capa capa
760
BLOG

Parasol nie granat, nie wybuchnie

capa capa Polityka Obserwuj notkę 43

Dawno nie pisałem o rzeczniku Grasiu i dziś też nie będę. Gdy o nim pisałem, a pisałem często, rzecznik Graś wpadł w takie samouwielbienie (widocznie ktoś mu powiedzial, że o nim piszę, bo nie sądzę, by sam czytał), że zaczął zagrażać premierowi. Nie zagrażał mu samouwielbieniem, bo premier w tej dziedzinie jest raczej bezkonkurencyjny, ale zagrażał jego stanowisku. Podobno zaczął się zastanawiać, czy też nadaje się na premiera. Otóż nie. Nie nadaje się. Nie nadaje się, bo nie umie dyskutować z opozycją. A premier umie.

W ogóle ostatnio głośno jest o dymisji premiera. Trochę się do tych plotek przyzwyczaiłem, więc mniej je przeżywam, ale w pierwszych dniach oboje z żoną omal nie wyzionęliśmy ducha. I iluż tabletek uspokajających się nałykaliśmy. Gdyby nie trudności finansowe wpadlibyśmy w uzależnienie. A wiadomo, w naszym wieku uzależnienie, wszelkiego rodzaju uzależnienie, to po prostu wstyd. Jedynym wyjątkiem jest uzależnienie od premiera. Rwałem sobie włosy z głowy (żona nie rwała, nie rwała z powodów obiektywnych). Tylko nie dymisja premiera, krzyczałem, bo kraj nie przetrzyma tego wstrząsu. Trochę w tym było przesady, ale tylko trochę. Bo też spójrzmy albo zastanówmy się, albo zróbmy cokolwiek. Kto mógłby zastąpić premiera? Rzecznik Graś - nie, to ustaliliśmy. Ale jeśli nie Graś, to kto? Nikogo nie widzę. Uspokoiłem się dopiero wówczas, gdy żona, jako bardziej odporna, stwierdziła, że jeśli nie premier, to minister Nowak. Tylko minister Nowak.

Minister Nowak premierem. Tak, to przednia myśl. Minister Nowak mógłby być nawet prezydentem, ale, niestety, nie może. Byłby jednak świetnym premierem. Prezencję ma? Ma. Kompetencje ma? Ma. Zresztą to kryterium w przypadu PO jest nieprzydatne, bo w tej partii wszyscy są równo kompetentni, równo we wszystkich sprawach. Mówić umie minister Nowak? Umie. Jest popularny? Jest. Więcej nie trzeba. Napisałem, że minister Nowak umie mówić, ba, on w dodatku mówi z sensem. Ostatnio powiedział, że PO w ogóle nie zajmuje się PiS-em. I kto o tym nie wiedział, padł rażony apopleksją. Jeśli tak było, to chyba dobrze, bo zaoszczędzimy na służbie zdrowia, którą PiS, jak wszystko inne, doprowadził na skraj przepaści.

Minister Nowak w dodatku jest wrażliwy. A premier powinien być wrażliwy. Premier, np. jest wrażliwy. Minister Nowak bardzo przejął się losem morświnów. Te morświny muszą być nie lada świniami, skoro są prześladowane, ale to w tej chwili jakby problem drugorzędny. Minister Nowak najchętniej wziąłby kilka takich morświnów do domu. Kilka a nawet kilkanaście mógłby wziąć do wielkiej kancelarii. Prezydentów USA często pokazuje się z pieskami. Naszego można by pokazywać z morświnem albo nawet z morświnami. Prestiż Polski wzrósłby kolosalnie, bo jeśli jakieś państwo ma zaprzyjaźnione morświny, trzeba się go obawiać. Z takimi morświnami nigdy nic nie wiadomo. Ludzie władzy PO lubią zwierzęta. To o nich ładnie świadczy. Marszałek od wyłączania mikrofonów lubi ... każdy wie, co lubi, a ja się zaczynam starczo powtarzać (czas skończyć tę salonową pisaninę, bo później może być tylko gorzej). Poseł Mucha podobo uwielbia żółwie, szczególnie te stare i chore, i jedzie (ponoć - piszę "ponoć", chociaż nie lubię, by nie powtarzać "podobno") na Galapagos, by je leczyć. A minister Pitera kocha mrówki. Kocha je, bo są tak samo pracowite jak ona. Z kolei pani prezydent miasta stołecznego kocha yeti. Ja yeti nie kocham, pewnie dlatego nie jestem prezydentem Warszawy. Podobno, gdy ją opluwano za to, że nie usuwa śniegu ze stolicy, nie wiedziano, że  kazała ten śnieg magazynować (nie ma magazynów, więc musiała na chodnikach i drogach), by go potem przetransportować w prezencie dla yeti. Ale morświnów nikt dotychczas tak bardzo nie lubił, dlatego minister Nowak mógłby zostać premierem. Rzecz jasna, tylko w ostateczności. Premier bowiem lubi nie tylko zwierzęta, lubi też góry, lasy, bory, rzeki, morza i wyspy, zwłaszcza zielone. Premier wszystko lubi, a czasami nawet kocha. 

W wielkim pałacu prezydent oznajmił, że zdobył koronę Himalajów. Oznajmił, a wszyscy huzia na Józia. Że niby prezydent nie wie, co mówi, że kompromituje Polskę, bo siebie już nie musi, i tak dalej. O, niegodziwcy! O, tępi niegodziwcy! Gdyby prezydent powiedział, że ugrał wiekiego szlema, czyli wziął osiem lew, tak przez analogię z tym Światowidem, albo gdyby powiedział, że doznał 17 mgnień wiosny, to bym zrozumiał. Ale korona Himalajów? I coż w tym złego? To przecież przy okazji ładnie brzmi. A że prezydent ożywił Trójkąt Weimarski, tego nie chcecie docenić! Ba, Chuck Norris PJN-u nazwał za to prezydenta de Gaullem. Też pomysł. Mówiłem już, że do tego miana pretendują A. Hall i poseł Poncyliusz, ale u nas łatwiej grochem o ścianę. Prezydent nie tylko ożywił, ale, jak mi donoszą (chyba że mnie okłamują), zamierza rozszerzyć. Niedługo nie będzie Trójkąta Weimarskiego, ale Heptagon Weimarski. Dojdą Rosja, Chiny, Madagaskar i Burundi. I to jest myślenie strategiczne. A potem się dziwicie, że są blogerzy i blogerki, rzecz jasna, dumni z tej prezydentury. Są, bo mają wyobraźnię.

Było też dużo hałasu o ten parasol, pod którym nie stał Sarkozy. I z czego tu się śmiać, co krytykować? Wprawdzie minister Nowak także nie umiał się znaleźć z tym parasolem, nie wiedział, jak bronić prezydenta, ale ministra Nowaka możemy usprawiedliwić. Cały czas żyje tymi morświnami, a podzielny przecież nie jest. W przeciwnym razie by się rozpadł. Nie trzymano nad Sarkozym parasola, ponieważ dano mu możliwość stania na deszczu i podkreślono tym samym jego mocarstwową pozycję. Prezydent, nasz prezydent, i pani Merkel stali pod parasolem, tzn. stali pod parasolem Sarkozy'ego, bo Sarkozy pod tym samym parasolem nie stał. A gdyby stał pod innym, ktoś mógłby sobie pomyśleć, że stoi pod czyimś. W tym ustawieniu nie było przypadku. Najbardziej lotni urzędnicy wielkiego pałacu na to wpadli, skonsultowali z MSZ-em, a w końcu kto jak kto, ale nasz oksfordczyk na czym jak na czym, ale na parasolach musi sie znać, i pomysł wprowadzono w życie. Tylko patrzeć, jak na jakimś najbliższym szczycie Obama-Miedwiediew obaj prezydenci nie będą stali pod parasolami, choćby z nieba spadały morświny.

W ogóle życzę więcej spokoju. Ktoś tam powiedział, że jest potomkiem zabójcy wielkiego mistrza Ulryka, a my w krzyk. Gdyby twierdził, że jego przodkowie zjedli nam Popiela, wówczas sam bym się obruszył, a tak zachowuję spokój. Moja żona co wtorek przypomina, że w prostej linii pochodzi od małpy. I co? Mam ją z tego powodu posłać do ZOO? Zresztą ona niekoniecznie musi się mylić.

Miałem też swoją chwilę rozbawienia, gdy pewien bloger napisał o PJN-ie: "Wiosna nasza!!!!!" Śmiałem się konspiracyjnie. Ze względu na żonę. Nie wiem tylko, co mnie bardziej rozbawiło: ta wiosna, czy te wykrzykniki?        

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (43)

Inne tematy w dziale Polityka