capa capa
319
BLOG

Poseł pod gruszą, z której spadają jabłka

capa capa Polityka Obserwuj notkę 26

Trudno być Newtonem, gdy się permanentnie nie nadąża za peletonem. Nasz najbardziej barwny europoseł tak przyzwyczaił nas do swej oryginalności, że tracimy z nim powoli kontakt. Szczególnie od momentu, gdy zaczął upodabniać się do Roosevelta. Tego bardziej znanego Roosevelta, o którym jedna z jego pociech rzekła, że ojciec w każdej sytuacji chce być w centrum uwagi: na każdym weselu chce być panną młodą, a na każdym pogrzebie zwłokami. Nasz europoseł w PiS-ie chciał być Jagienką, w PO byłby Danuśką, a u boku polskiej Angeli Merkel Adenauerem. Był już Churchillem, udzielał rad zbuntowanym murzynkom płci obojga. Kim ci on nie był!? 

Nie byłoby w tym może nic złego, wszak wielu z nas chciałoby być kimś innym (ja np. chciałbym być red. Wołkiem), gdyby nie było to aż tak bardzo zabawne. Nasz człowiek o stu twarzach w swym niedługim przecież życiu zdążył  zrewolucjonizować politologię, otrzeć się o karierę wokalną, stać się mistrzem epistolografii, który zakasował Pascala, wywołując prawdziwe trzęsienie ziemi na polskiej scenie politycznej (nic to, że przewróciło się jedynie krzesło w przedpokoju, liczą się intencje), i ojcem chrzestnym, takim don Pedro, partii liczącej na większą ilość członków, niż niegdyś liczyć mogła nieodżałowana KPZR.

I jak każdy wielki artysta, nasz europoseł ciągle nie jest ukontentowany osiąganymi efektami. Pełne zadowolenie znajdują bowiem jedynie miernoty, którym się wydaje, że bez ich oddechu świat popadnie w bezdech. Nasz europoseł bez wytchnienia eksperymentuje, kluczy, prowokuje, zmienia zdanie i ciągle pisze. Pisze bloga. Bloga, który jest przez wszystkich oblegany. Tylko moja Dulcynea może się z nim mierzyć skalą popularności. Blog naszego europosła jest prawdziwą perełką. To opus vitae (zainteresowani wiedzą, z kim to konsultowałem) i, choć on o tym jeszcze nie wie, takim pozostanie. 

W swym zapale (są tacy, którzy twierdzą: w stanie zapalnym) gotów jest na każde poświęcenie, na każdy eksperyment. Bywa, że myślowy. Ostatnio położył się pod gruszą, zasnął, śnił, że jest kimś innym, że przebudzi go natchnienie, czyli wena (a wena to kobieta, a kobieta nie da facetowi spokoju nawet pod drzewem, tuszył więc nasz europoseł, że i jemu nie da), że przebudzony przebudzi tłumy, które zasilą miłą jego sercu albo miłą jego mózgowi partię, i przebudził się uderzony jabłkiem. Tłumy i tym razem pozostały w sferze wyobraźni. Pomyłkami zaczynają się i kończą niewczesne sny o wielkości i sławie.

Po takim rozczarowującym uderzeniu jedni popadają w apatię, zamykają się w sobie i słuch o nich ginie, drudzy wiją się jak puszki w sardynce czy sardynki (dalekie od świeżości sardynki, dodaję w nadziei oświecenia nieuków) w puszce, pozostali odtąd zawsze sprawdzają, pod jakim drzewem się kładą, a nasz europoseł zasiada do komputera i pisze. A raczej najpierw marzy, a potem spisuje marzenia. Ostatnio wymarzył sobie, że jego ukochana partia zdobędzie 10 % głosów w przyszłych wyborach. Skąd ta skromność? Tego nie mogą pojąć największe tuzy psychoanalizy, a skoro oni nie mogą, nie żądajcie, proszę, odpowiedzi ode mnie. Może po prostu jest to efekt spadających jabłek. Gdyby zasnął był pod jabłonią i spadły na niego gruszki, napisałby o 20 %. Może.

Uderzenie jabłek nie stępiło jednak żądła naszego europosła. Kłuje nim rządzących, ale prawdziwe rany zadaje jeszcze tak niedawno ukochanemu prezesowi. Niekochany już dziś prezes ma, zdaniem naszego Newtona, podgrzewać atmosferę politycznej walki, ponieważ nie chce wygrać wyborów, chce je przegrać, licząc jedynie na 25 % głosów osób zbyt emocjonalnie podchodzących do katastrofy smoleńskiej. Ba, za takie diagnozy powinno się przyznawać laury politologiczne. To tylko żart z mojej strony, kiepski zresztą, bo przecież i nasz europoseł jedynie żartuje, i ja wiem, że nasz europoseł żartuje, i wszyscy sobie tak żartujemy. Czyżby nasz europoseł chciał swą partię nazwać Partią Spadkobierców Braci Marx? Sam odgrywając w niej rolę Groucho?

Pożyjemy, zobaczymy. A swoją drogą, cóż to jednak za niesamowity kameleon talentu z naszego europosła.  

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (26)

Inne tematy w dziale Polityka