capa capa
863
BLOG

Mucha nie siada

capa capa Polityka Obserwuj notkę 52

Siedzimy sobie z żoną (wystarczyłoby "siedzimy", ale my lubimy "siedzieć sobie") przy telewizorze, moczymy biszkopty w herbacie i oglądamy. Ot, jak wzorowe małżeństwo. "Ty słyszałeś to, co ja?" - pyta żona. "Co?" - odpowiadam. Odpowiadam krótko, bo jesteśmy małomówni. "Jak to co? Ona mówi, że chodzisz do lekarza dla rozrywki. Też coś! Co za tupet! Rozrywkę to ty masz w domu" - żona uparcie podtrzymywała rozmowę. "Tupeciara!!! - zawyłem, by rozmowy nie dało się jednak podtrzymać. Udało mi się tylko dlatego, że żona dostrzegła moją przewagę w zjadaniu biszkoptów.

Nie chciało mi się rozmawiać, bo o czym tu rozmawiać. Przecież niczego innego się nie można było spodziewać. Zdołałem się już przyzwyczaić. Gdybym usłyszał, że tacy staruszkowie jak ja nie mogą chodzić do lekarza, a kto się nie podporządkuje, w nagrodę otrzyma całodobowe konsultacje z posłem Kutzem, wówczas być może poczułbym się nieswojo. A tak, jakoś to po mnie spłynęło. Młoda pani poseł, która zdobyła się na chwilę szczerości, grzeszy urodą, trudno zatem, żeby grzeszyła jeszcze czymś innym. Grzeszników totalnych nie ma w końcu aż tak wielu. Mam przynajmniej taką nadzieję.

Przyzwyczaiłem się, bo bez przerwy ktoś z telewizyjnego okienka, mojego okienka na świat (ubożuchny jestem, również duchowo, więc innych okienek nie mam), raczy mnie podobnymi spostrzeżeniami. A kto nie może tego czynić z telewizyjnego okienka albo mu telewizyjne okienko nie wystarcza, raczy mnie dodatkowo słowem pisanym. Ileż się przy tym muszę namęczyć, żeby przeczytać. I wzrok kiepski, i umiejętności już nie te. Za sanacji podobno uczyli dobrze, ale ileż to lat temu!

Poseł Mucha odciąga mnie od lekarza, a poseł łapiący muchy chyba na siłę chce mnie do niego przyciągnąć. I to wcale nie do lekarza rodzinnego. A premier? Premier też nie jest lepszy. Od jego nieprzerwanego przemawiania przestaję lubić mówienie. Gdybyż jeszcze mówił, że autostrad mamy dużo, ale boisk, jak im tam, zapomniałem, ale boisk mało. Ale nie. My i autostrad mamy dużo, i boisk dużo. Wszystkiego mamy dużo. To dlaczego mamy, pytam, mało optymizmu. O tym premier nie mówi. Może nie wie, może rozmawia wyłącznie z ludźmi pełnymi optymizmu. Na pewno nie rozmawia z posłem Kutzem, bo poseł Kutz sam chyba dobrze nie rozumie, co mówi, chociaż zapewne myśli, że rozumie, co mówi. A minister od lokomotyw? Też mówi. Przecież nie będzie milczał, skoro nie jest niemową, ale dlaczego mówi o lokomotywach? Ja na jego miejscu do końca życia nie wymówiłbym słowa "lokomotywa". I dlaczego mówi, że będzie więcej autostrad? Przecież premier powiedział, że autostrad jest dużo i dużo więcej, niż było kiedykolwiek. Czy minister Grabarczyk też nie lubi nas, ludzi starych, i nie lubi dzieci? Jeśli nabuduje tych autostrad jeszcze więcej, gdzie będziemy mogli przechodzić przez ulice? To jakiś absurd.

Mało tego. Minister Pitera, moja zresztą ulubienica, przygotowuje coś tam w sprawie korupcji i jednocześnie mówi, że żadnej korupcji nie ma. Nawet moja żona, też zresztą moja ulubienica, nie mówi przecież, że przygotowuje dla mnie stek wołowy, chociaż ani steku, ani wołu nie ma w żadnym sklepie. Minister Pitera jest mniejszą grzesznicą od poseł Muchy, więc dlaczego miałbym polować na Muchę? Polować, rzecz jasna, metaforycznie.

Ja wszystko wytrzymam. Wytrzymałem posła Halickiego, który w telewizji nie poznał posła Brudzińskiego. Dlaczego on go nie poznał, nie wiem. Może go pomylił z Brydzińskim? Brydziński to był taki aktor, którego oglądałem na deskach zaraz po zakończeniu wojny rosyjsko-japońskiej, ale poseł Halicki, jak się zdaje, nie jest moim rówieśnikiem. Może to tylko zmęczenie z przepracowania? Oni, ci posłowie, szczególnie posłowie PO, tak ciężo pracują, że mają prawo nie poznawać własnych dzieci. Dla odmiany minister Sikorski mówi tak, jakby był von Rompuyem i panią Ashley (czy odwrotnie, nie pamietam dokładnie) w jednej osobie. To śmieszy nawet moja żonę, która ani nie ma poczucia humoru, ani nie wie, kim są von Rompuy, lady Ashley i minister Sikorski. Nieraz mam wrażenie, że nie śmieje się wyłącznie pewna pani redaktor z telewizji (ona ma zawsze takie nowoczesne buty; po tym ją rozpoznaję, po czym innym nie dałbym rady), której się z kolei wydaje, że von Rompuy i lady Ashley są ministrem Sikorskim.

Wszyscy mówią. Czyż nie jest to przerażające? Przepraszam, zagalopowałem się. Nie mówi poseł Chlebowski. Nie wiem, czy dlatego, że już się nagadał, czy dlatego, że obawia się przepocenia, ale on jeden przynajmniej nie mówi. Doceńmy to.

Jest jednak jedna rzecz, która mnie naprawdę wytrąciła z równowagi: zakaz przedwyborczych reklam telewizyjnych. I to jest dopiero skandal! To jest elementarny brak poszanowania dla demokracji! Tak, właśnie tak. Wyobraźcie sobie, że oboje z żoną chcieliśmy założyć partię polityczną, by wziąć swoje i wasze sprawy we własne ręce. Byliśmy dobrej myśli, a tu masz, grom z jasnego nieba. Jeśli nie będziemy się mogli pokazać w telewizji, kto będzie chciał na nas głosować? Poza nami, oczywiście. Hańba i wstyd, wstyd i hańba.

PS. Chciałem "dodać zdjęcie", żeby zadać kłam powiedzeniu o niemocy ludzi starszych. Chciałem "dodać zdjęcie" żony, ale zrezygnowałem, bo ona nie jest  fotogeniczna.
   

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (52)

Inne tematy w dziale Polityka