Marszałek, który został prezydentem, swego czasu zapowiedział, że zrywa z hobby myśliwskim, a dubeltówkę zastępuje aparatem fotograficznym. Nie wiem dlaczego, ale tę deklarację powitano z prawdziwą ulgą. Marszałek, który został prezydentem, nie miał zresztą wyjścia, ponieważ Magdalena Środa zagroziła, że zbojkotuje "Babilon" (to taki TVN-owski program dla szczególnego rodzaju intelektualistów), co oznaczało niebezpieczeństwo masowego odpływu poparcia dla jedynie słusznej kandydatury. Czy rozwód marszałka, który został prezydentem, z łowiectwem był szczery - nie wiem. Publicznie, zdaje się, nie polował. Czy polował w domu, w czyim ewentualnie towarzystwie i czy z nagonką, także nie wiem.
Wiem jednak, że kto raz urodzi się myśliwym, myśliwym pozostanie do kresu drogi. To tak samo, jak z rzecznikiem Grasiem: urodził się Grasiem i choćby zdobył wszystkie ośmiotysięczniki (na piechotę czy z palcem na globusie, nie ma to znaczenia), do skończenia świata pozostanie Grasiem. Marszałek, który został prezydentem, jako zawołany i utalentowany myśliwy, charakteryzuje się sporą dozą sprytu. W Polsce - pomyślał sobie - trochę głupio, przynajmniej na razie, afiszować się niewygasłą miłością, ale przecież poza jej granicami nikomu nie obiecywałem, że nie będę polował. Co pomyślał, uczynił. Siedzi sobie z Obamą, prezydentem Obamą, prezydentem jak on, nic to, że nieco większego państwa, siedzi sobie, siedzi, mówi, mówi, a wrodzone poczucie humoru, którym tak wdzięcznie zdobywał nas w kampanii wyborczej, nie daje o sobie zapomnieć. Poczucie humoru, wymowne jak sam marszałek, który został prezydente, trochę zresztą podobne do niego, też pomyślało, pomyślało i podszepnęło marszałkowi, który został prezydentem: "No dalej, na co czekasz. Taka oschłość wypowiedzi, choć niezwykle porywającej, nie wystarcza w takim gronie. Ci Amerykanie to są ludzie nie tylko dowcipni, ale również bezpośredni. Nic ich tak nie zdobywa jak spontaniczność i luz. Teraz jest okazja, znakomita okazja, podowcipkuj."
Nie słuchać można nauczycieli, ale jeszcze się nie zdarzyło, by nie posłuchać własnego poczucia humoru. Zwaszcza tak bujnego, żeby nie rzec - krwistego poczucia humoru. Nic więc dziwnego, że marszałek, który został prezydentem, uległ. Uległ z niewyobrażalną ulgą. "Nareszcie w swoim żywiole" - przemknęło mu między okularami. I opowiedział dowcip o wspólnym polowaniu. I tak dobrze, że nie umiejscowił swej dykteryjki w Afryce. Gdyby opowiedział o wspólnej grze w koszykówkę, uznano by to może za faux pas wynikające z braku informacji. Ot, Polska to daleki kraj, gdzie leży wprawdzie nie wiemy, ale na pewno daleko, być może więc gość nie wie nic o szwach. Niewykluczone, że rozeszłoby się po kościach. Ale dowcip marszałka, który został prezydentem, miał większy ciężar gatunkowy. Analogia nie nasuwa mi się żadna. Mogę sobie tylko wyobrazić, że efekt był podobny do tego, jaki wywołałby przed laty cesarz Bokassa w Londynie, gdyby zwrócił się do królowej: "Droga kuzynko, a może byśmy tak na kolację zjedli Filipa i tego waszego dziwnego synka Karola."
Marszałek, który został prezydentem, jak marszałek, który został prezydentem. Ale ci jego uczeni i mniej uczeni doradcy!? Doradcy oficjalni i dobre duszki, znawcy wszystkiego. Gdzie tropiciel dyplomatołków, gdzie "strefa zdekomunizowana" z angielskim sznytem, gdzie damy, huzary (to z Wojciecha Sadurskiego, sam bym na to nie wpadł) i kuźniary? Wyobrażam sobie kolejne "Szkła kontaktowe" i podobne wykwity telewizyjnej nadinteligencji. Toż one teraz zatrują biednemu marszałkowi, który został prezydentem, życie.
Organizatorów następnych wizyt naszej głowy państwa błagam zatem o większe zaangażowanie. W końcu nie pracujecie państwo charytatywnie. Proszę zadbać, żeby w Rzymie nie usłyszano: "Neron to był fajny gość. Oryginalny prawie tak samo jak ja. Dzisiaj miałby zresztą łatwiej, bo wynaleziono zapałki", a w Szwajcarii: "Ten Gessler to był partacz. Na jego miejscu zamiast jabłkiem kazałbym się posłużyć ziarnkiem słonecznika. Nie trafiłby ani Tell, ani ja sam, choć jestem strzelcem zawołanym."
Spytacie, drodzy organizatorzy wizyt, jak to osiągnąć. W prosty sposób. Nie tłumaczyć niczego, co wykracza poza tekst napisanych wystąpień. Polonię można sobie darować, nie o ideał nam w końcu chodzi, chodzi nam wyłącznie o średni poziom.



Komentarze
Pokaż komentarze