capa capa
269
BLOG

Wojciech Sadurski w szatach Kasandry

capa capa Polityka Obserwuj notkę 10

Łaknący dowartościowania jak Stefan Niesiołowski kamer, postanowiłem poświęcić "klejnot mojej uwagi" prof. Wojciechowi Sadurskiemu, który, jak mawiają zwolennicy "nieplebejskiej w końcu partii", tak potrafi rozpalać intelekty czytelników, że w biegu prześcigają nie tylko Władysława Laskonogiego (to ulubieniec pana prof.), ale również Mieszka Plątonogiego i Mieszka Otyłego. Na marginesie dodam, onieśmielony wszechstronną erudycją prof. Sadurskiego, że jeśli kiedykolwiek wspomni o Jamblichu, ganiąc Mereżkowskiego za niedostateczny poziom wiedzy, porzucę Niebu obrzydłe zabobony i z radością będę spacerować po Jasnogrodzie otulony Gazetą Wyborczą jak szalem. Będzie to świadome naśladowanie pani Duncan.

Czego prof. Sadurski nie lubi, wiemy. Wiemy wszyscy, bo któż nie czyta prof. Sadurskiego! Członkom i zwolennikom "plebejskiej w końcu partii", którzy prof. Sadurskiego jednak nie czytają (to ludzie wyłacznie słuchający, słuchający prezesa i Radia Maryja), muszę wyjaśnić - a nuż mnie zechcą przeczytać - że prof. Sadurski nie lubi Gazety Polskiej. Cóż za określenie! Profesor Sadurski może nie lubić de Maistre'a czy Szestowa, Gazetę Polską prof. Sadurski traktuje z pobłażliwym uśmiechem. Kupi, przeczyta, ale przeczyta od dechy do dechy, od ostatniej strony poczynając, roześmieje się i wyrzuca. Mam nadzieję, że wyrzuca do kosza a nie na trotuar (akolitom "plebejskiej w końcu partii" wyjaśniam, że trotuar to po prostu chodnik), bo w przeciwnym razie pani prezydent Warszawy musiałaby biegać za panem prof. i zbierać wyrzucane przez niego papiery. Pani prezydent jest bowiem osobą dbającą o czystość stolicy i o mosty. To ostatnie upodabnia ją zresztą do pana premiera. Nie o pani prezydent miałem jednak pisać.

Dlaczego prof. Sadurski tak bardzo nie szanuje Gazety Polskiej? To oczywiste. Jako osoba najdalsza od myślenia stadnego lubi się wyróżniać oryginalnością. Gazeta Polska prof. Sadurskiego śmieszy, a Gazeta Wyborcza nie śmieszy. Nawet go nie przestrasza, choć każdy wie, że "krogulcze ma paznokcie". Gazeta Wyborcza śmieszyć nie może. Któż śmiałby śmiać się z red. Żakowskiego, co to dorównuje i panu, i plebanowi (tym nie mógł się pochwalić nawet Sainte-Beuve, Charles Augustin, właśnie sprawdziłem w Wikipedii, dwojąc się i trojąc, żeby wydać się przynajmniej "półplebejczykiem")? Któż śmiałby śmiać się z Waldemara Kuczyńskiego? Chyba tylko ktoś, kto nie ma cienia współczucia dla ludzkich natręctw. Któż śmiałby śmiać się z red. Wrońskiego? Tu się chyba trochę zagalopowałem, ale słowo sie rzekło. Któż śmiałby się śmiać z red. Wołka? Redaktora Wołka poważnie odbiera nawet sam red. Wołek. Któż śmiałby się śmiać z samego ...? Cicho sza. Ja w każdym razie, co czyni mnie podobnym do prof. Sadurskiego (niestety, niestety, tylko to czyni mnie doń podobnym), gdy tylko przeczytam Gazetę Wyborczą, oprawiam ją w ramkę i tę ramkę zawieszam na ścianie w sypialni, bym mógł przed snem jeszcze raz się Gazecie Wyborczej przyjrzeć. Budzę się w ramionach wystygłego, wystygłego po nocy, ale nadal trwałego entuzjazmu.

A po wyborach prezydenckich (wracam bowiem do prof. Sadurskiego, chociaż nie ukrywam, że o sobie też mi się pisało przyjemnie) prof. Sadurskim owładnęło "uczucie zadowolenia i ulgi". Sam tak napisał. "Plebejscy" czytelnicy tego stwierdzenia nie docenią, bo go nie zrozumieją, ale my, "półplebejscy" (a cóż dopiero "arystokraci myśli"), byliśmy zachwyceni. Zawsze podziwialiśmy i zazdrościliśmy prof. Sadurskiemu błyskotliwego i jednocześnie złośliwego poczucia humoru. Nigdy jednak nie przeczuwaliśmy, że prof. Sadurski jest niemal drugim Molierem.

A skąd w tytule znalazła się Kasandra i to Kasandra bez negliżu? Z tego prostego powodu, że prof. Sadurski już we wrześniu przepowiedział, że szeregi "partii zapiekłej", "małostkowej", "podniecającej się brudami przeszłości" (któż mógł pomyśleć, że ta partia jest aż tak zmysłowa!) "wkrótce" porzucą muzealnicy i teolodzy polityczni. Mieli ją jeszcze porzucić "neo-platonicy z UJ" (ci, daj Boże zdrowie, na razie tego nie uczynili) "a także Krakowiacy i Górale" (a "Harnasie", pytam, a "Harnasie" mieli być gorsi?). Kto miał pozostać w "plebejskiej w końcu partii"? "Tylko Damy (ale bez huzarów) ze Ślubów Panieńskich i Zbigniew Ziobro, gdy już wróci z misji uczenia się języka angielskiego w Brukseli." Prawda, że pięknie. Wprawdzie te "Śluby Panieńskie" to raczej niewypał, bo czytelnicy z grona "arystokratów myśli" mogli się poczuć urażeni, że ich pan prof. nie docenia, ale skoro obyło się bez protestów, może to prof. miał rację a nie ja. On przecież to grono zna lepiej. Dociekliwy, czyli "arystokrata myśli", mógłby zapytać, skąd ta kasandryczność, skoro tylko część proroctwa się spełniła. Cóż, a choćby tylko część. To też przecież wyczyn nie lada. "Daleko blisko" - co to za różnica. A jeśli przyjmiemy, że "Damy bez huzarów" ("arystokratom myśli" wyjaśniam, że cały czas chodzi o Śluby Panieńskie) to panie Kempa i Wróbel, lepiej zrozumiemy, dlaczego prof. Sadurski śmieje się, czytając Gazetę Polską, i dlaczego nie śmieje się, czytając Gazetę Wyborczą.          

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka