capa capa
889
BLOG

Nostradamus nie rezygnuje

capa capa Polityka Obserwuj notkę 43

Jeszcze niedawno nie napisałbym tego tekstu. Wstydziłbym się. Ostatnio jednak wyzbywam się wstydu. Tak sobie bowiem ("bowiem" w każdym tekście brzmi tak jakoś monumentalnie i bardziej poważnie) pomyślałem, że dalej wstydząc się wszystkiego, do niczego nie dojdę, a żadnej Kingi i tak nie pojmę za żonę. Dotychczasowa mi w zupełności wystarczy. Cokolwiek to "w zupełności wystarczy" oznacza. Pozbywając się wstydu ... (czy ja już o tym nie pisałem? i co z tego, z nikim się nie umawiałem, że się nie będę powtarzać), o, pozbywając się wstydu, nabiera się pewności, a gdy się już jej nabędzie w odpowiedniej ilości, można nawet zostać konsultantem NASA. Nie, żebym mierzył w tym kierunku, za leniwy jestem, ale polityką na przykład mógłbym się zająć. Premiera nie prześcignąłbym wprawdzie popularnością i gładkością słowa a prezydenta wdziękiem, ale z innymi mógłbym chyba stanąć w szranki. Szranki (wyjaśniam zainteresowanym historią języka polskiego) nie są uwspółcześnioną wersją słowa "sranki", czyli dawne poranki (dziś brzmiałoby to "z rana", "z ranka", "wczesnym porankiem"), ale oznaczają rywalizację. Mógłbym zatem stanąć w szranki z każdym, nie wyłączając rzecznika Grasia (wspominam o nim z dwóch powodów: ostatnio nieco go zaniedbałem, a poza tym wszelkie dygresje dedykuję komentatorowi Piękne Myśli) i ministra Nowaka.

Uwaga, zaczynam. Mam czerwone uszy. Duże też mam, ale to w końcu nie moja wina.

Znów zadzwonił do mnie Nostradamus. Komu się ten wątek nie podoba, a przecież może, albo kto się nim już znudził, a przecież mógł, może się w tej chwili wyklikać. Zadzwonił i dalejże po francusku. A ja mu odpowiadam, a jakże, także po francusku. Słyszę w słuchawce, że jego słuchawka wypadła z rąk, przerywam więc na chwilę, by nie mówić do podłogi, a po dłuższej chwili kontynuuję po francusku. Nostradamus czuł się wówczas tak, jak Wy, drodzy Czytelnicy (jeśli się wszyscy do tej pory nie wyklikaliście) - kompletnie skonsternowany. Nauczyłem się. Zawziąłem się, znalazłem znakomitego nauczyciela i okazało się, że mam nieludzkie wprost zdolności językowe. Wcześniej różnie sobie radziłem. Z francuskim sobie nie radziłem, z Różą Luxemburg rozmawiałem językiem miłości, tzn. ona mówiła, ja słuchałem, o innych nie będę wspominać, bo i po co. Podobno lepiej po francusku mówił ode mnie, nie licząc niektórych Francuzów, jedynie Chopin, ale że on także prawie Francuz, pozostałem sam na placu boju.

Nie streszczam rozmowy przeprowadzonej z Nostradamusem po francusku, by nie wprowadzać w zakłopotanie Czytelników (tych niewyklikanych), którzy akurat tego języka nie lubią. Streszczam po polsku. Kto nie trawi po polsku, może sobie tłumaczyć na inny język, również francuski, nie mam nic przeciw. Nostradamus oznajmił, że po raz kolejny mnie wybrał na rozmówcę, ponieważ mu zaimponowałem. Ucho urosło mi jak niektórym politykom nosy, ale nie przerywałem. Okazało się, że mu zaimponowałem misterną analizą miedzynarodowych stosunków politycznych. Okazało się, że byłem jedynym spośód naszych rodaków, który prawidłowo odpowiedział na pytanie, dlaczego prezydent Sarkozy nie stał pod parasolem. Patrzcie, Francuz, mówię o Nostradamusie, chociaż Sarkozy też Francuz, a potrafił docenić. A z rodaków nikt nie docenił! Mówiąc rodacy, Was, drodzy Czytelnicy, mam na myśli. Ale, niech jeszcze i to, jak mawiał Benedykt Korczyński. Tak mnie ten Nostradamus polubił, że postanowił przekazać mi swą kolejną przepowiednię. Gdy już się okazałem tak wielki, nie obawiałem się niczego, więc śmiało, czystą francuszczyzną, zapytałem, co w takim razie sądzić o jego poprzednich przepowiedniach. Blefowałem, bo do dziś nie pamiętam, co wtedy mówił. Burknął coś w starofrancuskim, w którym nie jestem jeszcze zanadto swobodny, dlatego pominę to milczeniem.  Zresztą ważniejsze jest to, co przepowiedział ostatnio.

W krótkim czasie przed wyborami parlamentarnymi, oczywiście w Polsce, prezydent ogłosi się królem, zostanie koronowany (w jakimś dziwnym miejscu, ale trudno oczekiwać, żeby Nostradamus mówił po polsku), a Polska stanie się monarchią. Monarchią dziedziczną. Zakląłem po polsku, ale natychmiast dodałem to samo po francusku. Nie żebym miał coś przeciw monarchii dziedzicznej, skądże, ale w tym konkretnym przypadku zacząłem się obawiać tej dziedziczności. Nostradamus szybko mnie uspokoił. Król, czyli ci devant prezydent, usynowi premiera, który tym samym zostanie infantem. Potem abdykuje (ale dlaczego miałby abdykować, mając niepowtarzalną możliwość chodzenia w koronie, choćby z morświnem na spacer, nie wiem; swoją drogą szkoda, bo wiele dałbym, by móc zobaczyć prezydenta w koronie), a na tron wstąpi premier. Premier nie ześle byłego króla ani nie obejmie go aresztem domowym, ale postawi, już jako zwykłego poddanego, na czele rządu. Rządu zgody narodowej. W skład tego rządu wejdzie PO, a opozycję tworzyć będą od lewej: SLD, przemianowany na Sojusz Królewskiej Lewicy Demokratycznej, Królewskie Zjednoczone Stronnictwa Lewicy Demokratycznej (od kawalerów Borowskiego i Celińskiego począwszy, na kawalerze Frasyniuku kończąc), jednoosobowa Europejska Monarsza Lewica Samodzielnie Myśląca (przewodniczącym i jedynym parlamentarzystą będzie W. Cimoszewicz), w centrum Polskie Stronnictwo Ludowe "Wierni Każdemu Monarsze", na prawicy - Polska, Monarcha i My Jesteśmy Najważniejsi, a na skrajnej prawicy Liga Polskich Rodzin z Monarchą w Tle skupiona wokół kawalera Giertycha i jego dawnych zwolenników (odtąd również kawalerów). Opozycją pozaparlamentarną będzie niemal rewolucyjna (jak na czasy monarchii) Sami Obronimy Monarchę kierowana przez A. Leppera. Innej opozycji JKM nie przewiduje, tak w każdym razie twierdzi Nostradamus.

Pierwszy edykt królewski ogłosi pełną rojalistyczną nacjonalizację (zjawisko to z punktu widzenia politologicznego opisze kawaler, dr Migalski, z punktu widzenia etyki Dama Zielonego Orlika i Śnieżnego Wyciągu, profesor M. Środa) państwa. Poddani staną sie jedynymi właścicielami, z pełną odpowiedzialnością, autostrad, dróg, mostów, dziur w drogach, autostradach i mostach oraz kolei, boisk a także organizatorami Euro 2012, Drugi edykt odda w ręce poddanych dbałość o budżet krolestwa, z zastrzeżeniem, że także spada na nich pełna odpowiedzialność za jego ozdrowienie i godne utrzymywanie dworu, rządu oraz parlamentu. W kolejnym JKM zlikwiduje dawną państwową, ale dla równowagi również prywatną, służbę zdrowia. Poddani otrzymają pełne prawo leczenia się sami. Żeby jednak poddanym nie poprzewracało się w głowach, następne edykty mają zostać wydane w terminie późniejszym.

JKM zachowa dla siebie całkowitą kontrolę nad siłami zbrojnymi i porządkowymi królestwa. Uczyni to jednak po uprzedniej petycji złożonej na jego ręce przez rząd i opozycję parlamentarną. Rząd i opozycja parlamentarna uczynią to w obawie przed niekontrolowanymi działaniami opozycji pozaparlamentarnej, nie chcąc narażać poddanych królestwa na ewentualne nieprzyjemności.  

Oniemiały zapytałem o PiS. Nie, żeby mnie to specjalnie interesowało, zapytałem z grzeczności. Nostradamus odpowiedział, że prezes utworzy rząd emigracyjny, którego nie będzie jednak uznawało żadne państwo. I dobrze mu tak, odrzekłem, wreszcie w kraju zapanuje błogi spokój. Oui, po francusku, odpowiedził Nostradamus.  

 

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (43)

Inne tematy w dziale Polityka