniami; a w Burundi już przygotowują dyplomy dla honorowych odznaczeń, które wręczone zostaną usuniętym z najbardziej złowieszczej partii w dziejach rodu ludzkiego.

Czyli, innymi słowy, albo wesele, albo stypa. Ale jeśli tylko wytężyć pamięć, łatwo snuć innego rodzaju myśli. W Polsce mogło dojść do prawdziwego trzęsienia ziemi, któremu nie zapobiegłby nawet Stefan Niesiołowski, gdy z PiS-u odchodził Kazimierz Marcinkiewicz. Kazimierz Marcinkiewicz, który zamarzył sobie, że będzie marszałkiem polnym a może nawet padyszachem. Ruchów tektonicznych nie zanotowano jednak nawet w Gołdapii, a Kazimierz Marcinkiewicz na otarcie łez został (ile to trwało?) półrocznym celebrytą. Ostał mu się... ostała mu się ino Isabel.

Odchodził poseł Mężydło, którego diagnozy polityczne spędzały sen z powiek analitykom w Białym Domu i Pentagonie (szeptano wręcz, że również w Ghanie), obawiano się wówczas, że PiS w najbliższych wyborach uzyska jakieś 2-3%. Poseł Mężydło odszedł, podniósł wprawdzie potencjał intelektualny w PO, ale zainteresowanie telewizyjne jego osobą trwało mniej więcej tyle samo, co gwiazdorska kariera Kazimierza Marcinkiewicza.

Odchodził marszałek Borusewicz, Demostenes polskiej demokracji, którego tyrady zmuszały do posłuchu mikrofony, zwłaszcza te wyłączone, obawiano się gremialnego odejścia wszystkich senatorów PiS-u i połowy senatorów amerykańskich. Na szczęście rozeszło się po kościach.

Pochylony nad sztandarem szlochał, a potem wesoły chciał dożynać watahę minister Sikorski. Wtedy rzeczywiście powiało grozą, wręcz spodziewano się ataku sił specjalnych NATO na siedzibę PiS-u, by wykraść Kaczyńskiego i postawić go przed Międzynarodowym Trybunałem Zbrodni Przeciw Ludzkości, Światu i Kosmosowi, ale na szczęście zwyciężyła polityka miłości. Gdy odchodzi ktoś, kto mógłby Metternicha i Talleyranda stawiać do konta za indolencję, świat miał prawo się zawalić. A się nie zawalił.

PiS nie runął nawet wówczas, gdy rozstawał się z Ludwikiem Dornem, z Ludwikiem Dornem, którego szkoda.

Nie runął również, gdy z PiS-em żegnali się ci, którzy niedawno doń wrócili. Czy na stałe, to inna bajka.

Tak, tak, ale to były inne czasy, powie uczony socjolog, tej katastrofy PiS na pewno nie przeżyje. Założymy się?    

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka