capa capa
197
BLOG

Gość przybywa

capa capa Polityka Obserwuj notkę 2

Przybył do nas przywódca sąsiedniego państwa, które słynie z wielu rzeczy, m. in. słynie z doskonałej dyplomacji. Gościa przygotowywano zapewne na rozmowy z polskimi gospodarzami. Powiedziano, doradzono mu, o jakich sprawch mówić, o jakich milczeć, jakie traktować półsłówkami, sugerowano, by pilnie słuchał, by się przyglądał, by choć trochę pogrymasił i poza kamerami robił groźne miny, a może nawet od czasu do czasu walił butem w stół. Doradcy gościa doskonale wiedzą, jak rozmawiać z takimi tytanami polityki, jak nasi sternicy nawy państwowej. Rzecz jasna przygotowania do wizyty trwały od długiego już czasu, jak to zwykle w dyplomacji bywa. Ktoś taki jak nasz gość i jego doradcy nigdy nie improwizują. Zgaduję, zgaduję, bo gdzież moja pigmejska głowa do wszelkiej maści mężów stanu, zgaduję więc, że powiedziano gościowi o dobrej koniunkturze w kraju gospodarzy. Dobrej koniunkturze dla gościa. Spodziewano się zatem, jak się domyślam, łatwej (pod każdym względem) wizyty, ale mimo wszystko wizyty politycznej. Politycznej, tzn. opartej na dyskusji obracającej się wokół wybranych kwestii z polityką i tylko z polityką związanych. Gość przyjechał i omal się nie rozpłakał. 

Wprawdzie wcześniej doniesiono mu, że jeden z gospodarzy naszego ukochanego kraju zrewolucjonizował sposób rządzenia, przestając zajmować się polityką, a drugi, choć urodził się w politycznej czapce, nolens volens, musiał się z nowym kursem pogodzić. Gość nie chciał uwierzyć, bagatelizował problem, wyobrażał sobie, że to tylko takie socjotechniczne wygłupy. Jeszcze w samolocie był pewien, że to tylko szutki. Gdy wylądował, świat zawirował.

Gospodarze podjęli wprawdzie gościa chlebem i solą, ale gospodarz ważniejszy na dzień dobry wyrecytował gościowi najnowsze wyniki piłkarskiego pucharu świata. Gość pomyślał, że to taki ekstrawagancki tubylczy obyczaj i dawaj -  na modłę Gromykowską - przeszedł do spraw politycznych. Ważniejszy gospodarz nieoczekiwanie jednak wyciągnął z szuflady biurka makietę stadionu, który powstanie za dwie dekady, plastikowych zawodników, piłkę z gumy do żucia i zaproponował gościowi mecz treningowy. Gość był pewien, że tłumacz coś pokręcił, ale kiedy do gabinetu wmaszerował rzecznik ważniejszego gościa, niosąc getry i obuwie sportowe, zbaraniał. Ważniejszy gospodarz wyjaśnił, że jeśli obaj przebiorą się w stroje sportowe, łatwiej wczują się w atmosferę meczu. Następnie pokazano gościowi plany budowy szkół, biliona szkół na bilion lat rządów obecnej ekipy, ustawiono mosty z klocków lego, a na wiszącej na ścianie mapie naszego kraju wyrysowano wszystkie drogi, które powstaną w najbliższych dziesięcioleciach.

Czując się jak Stefan Niesiołowski na wałach, zawiedziony i oszołomiony, gość więcej spodziewał się po wizycie u drugiego gospodarza, który, jak go poinformowano, korzysta z odpowiednich rad. Drugi gospodarz już przy powitaniu wręczył gościowi dubeltówkę i aparat fotograficzny. Zdezorientowany gość rozdziawił usta, ale od razu wyjaśniono mu, że może dokonać wyboru. Albo polowanie z nagonką, albo fotografowanie rybek akwariowych, które gospodarz w ostatnim czasie bardzo polubił. Gość nie zdołał jeszcze podjąć decyzji, gdy ministrowie gospodarza zaczęli mu na wyścigi opowiadać o historii sanacji, modzie i gotowaniu jajek na twardo. Wyczerpany i ogłupiały gość poszedł wreszcie spać. Długo nie mógł zasnąć, ponieważ w zamontowanym w jego sypialni głośniku bez przerwy rozbrzmiewała "Kalinka". 

Po źle przespanej nocy, wysłaniu kilku doradców politycznych z dubeltówkami na polowanie w dalekie strony, gość zaproponował gospodarzom sprzedaż Alaski. "Alaski? - odpowiedzieli obaj równocześnie - Alaski, dobrze, kupujemy. Połączymy się z nią drogami szybkiego ruchu."         

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka