Uspokajam. Tym razem nie będzie o telefonach. Nawet jeśli ktoś jeszcze kiedykolwiek do mnie zadzwoni, w związku z otrzymanymi radami, licznymi radami, nie będę o tym pisał. Rady wypływały z troski o moje zdrowie. Proponowano, żebym dłużej sypiał, wcześniej zasypiał, odsypiał nieprzespane noce i przyjmował więcej witamin. Tak uczynię.
Nikt wprawdzie do mnie nie dzwonił, ale Polska to mały kraj (kto to powiedział? - zapomniałem) i różne wieści roznoszą się w nim niczym te nieznośne owady, które nie dają spokoju pewnemu posłowi. Nomina sunt odiosa, więc żadnych nazwisk. Skąd u mnie taka nagła znajomość języków obcych, i to jak obcych? Skoro dzięki wrodzonej szczerości przyznałem się do ich nieznajomości (ale żyłkę poetycką mam - niech ktoś zaprzeczy), czego zresztą trochę żałuję, bo dziś nikt się do niczego nie przyznaje, spieszę z wyjaśnieniem. Konsultowałem ten zwrot z red. Wołkiem. Oczywiście, telefonicznie, ale tym razem to ja dzwoniłem, proszę się więc nie niepokoić. Wracam do baranów. Nie tych prawdziwych, wracam do baranów francuskich.
Po naszym małym kraju rozeszła się wieść, że rząd przygotowuje ankietę, którą zamierza skierować do narodu, czyli do nas wszystkich. Za prawdziwość tej informacji nie biorę odpowiedzialności (ostatnio w kołach rządowych stałem się persona non grata - to też po konsultacji z red. Wołkiem; jak tak dalej będę się z nim konsultował, to, kto wie, może mnie zaproszą do telewizji), ale wszyscy wiemy, że u nas sprawdza się każda plotka. Gdy plotkowano, że minister Grabarczyk nie odejdzie, minister Grabarczyk nie odszedł, gdy plotkowano, że pani prezydent nie zbierze śniegu, pani prezydent zastanawiała się nawet, czy nie zakupić go więcej za dewizy.
Ktoś bardzo łebski, czyli bez wątpienia głowacz, doszedł do wniosku, że sytuacja się nieco komplikuje. Poparcie niby to nie spada, ale skoro w zimie nieoczekiwanie spadł śnieg, spadać może nieoczekiwanie i ono. A wszystko przez tych niezależnych Rosjan. Gdy ich trzymano za pysk, byliśmy niezadowoleni, gdy każda komisja rosyjska może robić, co chce, właśnie dlatego, że jest niezależna, zrobiło się jeszcze gorzej. Premier Putin, który może z dnia na dzień, gdy zechce, rzecz jasna, okazać się mężczyzną dwumetrowym, nie może wpływać na prace jakichkolwiek niezależnych komisji. Niby to dobrze, ale dla nas jednak niedobrze. I pomyśleć, że przez jedną niezależną komisję (dziękować Bogu, że tych komisji nie było więcej) nasz rząd musiał zacząć główkować. Dotychczas nie trzeba było główkować, chyba że premier strzelił gola głową, a teraz, w najmniej sprzyjających okolicznościach trzeba. A jak tu główkować, gdy nigdy się nie główkowało? Toż to prawdziwy ambaras. To gorsze od nadmiaru autostrad.
Zaczęto więc (robi się za dużo tych "więc"; następne będzie "wienc") główkować nie na żarty. Podobno (red. Żakowski podobno mówi w takich sytuacjach "ponoć", ale ja się trochę wstydzę mówić "ponoć") zwołano posiedzenie najbardziej główkujących polityków partii rządzącej, żeby napinając skórę głów, znaleźli sposób, by partia rządziła nadal, a naród się bogacił. Przy innej partii na pewno by zbiedniał. I na tym posiedzeniu, podobno, zrodził się pomysł ankiety. Podobno, ale bez tego podobno nie sposób się tym razem obejść, ankieta jest dzieckiem niczyim, bo nie było chętnych do roli ojca i matki. To zresztą nie jest nic złego. Sieroty często wychodzą na ludzi. W wielkiej kancelarii jest przecież mnóstwo sierot z różnych małżeństw politycznych, a kancelaria pracuje lepiej od Stachanowa i jego dzieci.
Zanim jednak nieznani rodzice zaznali chwili rozkoszy, czyli zanim na tym padole łez pojawiła się ankieta, brano pod uwagę, podobno, rzecz jasna, inne warianty. Jeden z ..., jeden z obecnych proponował wypowiedzenie wojny MAK-owi. Odrzucono ten pomysł, bo nie było zgody, czy ma to być wojna konwencjonalna, psychologiczna, papierowa, czy wreszcie siedząca. Tę ostatnią propozycję odrzucono jako pierwszą, uznając, że jest durnowata, mimo że pomysłodawca (dodam, milcząc o personaliach, że ma on głowę jakby stworzoną dla rzeźbiarza) gotów był zrzec się synekury, przekonując, że kiedyś, choć dokładnie nie pamiętał, kiedy, taka wojna miała miejsce. Omal się przy tym nie pokłócono, bo nieoczekiwanie pojawił się głos postulujący wypowiedzenie MAK-owi wojny peloponeskiej. Na szczęście ten głos szybko doprowadzono do porządku. Inny z obecnych stwierdził, wcale nie zaproponował, tylko stwierdził, że za decyzją MAK-u stoi Kaczyński albo chodzący za nim jego psychiatra. Obecny w sali psychiatra, który widać trochę się zagapił, zapewnił, że to nie on chodzi za Kaczyńskim. Gdy mu wyjaśniono nieporozumienie, zagapiał się dalej. Z pomysłodawcą było trudniej, w końcu jednak, choć przy użyciu innych argumentów, i jego skłoniono do milczenia. Zamilkł, ale zakrywając usta ręką, cichutko powtarzał, że ma rację. Rozważano nawet wpisanie MAK-u na listę zakazanych dopalaczy. Dlaczego nie wybrano tego, zdawałoby się bardzo logicznego, wariantu, nie wiem. Było ich zresztą więcej, skoro jednak nie biorę za ten tekst wierszówki (o tempora, o mores! - tak, to też on), resztę pominę milczeniem.
W chwili rozpaczy pojawiła się ankieta. Ankieta składa się z pytań. Początkowo chciano, by przypominała swą objętością (oczywiście, podobno) traktat lizboński, ale w końcu uznano, że z przygotowaniem podobnej ankiety byłoby zbyt wiele kłopotu, a w dodatku wszyscy byli już solidnie zmęczeni, czemu niepodobna się dziwnić. Wybrano wariant minimalistyczny. Ktoś wręcz zasugerował, żeby ankieta przypominała 3 x tak, ale jakiś esteta (wiem, ale nie powiem, który) tę analogię oprotestował.
W efekcie przyjęto wariant kompromisowy (ktoś zażartował: "nie budujemy szkół, ale posyłamy do nich dzieci, cudze dzieci"). Partia w imieniu rządu, ale właściwie w imieniu własnym, podobno zamierza zwrócić się do narodu z następującymi pytaniami:
1/ Czy chcesz być Europejczykiem z prawdziwego zdarzenia?
2/ Czy szanujesz inne narody, państwa i niezależne instytucje?
3/ Czy popierasz rządy, które nie politykują, czy wolisz rządy rozpolitykowane, nienawistne, zakompleksione i niedouczone?
4/ Czy wolisz, gdy o Polsce mówi się dobrze, traktując ją jako państwo spokojne, czy gdy mówi się o nim, że jest państwem awanturniczym?
5/ Jacy politycy budzą twoje zaufanie: wysportowani czy wszędzie wietrzący spiski?
We wstępie do ankiety (odrzucono słowo "preambuła", ale - niestety - nie wiem, dlaczego) stwierdzono, że jeśli na pytania 1 i 2 padnie większość odpowiedzi "tak", a na pytania 3, 4 i 5 respondenci w większości wybiorą pierwszą wersję, na ulicach wszystkich miast i wsi pojawią się kolejne bilbordy z obietnicami rządu, które będą systematycznie realizowane.
Gdy już definitywnie skończono główkować, zaczęto obliczać, ile pieniędzy trzeba będzie wydać na zawieszenie bilbordów. Zgodnie stwierdzono przy tym, że będzie to kolejny, bardzo potrzebny i gruntownie przemyślany wydatek z budżetu.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)