capa capa
955
BLOG

Reorganizacja rządu. Wiadomość z ostatniej chwili

capa capa Polityka Obserwuj notkę 18

Premier, który nie ogląda telewizji, chyba że w telewizji pokazują jego samego, został zaskoczony przez nieocenionego rzecznika Grasia. Zdyszany rzecznik Graś przybiegł do premiera z wiadomością, że doszło do drobnego tąpnięcia. Premier początkowo nie zrozumiał, ponieważ rzecznik Graś inaczej komunikuje się z premierem, inaczej z ludem, ale w końcu udało mu się pojąć, na czym polega drobne tąpnięcie. Premier nie lubił tąpnięć, nawet najdrobniejszych tąpnięć, musiał więc podjąć błyskawiczną decyzję, by nastąpiło odtąpnięcie. Wezwał do siebie króla marionetek i spytał go o zdanie. Premier nie pytał króla marionetek o zdanie dlatego, że sam nie miał zdania, ale dlatego, żeby sprawdzić króla marionetek. "Czy ty mi tu, królu marionetek, wyczuwasz jeszcze nastroje, czy twój czar minął bezpowrotnie" - pomyślał premier, patrząc w oczy króla marionetek. Król marionetek również spojrzał w oczy premiera i udzielił odpowiedzi. Premier się uśmiechnął, uśmiechnął się tak, jak tylko premier umie się uśmiechać, i udzielił odpowiedzi na odpowiedź, stwierdzając: "Świetnie, królu marionetek, do takiego samego wniosku doszedłem wcześniej i samodzielnie."

Uradowany premier, który i tym razem okazał się królem króla marionetek (jedynie ci durni krytykanci mówili, że jest inaczej), postanowił działać. Tylko bezzwłoczne działania dają nadspodziewane rezultaty. Wiedział to każdy mistrz strategii politycznej od czasów Hannibala lub Hamilkara, tego akurat premier nie pamiętał, ale nie to było ważne. Ważne było to, że postanowił działać. Nieoczekiwanie zwołał nadzwyczajne posiedzenie gabinetu. Nazajutrz red. Wołek napisał, że premier zwołał nieoczekiwane "ekstraordynaryjne posiedzenie gabinetu". Redaktor Wołek zawsze wie, jak nadać bardziej pikantną treść nawet bardzo pikantnym wydarzeniom.

Zaskoczeni ministrowie przybywali na nadzwyczajne posiedzenie gabinetu (nie wiedzieli jeszcze, że znajdą się na ekstraordynaryjnym posiedzeniu gabinetu) niepewni. Ich niepewność potęgowało proste spostrzeżenie - dotychczas premier nie zwoływał nadzwyczajnych posiedzeń gabinetu. Nie zwoływał ich, ponieważ nie było takiej potrzeby. Nawet najbardziej odważni ministrowie wkraczali do sali posiedzeń na nogach z waty, a minister spraw zagranicznych przybył, podpierając się parasolem. Nie byle jakim parasolem, bo parasolem oksfordzkim. Zdenerwowanie przerodziło się w przerażenie, gdy do sali posiedzeń spiesznym, piłkarskim krokiem wszedł premier, nie witając się z nikim. "Coś mi się wydaje, że będzie grillowanie bez mięsa" - przemknęło przez myśl minister Hall, która naczytawszy się politycznych fresków męża, sypała bon motami na prawo i lewo. Czasami nawet, oglądając się za siebie.

Premier usiadł, usiedli ministrowie. Premier wstał, wstali ministrowie, ale premier wstał tylko dlatego, że usiadł niewygodnie. Po kwadransie, gdy nieporozumienie się wyjaśniło, wszyscy siedzieli na krzesłach. Oddychał tylko premier, ministrowie trwali w niekończącym się bezruchu. Premier wstał, wstali ministrowie, ale zaraz usiedli, ponieważ premier zgromił ich spojrzeniem, od którego pękały na boisku piłki.

"O co chodzi?! Co tu się dzieje?! Czy ktoś z szanownych ministrów w ogóle śledzi, tzn. chciałem powiedzieć ogląda telewizję? Bo ja śledzę, tzn. oglądam, wszystko oglądam i wszystkiego doglądam. A wy?"

Nikt nie odważył się odpowiedzieć, bo nikt nie wiedział, jaka odpowiedź jest odpowiednia na dzisiejszym, w dodatku nadzwyczajnym, posiedzeniu gabinetu.

