Polityka jest jak kobieta, czyli jest jakaś taka zagadkowa. Znam różne kobiety, każda z nich przypomina politykę. Antyfeministów ostrzegam, to nie jest tekst antyfeministyczny, feministów i feministki nie ostrzegam, bo oni i tak odczytają, jak zechcą. Dlaczego każda kobieta przypomina politykę? To proste. Gdy się im przyglądamy, wszystkie są piękne (to zdanie dedykuję kobietom), gdy się już przyjrzymy dokładnie, widzimy mankamenty. Nie u wszystkich kobiet (to zdanie również dedykuję kobietom), rzecz jasna, ale u niektórych widzimy. Moja Dulcynea podbiła mnie, jak nie przymierzając kasjerka na poczcie podbijająca koperty, straciłem dla niej nie tylko rozum, ale i talent literacki. Jak ja pisałem przed zauroczeniem Dulcyneą! Sam Cervantes zerwał ze mną wszelkie kontakty, bo nie mógł znieść konkurencji. A po uszczypnięciu Kupidyna, zacząłem się do niego upodabniać. Poczułem się nagi, a że w dodatku jestem stary i brzydki, wyglądam teraz jak ta łysa śpiewaczka, która nie tylko nie ma włosów, ale straciła też głos. O innych kobietach mojego życia w ogóle nie będę wspominać, bo jeszcze ktoś gotów pomyśleć, że jestem niedyskretny. Straciłem wszystko, a Dulcynei i tak nie posiadłem (dotychczas pisałem - "nie zdobyłem", ale że gdzieś tam pozostały resztki, których tak bardzo nie mógł znieść Cervantes, zmieniam na "posiadłem").
Tak samo jest z polityką. W poniedziałek człowiek wydaje się wyłącznie uczonym komentatorem, we wtorek rodzi się polityk (a jakąż ma ambicję, a jakież cudowności zapowiada), a w środę nasz debiutant polityką się rozczarowuje. Już nic mu się nie podoba. A to że rowy zbyt szerokie, że mosty się zarywają, że w stawie zimna woda, a w głowie ciągle maj. Gdy premier siedzi w sejmie - źle, gdy wyjeżdża w Dolomity (jak ja mu zazdroszczę; to szusowanie, te slalomy, to świeże powietrze, ta opalenizna) - też źle. W dodatku premier nic nie robi, tylko szczuje. Po prostu zgroza. Premier zresztą nie wypada w tych jeremiadach najgorzej. Najgorzej, jak zwykle, wypada prezes, który też nic nie robi, ale ma czas, by chodzić z pochodniami. Słowem - podpalacz. Podpalacz bez Biedermeiera. A wszystko przez politykę. Biedny ten nasz rozczarowany debiutant polityczny. Tak się rozczarował, że poza biadoleniem nic sensownego zaproponować, jak widać, nie potrafi. Partie kanapowe powinny mieć swe siedziby w sklepach meblowych.
Co innego w PO. W PO nie dostrzega się żadnych wahań, żadnych zbędnych refleksji, żadnych nowych propozycji (stare są idealne). Pisałem ostatnio, że w PO każdy może mówić, co chce. I miałem rację. Marszałek Schetyna powiedział, co chciał, porozmawiał z premierem, przemyślał i znów może mówić, co zechce. Czy zechce? A jakie to ma znaczenie, ważne, że może. Marszałek wlewa w nas otuchę. Trzeba wierzyć ministrom Boniemu i Rostowskiemu, powiada, powiada, bo może. Mógłby tego nie mówić, bo jak tu nie wierzyć ministrom Boniemu i Rostowskiemu, skoro wierzy im premier. Marszałek nie omieszkał też dodać, że podziwia premiera. I tego mógłby nie mówić, ale skoro może, to mówi. Podziwia premiera, którego w bestialski sposób kąsają z wszystkich stron, a on kąsania nie dostrzega, jest ponad kąsaniem, wszystko się od niego odbija, niczym piłka. Dobrze mieć takiego premiera.
Dowiedzieliśmy się również, że marszałek nie lubi zamrażać. I chwała mu za to. Któż to widział, żeby zimą cokolwiek zamrażać. Marszałek przy okazji uspokoił nastroje, oznajmił bowiem, że jeśli panowie Drzewiecki i Chlebowski zechcą startować z list PO, ich wnioski zostaną wnikliwie rozpatrzone. W innych partiach nikt niczego by nie rozpatrywał, a w PO rozpatrują, bo mają żelazne procedury. Brawo. Choć z drugiej strony, trochę żal obu posłów. Tyle przeżyli! Ten wylany pot, to amerykańskie słońce, ten golf, który jest tak bardzo męczący. Tyle wycierpieli, w dodatku niesprawiedliwie, że ja byłbym skłonny umieścić ich na liście w każdym okręgu. Ale ja jestem, widocznie, za mało pryncypialny.
Zaczęliśmy od kobiet i do kobiet wracamy. Na listach PO będą kobiety. To znaczy, przepraszam, będą parytety. Raz jeszcze brawo. Kobiety, drogie sercom naszym kobiety, zapisujcie się do PO. Już jesienią macie szansę znaleźć się w parlamencie. A w parlamencie jest prawie tak samo wspaniale jak w Dolomitach.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)