capa capa
322
BLOG

Jak tworzono deklarację ideową PJN. Z politycznej kuchni

capa capa Polityka Obserwuj notkę 5

Ogłoszona deklaracja ideowa "Polski, która jest najważniejsza" wywołała lawinę komentarzy. Komentarzy od Sasa do lasa. Od zachwytów do słów skrajnej krytyki. I bardzo dobrze. Każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii. Jak zwykle spóźniony, nie mam szans, by pokusić się o oryginalny komentarz. Zresztą, cóż mógłbym mądrego powiedzieć? Od komentarzy z prawdziwego zdarzenia są komentatorzy z prawdziwego zdarzenia.  Nie odważyłbym się zatem pisnąć nawet słowa o interesującej nas wszystkich deklaracji ideowej, gdyby nie to, że jako osoba doskonale poinformowana znam kulisy jej spisania.

Wszystko odbywało się w ścisłej konspiracji (i słusznie, i słusznie), dlatego nie obawiano się żadnych przecieków. W szeregach "Polski, która jest najważniejsza", nie doceniono sprytu i zapobiegliwości prezesa Kaczyńskiego. Nie mogąc wprawdzie liczyć na przeciek, prezes wpadł na pomysł, by dowiedzieć się o wszystkim przed czasem. Wydał rozkaz poseł (zwolennicy parytetów i feministki powinni czytać: posłance) XX 73 (łatwo zrozumieć, dlaczego nie podaję nazwiska), trzeba bowiem wiedzieć, że prezes wyłącznie wydaje rozkazy, nawet swoim kotom. Rozkazał więc, by poseł XX 73 niepostrzeżenie dostała się do zakonspirowanego pomieszczenia, w którym zebrała się śmietanka "Polski, która jest najważniejsza", ukryła się w nim, używając metody mimikry (jak to uczyniła, nie zdradzę, by jej nie dekonspirować w przyszłości), i wypożyczoną z TVN-u kamerą najnowszej generacji, kamerą wielkości ziarnka grochu, nagrać obrady konspiratorów.

Poseł (zwolennnicy itd.) XX 73 wywiązała się z zadania w sposób wyborny, raz jeszcze potwierdzając przysłowiową intuicję prezesa. Dostarczony przez nią materiał cały czas bada specjalna komisja weryfikacyjna, którą kieruje poseł Suski. Streszczanie w tym miejscu całego przekazu nie miałoby sensu, jeden fragment nagrania wart jest jednak zacytowania. Otóż po zakończeniu części oficjalnej przedstawiciele "Polski, która jest najważniejsza", w oryginalny sposób postanowili upamiętnić spotkanie. Uzgodnili, że każdy z obecnych napisze na osobnej kartce krótką refleksję przeznaczoną dla potomności. By potomność mogła się tego doczekać, postanowiono umieścić kartki w niewielkiej, choć markowej (nie wiem, co to znaczy, ale tego określenia użył, zdaje się, poseł Poncyliusz), kasie pancernej i pod osłoną nocy wrzucić ją do Wisły. Tak też, jak zapewnia poseł XX 73, uczyniono. Widocznie na świeżym powietrzu poseł XX 73 zastosowała jakąś inną mimikrę (czy tak się w ogóle pisze?). Tak przypuszczam, bo sama tego, niestety, nie wyjaśniła.

Oryginalność "Polski, która jest najważniejsza", budzi szacunek, ale nie jest to jeszcze, jak zdołał się zapewne domyślić bystry czytelnik, informacja najważniejsza. Poseł XX 73 udało się utrwalić treść zapisaną na kartkach umieszczonych w kasie pancernej. Tego wyczynu nie powstydziłby się J-23, ale nie odbiegajmy od tematu. Najważniejsze są refleksje przeznaczone dla potomności. Oto one:

Dr, europoseł Migalski, który w zaciszu domowym nazywa siebie kanclerską głową, na swej kartce napisał: "Jarosław Kaczyński jest świetnym politykiem, ale politykiem passe." Zaglądający mu przez ramię (doskonale widać to na nagraniu) poseł Mojzesowicz na swojej kartce umieścił następujące słowa: "Nie mam pewności, czy Kaczyński jest świetnym politykiem, ale wiem, że nie jest paserem." Polska Angela Merkel napisała: "Kocham i cenię Elę, ale jestem od niej ładniejsza." Uśmiechnięta poseł Jakubiak ("Koniec mazgajstwa - powiedziała sobie wcześniej - szkoda moich łez.") na swej kartce wyskrobała: "Kocham i cenię Asię, ale przecież jestem od niej roztropniejsza." Poseł Poncyliusz najpierw długo szukał czegoś do pisania, potem długo się wiercił, chciał zdecydować się na jakiś aforyzm (miał je wypisane w kalendarzyku), ale w końcu zrezygnował, i tak od serca przekazał potomności następujące przesłanie: "To ja a nie Hall, jak twierdzi najlepszy polski bloger capa, jestem polskim de Gaullem, ponieważ też jestem wysoki." "Nigdy nie lubiłem Pinocheta" - widnieje na kartce europosła Kamińskiego. Jego kolega Bielan był bardziej wymowny: "Gdy coś mówię, mało kto wie, o co mi chodzi. Jestem zatem mistrzem dyplomacji." Dyrektor Ołdakowski, początkowo niechętny pomysłowi, z oporami i bardzo powoli napisał: "Zawsze chciałem pracować w muzeum, nie w skansenie." Pozostała grupa obecnych oddała kartę z wypowiedzią zbiorową: "Nikt nas nie zna, ale my z nazwiska znamy wszystkich czołowych polskich polityków." Gdy zamykano kasę pancerną, europoseł Migalski niepostrzeżenie wsunął jeszcze jedną kartkę ("W tym gronie tylko moja skromna osoba ma zadatki na fotel premiera."). 

Prawda, że interesujące. Interesujące dla nas a cóż dopiero dla potomności, dla potomności, która o niczym innym nie marzy, jak tylko o tym, by otrzymywać podobne informacje. Właściwie szkoda, że nie jestem potomnością. 

     

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka