capa capa
915
BLOG

Bojówki PiS-u w akcji! Ratuj się, kto może!

capa capa Polityka Obserwuj notkę 44

Spełnia się sen mojego ulubionego redaktora. Właściwie powinienem napisać reaktora, bo to może nawet lepiej brzmi. W końcu każdy wie, co oznacza słowo redaktor, a co oznacza słowo reaktor, pewnie nie. Mój ukochany redaktor-reaktor miesiącami straszył nas bojówkami PiS-u z taką konsekwencją, że wyprowadziłem się z domu. Zakonspirowałem się tak głęboko, że właściwie nie tylko zapomniałem gdzie, ale obawiałem się wręcz  że nie umiałbym wrócić na łono rodziny. W swoim konspiracyjnym lokalu zebrałem cały arsenał konspiratora. Trochę pomagała mi Róża, ale nie za bardzo, bo ona jest taka bardziej narowista, zamiast też trwać w konspiracji, z Liebknechtem odkurzała sztandary i już chciała przygotowywać strajk generalny. Na początku w moim lokalu konspiracyjnym, ale jej to wyperswadowałem. Ona źle się starzeje i nieraz traci kontakt z rzeczywistością. Dajmy jej spokój. W jej obecnym stanie gotowa jeszcze nosić cegły i odbudować mur berliński.

Miałem u siebie wszystko. Powielacz, ulotki, transparenty, portret Che (potem się okazało, że to nie był Che, ktoś mnie po prostu wprowadził w błąd), dużo kleju, beret Resistance, trochę przymaławy, bo mam dużą głowę, ale nic to, radiostację (atrapa, ale w razie wsypy robiłaby wrażenie), a na ścianie przykleiłem kartkę z pseudonimem, tak na wszelki wypadek, gdybym zapomniał. Zwłaszcza że był dość skomplikowany. I czekałem. Czas mijał - i nic. Gdy skończyły mi się pomysły na manifesty, odezwy, hasła i inny taki konspiracyjny chleb powszedni, a bojówki PiS-u się nie pojawiały (też były zakonspirowane; raz nawet podejrzewałem, że w sąsiednim lokalu, ale sie pomyliłem), dałem sobie spokój. Zdekonspirowałem się i wróciłem do domu. Powrót trwał trzy tygodnie. Nie żebym zwlekał, tak długo trwały poszukiwania. 

Gdy wróciłem, musiałem ponownie zmienić lokal, bo żona powtórnie wyszła za mąż, a dzieci wzięły mnie za inkasenta. Nie narzekam, taka jest cena poświęcenia, ale i nie ukrywam, że sprawcę moich kłopotów obsobaczyłem. Czas leczy rany, moje też uleczył. Wytłumaczyłem sobie, że miałem szczęście, że wszyscy mieliśmy szczęście. Pech byłby wówczas, gdyby bojówki PiS-u rzeczywiście zaczęły grasować. 

Szczęście. A cóż to jest szczęście? Uspokojony i pogodzony (pogodzony ze sobą, żona pogodzona mieszkała z nowym mężem) próbowałem jakoś żyć, a tu nieoczekiwanie dowiedziałem się, że PO traci w sondażach. A przecież PO nie może tracić w sondażach, skoro nawet wiedzący, że nic nie robi, popierają tę partię jeszcze bardziej, niż kilka lat temu. Coś tu nie gra - pomyślałem. I dobrze pomyślałem. Okazało się, że to nie jest żaden spadek poparcia, tylko desant bojówek PiS-u na ośrodki badania opinii publicznej. Poseł Suski w kominiarce, wiodąc za sobą tłum innych kominiarek, wdarł się do tych ośrodków i pozmieniał sondaże. Jak to uczynił? A jak miał uczynić? Siłą! Wdarł się i nakazał, by wysondowano jego i pozostałe kominiarki. Efekt był taki, jak widzieliśmy. Jedno, co może cieszyć, to niezadowolenie prezesa. Gdy mu doniesiono, sam założył kominiarkę i przygotowuje nowy desant. W towarzystwie lepiej dobranych kominiarek, bo dostrzegł, że nie wszystko poszło po jego myśli.

Zaczęło się od ośrodków badania opinii publicznej. Jutro może paść telewizja. Jeśli zobaczycie posła Suskiego w kominiarce czytającego wiadomości dnia, będzie to oznaczało, że się nie pomyliłem. Do broni! A nawet do "broni" przez dwa "i"! Teraz już naprawdę nie można zwlekać.

Kończę i biegnę do swojego lokalu konspiracyjnego. Nie dobiegnę tam jednak przed marcem, wzywam Was więc, byście zareagowali wcześniej. No pasaran! Dotychczas o tym nie pisałem, bo i tak jestem ganiony za gadulstwo, ale teraz nie czas na mazgajenie: Dolores też do mnie dzwoni.           

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (44)

Inne tematy w dziale Polityka