Czuję się, jak Andrzejewski po wydaniu Miazgi. Zmiażdżony. To taki wstęp dla wybrednych intelektualnie, by doczytali do końca. Blogosfera mnie przygniotła. Spadły na mnie gromy krytyki. Chciałbym napisać: tysiące gromów, ale tysiąca to ja nie mam nawet kliknięć. Nie zmienia to jednak faktu, że gromy spadły. Czego bym nie napisał, a w końcu nie piszę aż tak dużo, są płodniejsi, wywołuje niezadowolenie. Jak o sobie - megaloman (już sobie wyobrażam, co czytelnik, ów hipotetyczny czytelnik, myśli w tej chwili), jak o innych - przerost formy nad treścią, jak politycznie - nudziarz, jak niepolitycznie - bez sensu, jak raz napisałem o niespełnionej miłości - nawet niespełniona miłość się nie odezwała, a przecież mogła, chociażby z grzeczności albo (niech tam) z litości, jak poważnie - mam za mało do powiedzenia, jak mniej poważnie - jeszcze gorzej, bo S24 ceni powagę, jak o żonie - ekshibicjonista, jak o zaświatach i rybach - psychol .
Ktoś mniej odporny dawno przestałby pisać. A ja nie przestaję, ja trwam na posterunku. Racjonalnie jednak tego wyboru wytłumaczyć nie umiem. Mniejsza z tym.
Dziś postanowiłem, wyimaginowałem sobie, że chwycę dzień. Że chwycę dzień za długie nogi i nareszcie znajdę temat. Wyimaginowałem sobie, że napiszę o polityce. Nie tak zwyczajnie, ale tak jakoś lirycznie, a więc właściwie napiszę tekst prawie niepolityczny.
Wszystkich nas, sympatyków w amoku i sympatyków bezobjawowych, od dawna nurtuje pytanie, dlaczego premier nie odsuwa ministrów, którzy w powszechnej opinii zasługują na odpoczynek. Wysuwano różne hipotezy i domysły, jedne zgrabniejsze, drugie bardziej otyłe, ale żadna hipoteza i żaden domysł nie przekonywały. Albo były zanadto lukrowane, albo zanadto przesiąknięte żółcią. Nikt jednak nie zgadł, a przecież rozwiązanie było w zasięgi wzroku lub słuchu, co oznacza, że każdy z nas powinien odwiedzić albo okulistę, albo laryngologa. Tkwilibyśmy pewnie, biedacy, w nieświadomości jeszcze przez dekady całe, gdyby nie poseł Gowin. Niezawodny, dystyngowany, wyważony, wielbiony przez płeć piękną, czego dowodem ostatnia bardzo ambitna intelektualnie ankieta, lojalny poseł Gowin.
Poseł Gowin, tak zawsze chętnie krytykujący PO i rząd, krytykujący, rzecz jasna, konstruktywnie, jakże inaczej zresztą można krytykować, i tym razem dostarczył nam niezbędnych informacji. Uczynił to, dodajmy, z prawdziwie krakowską brawurą. Na pytanie, czy minister Grabarczyk odniósł sukces na froncie kolejowym, odpowiedział: nie. Uzupełnił swą odpowiedź o stwierdzenie, że rząd podobnych niepowodzeń zanotował o wiele więcej. To już nie Samosierra, to Lotna (wiem, wiem i przepraszam, to forma, nie treść; nie mam pojęcia, jak z tym walczyć), a poseł Gowin któryś już raz z rzędu wyrywa z dłoni Stańczyka kaduceusz. Drugie pytanie zadane posłowi Gowinowi dotyczyło dalszych losów ministra Grabarczyka. Powinien zostać czy powinien oddać tekę? Poseł Gowin bez chwili wahania odrzekł, że nie ma powodu, by dymisjonować ministra Grabarczyka, ponieważ ma on na swoim koncie szereg sukcesów innego rodzaju. Napięcie doszło do zenitu. Każdy oczekiwał, że poseł Gowin sprecyzuje swoją wypowiedź, ale poseł Gowin niczego nie sprecyzował.
Dlaczego poseł Gowin nie wyjaśnił wszystkim zainteresowanym a jednocześnie słabo poinformowanym, jakie inne sukcesy ministra Grabarczyka miał na myśli? Ależ to proste! Bo to jest tajemnica państwowa, której wyjawienie mogłoby narazić państwo i nas wszystkich na, być może nawet śmiertelne, niebezpieczeństwo.
Jaka nauka płynie z wypowiedzi posła Gowina? Nie oceniajmy rządu zbyt pochopnie. Tam, gdzie z pozoru nie widać sukcesów, są one głęboko zakamuflowane. Dla bezpieczeństwa nas wszystkich.



Komentarze
Pokaż komentarze (23)