capa capa
412
BLOG

Mareczek i garstka murzynków

capa capa Polityka Obserwuj notkę 6

Można by tę bajeczkę nazwać: Garstka murzynków i Mareczek, ale Mareczek gotów się jeszcze obrazić, że pozostaje na drugim planie, wysuwamy go zatem na plan pierwszy. Plan pierwszy i Mareczek to brzmi dumnie, to brzmi więcej niż dumnie, to brzmi niemal ...  

Był raz sobie Mareczek, chłopisko o duszy chłopczyka. Mareczek był chłopiskiem wielkim, mądrym, błyskotliwym, urodziwym, elokwentnym, dowcipnym, a jakże, dowcipnym był również (bohaterzy bajek muszą być osobami dowcipnymi), miał jeszcze mnóstwo dodatkowych zalet, ale któż mógłby je wszystkie spamiętać. Mareczek miał także dar wyobraźni. Wymyślał niestworzone historie, historie pełne królów, księżniczek, prezesów, mikrofonów, kamer i ciasteczek. Historie bywały różne, zawsze jednak barwne, zawsze zabawne, zawsze z dreszczykiem. Wszystkie łączyła postać Mareczka. Gdy bawił się w królów, król Mareczek nie dawał królom szans, nie miał litości nawet dla Trzech Królów, których zawsze prześcigał w wyścigu do Żłóbka. Gdy bawił się w księżniczki, księżniczka Mareczek zawsze okazywała się księciem. I księżniczkom było głupio. Gdy bawił się w prezesów, pisał do nich listy. Jakież to były urokliwe listy. Pani w szkole gładziła Mareczka po główce za zdolności literackie, a wykpiony prezes obgryzał paznokcie i przywiązywał kotu do ogona puszkę po coli. Gdy bawił się w ciasteczka, Mareczek zjadał ciasteczka, nasycony kładł się do łóżeczka i zasypiał snem  ciasteczkowego nasycenia.

Mareczek, choć pracowity jak mróweczka, lubił spać. Lubił spać również dlatego, że zawsze śnił. A śnił sny o potędze. Pewnego razu, gdy objedzony ciasteczkami zaległ w łóżeczku, przyśnił mu się sen polityczny. W pewnym królestwie ... Tak zaczynał się sen Mareczka, ale albo Mareczek przejadł się czekoladowymi ciasteczkami, albo przeciążył pamięć lekturami, które pożerał z równą łapczywością jak ciasteczka, bo nieoczekiwanie znalazł się wśród murzynków. Murzynków i murzynek, rzecz jasna. Śnił zatem nasz Mareczek, że siedzi przy komputerze (Mareczek był bowiem nowoczesny, nie jak niektórzy królowie i prezesi, którzy na komputery mówią telewizor, tak przynajmniej sądził Mareczek) i spisuje swe kolejne fascynujące przemyślenia, które nieodmiennie rzucały na kolana grono wielbicieli i wielbicielek, a tu niespodziewanie zjawia się przed nim grono murzynków. I murzynek, rzecz jasna.

Mareczek, choć w dziennych zabawach nadziewał wszystkie smoki na szpikulec a może na rożen, nie pamiętam, ale to w końcu nie jest ważne, we śnie przestraszył się nie na żarty. "Ki diabeł?" - przemknęło mu pod czupryną Czuprynę miał nasz Mareczek także wspaniałą. Wszystko miał wspaniałe. "Ki diabeł? Czyżby przyszli, by wrzucić mnie do zupy?" Już chciał rzec, że też kiedyś był murzynkiem, że powinni to pamiętać, że z ochotą (Mareczek miał bowiem bogate słownictwo) znów będzie murzynkiem, że przed wielkim szamanem fiknie siedem koziołków i zrobi trzy salta. Nie zdołał jednak otworzyć ust, gdy grono murzynków (i murzynek, rzecz jasna) padło mu do stóp. "Ratuj nas, Mareczku, ratuj nas! Nie lubimy już naszego szamana, chcemy go, tego rzekomego mistrza intrygi, wyintrygować. Chcemy, ale nie wiemy, jak to uczynić, bo zostać z nim wstyd, a odejść jakoś tak niepolitycznie." 

Mareczek, który jeszcze przed chwilą omal nie utracił zmysłów, doszedł już do formy, odchrząknął, powiódł zawadiackim spojrzeniem po murzynkach (obojga płci, rzecz jasna) i rzekł: "Jak trwoga, to do Mareczka, ale Mareczek nie tylko dobre ma serce, ale i kanclerską głowę". Z tą kanclerską głową nieco przesadził. Nie dlatego, że jej nie miał, bo ją miał (raz w tygodniu zapisywał to sobie w pamiętniczku, by nie zapomnieć), ale dlatego, że murzynkom (płci obojga, rzecz jasna) nic to określenie nie mówiło (tak przynajmniej nazajutrz Mareczek zapisał w pamiętniczku). Ustawił gości w szeregu i każdemu przydzielił zadanie. Imiona murzynków i murzynek, rzecz jasna, w bajce pominiemy, ponieważ są trudne do spamiętania. Co rzekł każdemu z nich, nie powiem, by nie znalazł się jakiś niewczesny naśladowca, który podobną sztuczkę wymyśli dla grupy murzynków i murzynek, rzecz jasna, z innego plemienia. Doradził jednak przednio. Następnego dnia szaman stanął przed kotłem osamotniony i oszołomiony. "Zawsze myślałem, że moje czary nie mają sobie równych, a tu patrzcie, Mareczek, ten wstrętny Mareczek, czaruje lepiej."  Zbolały usiadł, nieboskłon się pod nim załamał, ale nie zdołał przełknąć łzy, gdy zza kotła wychynął murzynek z jeżykiem na głowie, murzynek z innego plemienia, i robiąc głupie miny, krzyczał: "A nie mówiłem, że tak skończysz, ty skhrutmgrhu (to taka lokalna inwektywa), ty grthukhanghu (to również), ty tgrynhartgrhu (i to) ..." I krzyczał tak, aż stracił głos, a gdy głos stracił, zaczął to samo pisać pismem obrazkowym obok kotła, równocześnie wymachując nogami, ręce miał bowiem zajęte.

Słoneczko zapukało do okienka Mareczka i rzekło: "Mareczku, mój ty mądralo, pora wstawać. Pora wstawać i pisać to, co przyśniłeś. Świat nie może już się doczekać." Mareczek, przeciągając się, puścił buziaczka do słoneczka, a do siebie rzekł: "Jakiż ten świat byłby beze mnie ubogi."

A morał? Nie lubię prawić morałów. Przyciśnięty jednak do muru zaryzykowałbym: "Mareczek jest najważniejszy." 

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka