Z nieoficjalnych źródeł, ale tym źródłom można wierzyć, wierzcie mi, że można im wierzyć, dowiedziałem się, że zniknęła minister Pitera. Minister Julia Pitera. Nie jakaś tam pani minister, która tańczy. Tak było za sanacji. Zniknęła nasza pani minister Pitera. Jak u Hitchcocka. Nie, żeby to był suspens, choć w pewnej mierze zapewne również, ale dlatego, że "pani znika". Tam znikała "starsza pani", u nas zniknęła pani minister.
Dlaczego zniknęła minister Pitera? A bo ja wiem. Czy ja jestem komisarzem Maigretem, żebym wiedział? Zniknęła i już. Niektórzy mówią, że ją porwano, są nawet tacy, którzy dodają, że porwano ją dla okupu. Nie wierzę w to. Kto mógłby chcieć porywać minister Piterę? Chyba tylko ktoś, kto nie szanuje naszego rządu, a takich przecież nie ma. Inni twierdzą, że minister Pitera, która podobno uwielbia Dołęgę Mostowicza, tak się zaczytała w "Znachorze", że utożsamiła się z profesorem Wilczurem i też straciła pamięć. Nie wierzę w to. Nawet gdyby tak było, minister Pitera nie zdołałaby zrobić pięciu kroków, dopadliby ją dziennikarze, sympatycy a nawet dzieci przedszkolne, by wziąć od niej autograf. Tak jest popularna i ceniona. W pełni zasłużenie. Są też tacy, którzy rozsiewają plotki, że minister Pitera sama upozorowała swoje zniknięcie, by zwiększyć zainteresowanie własną osobą. Nie wierzę w to. Gdyby o to chodziło, wystarczyłoby, żeby minister Pitera wystąpiła w telewizji i powiedziała, że opracowuje strasznie trudny i męczący program rządowy "Jak zmniejszyć opady śniegu w zimie i zwiększyć je latem".
Moim zdaniem, choć - jak rzekłem - nie jestem komisarzem Maigretem, minister Pitera odsunęła się od wyborców. Ale nie dla taniej sensacji i nie z powodu melancholii. Minister Pitera odsunęła się do swojego Sulejówka, bo zawiodła się. Zawiodła się brakiem zainteresowania. Nie własną osobą, minister Pitera nie jest wszak próżna, ale brakiem zainteresowania jej pracą. Jej katorżniczą pracą zapobiegacza nieprawidłowościom w instytucjach publicznych. Nikt nie pyta, nikt jej nie popędza, nikt nie dodaje otuchy, nikt nie pomaga. Zmaga się ze swym ciężarem sama, pot leje jej się spod awangardowej fryzury, a wszyscy mają to w nosie. Zamiast o strasznie poważnym problemie nieprawidłowości trąbić na prawo i lewo, nie trąbią nawet w górę i w dół. Raz nawet minister Pitera pomyślała sobie, że może nikt nie chce walczyć z nieprawidłowościami, ale szybko odrzuciła tę myśl. Była to myśl chybiona. Nikt nie mógł tak myśleć, bo przecież w naszych instytucjach publicznych nie ma żadnych nieprawidłowości. Kiedyś były, ale dziś już ich nie ma. I ta myśl jeszcze bardziej dobiła minister Piterę. "To co ja właściwie w pocie czoła robię? Nawet nie walczę z wiatrakami, bo wiatraki wszak istnieją, a nieprawidłowości w naszych instytucjach publicznych nie. Tyle straconego czasu, tyle wyczerpanych sił. Dość, jadę do Sulejówka, przysłowiowego Sulejówka, a więc idę do kuchni gotować obiad. Jeśli się opamiętają i zaczną się interesować moją pracą, wrócę. Niech się wówczas przypala obiad, sprawa jest najważniejsza. By wszystkim żyło się lepiej."
Jeśli wszyscy nie zaczniemy się od jutra interesować zapobieganiem nieprawidłowościom w instytucjach publicznych, minister Pitera gotowa pozostać w Sulejówku do maja, przysłowiowego maja. A wtedy, Bóg wie, czego się można spodziewać. Nie róbmy jej tego. Pomóżmy!



Komentarze
Pokaż komentarze (37)