"Ja was nawet nie pytam - kontynuował coraz bardziej wzburzony premier. Ja, JA oglądam! Drodzy ministrowie, co myśmy obiecywali ludowi, ja nie pytam, ja mówię. Obiecywaliśmy troskę o każdego obywatela, a o obywatela w podeszłym wieku w sposób szczególny. Obywatele nas kochają, ale czy wy sądzicie, że tak będzie wiecznie. Nie ma takiej miłości, która trwa wiecznie, jak rzekł wieszcz. Oni nas kochają, ale ... Każdy Kowalski i każdy Nowak, Sławka nie ma wśród nas, więc możemy się nim posłużyć jako przykładem, czegoś od nas oczekuje. Tak, jak my oczekujemy od nich entuzjazmu. A cóż widzę? Jakiś starszy wiekiem obywatel, no, dziadek po prostu, mówi, że dziś nie ma nawet gdzie, przepraszam za określenie, to cytat, nie ma nawet gdzie srać. I to pokazuje telewizja! I to idzie w świat, to idzie w eter! I do kogo on to mówi, o kim on mówi? O nas, do nas. Czy wy to rozumiecie? Czy tak robi się politykę, której nie robimy i której nie chcemy robić? Basta! Tak dalej być nie może. Czaruś, ty wiesz, Czarusiu, jak ja ciebie bardzo lubię i cenię, jak ja was wszystkich bardzo lubię i cenię. Ty Czaruś jakoś w tym kolejnictwie się nie odnalazłeś. Ja nie mówię o drogach, bo o drogach nie mówi też telewizja. Ale o kolejnictwie mówi. Nie ma rady, Czaruś, nie ma rady. Na jakiś czas musisz opuścić resort. Ja nie mówię, że na zawsze. Wiosną, gdy rozpocznie się nasza zapowiadana ofensywa w kolejnictwie, być może powrócisz, ale na razie przejdziesz do resortu zdrowia. To co, że nie jesteś lekarzem? A czy Klich jest marszałkiem albo admirałem? Nie. Nie jest nawet kontradmirałem, a w wojsku sobie radzi i w telewizji o nim sza. Ewcia, przestań mi tutaj palić. Nie chodzi o to, że jest zakaz, ale o to, że w towarzystwie sportowców palić nie wypada. Poza tym nie przejmuj się. Odchodzisz z resortu zdrowia, bo napracowałaś się jak mało kto. Pora trochę odpocząć. Obejmiesz kulturę. Zdrojewski chętnie ustąpi. Jego i tak nie widać, więc nikt się nie zorientuje. A jak się zorientują, to przeniesiemy go do Sztabu Generalnego, który nawet możemy nazwać GiSZ-em. Tak będzie ładniej brzmiało. Kto nie wie, o czym mówię, sprawdzi w domu, wiecie w czym."

Premier usiadł, ministrowie wstali, wstali, bo wszystko im się pokręciło, ale usiedli równie szybki, jak wstali. Usiedli, gdy premier walnął pięścią w stół. A premier walnął pięścią w stół w chwili, gdy do sali posiedzeń weszli dziennikarze. Wyszli, gdy premier skończył walenie.

"I jeszcze jedno. Czy wy, piłka jest okrągła a bramki są dwie, kompletnie powariowaliście? Co to jest za lenon czy lemon, jakiś J 23, o którym słyszę? I to znowu ty Czaruś! Że co, że w naszej partii są jakieś takie lemony. Wypraszam sobie na przyszłość. Graś mi zaraz ogłosi, że to nie żaden lemon z naszej partii, tylko lemon z innej partii, który chciał nam szkodzić. Nasi ukochani wyborcy uwierzą, ale żeby to było ostatni raz. A ty, Czaruś, nie, ty nie dasz rady. Ty Ewcia weźmiesz mi tego ananasa i postawisz go na odcinku kolejnictwa."

Ministrowie odetchnęli, bo i oblicze premiera wyglądało teraz pogodniej. Minister Sikorski z wrażenia zmienił węzeł krawata na bardziej sportowy, co nazajutrz red. Wołek określił jako nowy styl naszego MSZ-u. Styl a la Menotti.

Premier, podając każdemu z zebranych dłoń do uściśnięcia, spokojnym krokiem opuszczał salę posiedzeń, by wyjść na spotkanie z dziennikarzami.         

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka