Wtorek
Opanowało mnie straszne lenistwo. Niby nic nowego, ale zapisuję to dla pamięci. Wprawdzie w niedzielę wypoczywałem, w sobotę zresztą też, ale widocznie nie wypocząłem. Mam zdecydowanie za dużo obowiązków. Polityk w ogóle nie powinien mieć obowiązków. Polityk powinien być ozdobą społeczeństwa, powinien być przez nie hołubiony, ja na szczęście jestem bardzo przez nie hołubiony, no, ale ja jestem w końcu wyjątkowy, powinien być stawiany za wzór, powinien przechodzić do historii ... Bardzo długie robi się to zdanie, trochę się zmęczyłem. Nie będę ukrywał (trochę w tym moim dzienniku, przyznaję, ukrywam, ale nikt nie jest doskonały), że się też znudziłem. Łatwo się nudzę. W ruchu nudzę się mniej, ale siedząc, nudzę się błyskawicznie. Może tak musi być. Zaraz, zaraz, kompletnie się pogubiłem. Nie wiem, do czego zmierzałem. Tak się przyzwyczaiłem do publicznych występów, gdy mówię i mówię, nieraz sam nie wiem, co i po co, ale mówię, że zdarza mi się tracić wątek. Ale za to ładnie, co tam ładnie, pięknie mówię. Muszę się zatrzymać i przeczytać, co napisałem, bo myśl, która uleciała, nie chce powrócić.
Przeczytałem. Już wiem. Polityk powinien być, jak wspomniałem, hołubiony, ale nie powinien nic więcej robić. Poza przemawianiem, bo w końcu coś jednak robić musi. A w zastępstwie polityka robić powinni doradcy i eksperci. Muszę to głębiej przemyśleć, może wyjdzie jakiś aforyzm. Polityk powinien pozostawić po sobie również aforyzmy. To takie intelektualne.
Wczoraj strasznie się umęczyłem. Z pozoru też nic nie zrobiłem wielkiego, ale trzeba było wstać, ubrać się, pojechać, podpisać, coś tam przeczytać (z tym nigdy nie przesadzam, gdybym zresztą wszystko czytał, co powinienem przeczytać, nic innego nie mógłbym zrobić), zjeść, wrócić. Potworny kierat. I dziś znów będzie to samo. Nie mówię o tym, że mówiłem. To też trochę męczy, ale przynajmniej daje satysfakcję.
Miewam chwile słabości (to jest naprawdę szczere). Wówczas wydaje mi się, że nie powinienem być politykiem. Zwątpienie trwa krótko, bo tak właściwie, cóż mógłbym robić poza zajmowaniem się polityką. A zresztą jestem doskonały, a szlachectwo, jak powszechnie wiadomo, zobowiązuje.
Byłbym zapomniał. Kazałem się zbadać, bo ktoś powiedział, że mam półpasiec, świerzb czy jakieś inne świństwo. Nie chciało mi sie wierzyć, ale na wszelki wypadek postanowiłem się uspokoić. Lekarz mnie uspokoił. Nie mam ani półpaśca, ani świerzbu, ani nawet polipów w nosie. Czegóż ci nieżyczliwi ludzie nie wymyślą.
Pora kończyć. Jeszcze sto pompek i do łóżeczka. Pompki, pompki ... przecież pąpki brzmiałyby lepiej. A może jednak nie. Jutro, czyli właściwie dzisiaj, przeczytam to wszystko i zostawię tylko to, co nadaje się, by figurować w dzienniku wielkiego polityka. I żebym nie zapomniał: muszę dodawać też coś o sprawach wielkiej wagi. To zawsze robi lepsze wrażenie.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)