capa capa
143
BLOG

Polska Angela Merkel czy polski Silvio Berlusconi?

capa capa Polityka Obserwuj notkę 0

"Polska jest najważniejsza", która jeszcze nie zmieniła nazwy na "Polska jest najważniejsza. My również", szumnie bawiła się lub, jeśli ktoś woli, obradowała w kinie Kultura. I bardzo dobrze. To jest bardzo dobrze, jak powiedziałby Jerzy Dobrowolski. Gdzie, jak nie w Kulturze mówić o najważniejszych sprawach. Przecież nie w Rozrywce. Rozrywki w wystarczający sposób dostarcza sama "Polska, która jest najważniejsza" (za czas jakiś "Polska jest najważniejsza. My również").

Joanna Kluzik-Rostkowska, przypominam - polska Angela Merkel, która coraz bardziej upodobnia się do premiera (w czym się upodobnia, mam nadzieję, dostrzega każdy, kto ma oczy i uszy; okularnicy powinni to dostrzegać jeszcze lepiej), stwierdziła, że spory panów Tuska i Kaczyńskiego niekogo już dziś nie interesują. Ciekawa myśl, nieprawdaż? Wygłoszona w latach 70-tych XIX w. w Szkarłatni Bladolicej byłaby odkryciem na miarę podboju Księżyca. Gdyby wówczas towarzyszył jej wybitny politolog, a więc osoba bez zawodu, bo politologów świat jeszcze nie znał (jakiż musiał być szczęśliwy!), i ogłosił, że pani Kluzik-Rostkowska jest polskim Disraelim, od razu dostałby habilitację. Gdy jednak pani Kluzik-Rostkowska mówi to w kinie Kultura, udowadnia, że nie będzie ani polską Angelą Merkel, ani nawet drugą Zofią Grzyb. Kto nie wie, kim była Zofia Grzyb, jego strata. Jeśli pani Kluzik-Rostkowska twierdzi, że w Polsce nikogo nie interesują spory Tuska i Kaczyńskiego, powinna albo zająć się czymś innym (nie, żeby zaraz chałupnictwem, Boże broń, ale np. ogrodnictwem), albo zacząć poważniej traktować swoich potencjalnych wyborców. Chyba że liczy na elektorat mniej masowy, np. złożony z zawiedzionych dziennikarzy, którzy do dziś nie mogą wyjść z choroby sierocej po POPiS-ie. Jeśli tak, cofam to, co powiedziałem o Angeli Merkel, cofam nawet to, co powiedziałem o Zofii Grzyb. 

No tak, ale my przecież wiemy, a raczej się domyślamy, że w szeregach "Polski, która jest najważniejsza" (nie będę powtarzał, jak nazwa będzie brzmiała niebawem), jest więcej kandydatów z apetytami na miano polskiej Angeli Merkel albo polskiego Nicolasa Sarkozy'ego. A to może oznaczać, że zanim stowarzyszenie uzupełni nazwę, powstanie kilka "Polsk, które są najważniejsze" (później "Polsk, które są najważniejsze. My również" - powtarzam to jednak na wszelki wypadek). Cieszmy się, wesołości nie zabraknie. 

Tymczasem Elżbieta Jakubiak na tym samym spotkaniu postawiła na coś, co umie najlepiej. Postawiła na płaczliwość. Tym razem płaczliwość refleksyjną, taką wypływającą z miłego wzruszenia. Wszystkie drogi, jak widać, prowadzą do Rzymu. I bardzo dobrze, ale to już, zdaje się, mówiłem. Gdyby Elżbieta Jakubiak jedynie się wzruszała, nie byłoby powodu o tym wspominać, bo też mógłbym się wzruszyć. Elżbieta Jakubiak, mimo wzruszenia, a to oznacza, że jest dzielną damą, oznajmiła, że dla niej i jej środowiska rodzina jest najważniejsza. Ja nie mówię, że nie, ja nie mówię, że się z tym nie zgadzam, zgadzam się, zgadzam w pełni, ale poczułem dysonans poznawczy. Co, u licha, jest w końcu najważniejsze: Polska czy rodzina? Bo, że "my również", to wiadomo, to nie podlega dyskusji. A jeśli za tydzień okaże się, że najważniejsza jest jednak pogoda albo obfity zbiór ziemniaków, co wówczas? 

Najbardziej oryginalny okazał się i tym razem europoseł Migalski (Disraeli?, Berlusconi? polski Berlusconi, ależ oczywiście, z tego grona europoseł Migalski najbardziej przypomina Berlusconiego; poseł Poncyliusz go nie przypomina, kogo przypomina poseł Poncyliusz, nie wiem, on myśli, że jest de Gaullem - tak myślę, że on myśli). Europoseł Migalski chce zapewnić stały kontakt stowarzyszenia z wyborcami. Przeżuwam tę informację, przeżuwam i nie mogę z nią dojść do ładu. Czy europoseł Migalski będzie przyjeżdżał również do mnie, bo przecież nie może wykluczyć, że jestem potencjalnym wyborcą? A jeśli przyjedzie do mnie, to do innych również? Do każdego? Jak pogotowie ratunkowe? To kiedy on będzie pracował w tym europarlamencie? Chyba że to my, wyborcy, mamy jeździć do niego, do Brukseli. Kontakt obiecuje, obiecuje też czynną rolę w tworzeniu programu politycznego (czyli, że on ma być jeszcze bardziej rozbudowany?, o co, Boże drogi, o co, co jeszcze do niego można dodać?), ale tak jakoś sprytnie obiecuje. Możemy, my, sympatycy, a jest nas podobno 12 tys., postulować, ale koncertu życzeń dla sympatyków nie będzie. Czyli, jeśli będę domagać się zapisu o zdrowej żywności ("Popieramy zdrową żywność, bo jest zdrowa."), to mnie wyślą do PSL-u, bo "Polska jest najważniejsza" (kto zapomniał, co będzie wkrótce, niech cofnie się o kilkanaście wersów) zajmuje się poważniejszymi sprawami? Jakaś racja w tym jest, muszę to przyznać, bo w końcu na razie nikt spośród członków stowarzyszenia nie powiedział, że to sympatyk czy wyborca są najważniejsi, ale jakoś mnie ta socjotechnika nie przekonuje.

Jako wytrawny znawca odruchów społecznych (trochę podpatruję prof. Kika, to pomaga) sądzę, że po spotkaniu w kinie Kultura liczba sympatyków "Polski, która jest najważniejsza" (nic nie dodam, bo mnie też już to znudziło), wzrośnie z 12 tys. do 1 120 120. A gdy zamiast Tiny Turner zaczną puszczać piosenki Dody, wzrośnie do 12 120 120. I bardzo ..., i bardzo dziękuję.

PS. Mądralom, którzy mogliby twierdzić, że powinienem przerwać te swoje, nie od dziś, ciągnące się bez końca wygłupy, że S24 jest miejscem na poważne komentarze, refleksyjne wynurzenia i teksty o depilacji laserowej, nie zaś trybuną dla błaznów - odpowiadam, że się z nimi zgadzam. Tak, zgadzam się z zarzutami. Mało tego, stwierdzam, że też chciałbym pisać inaczej, ale mi nie wychodzi.

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka