capa capa
520
BLOG

"Polityk" Migalski na tropie, czyli Maigret to ja

capa capa Polityka Obserwuj notkę 13

O, ja - skończony debil! Albo mądrzej - ty, czyli ja, skończony debilu! Tak. Sam jestem tym odkryciem zaskoczony. Jak to się stało tak nagle? I ta nagłość jest najgorsza. Jeszcze wczoraj wydawałem się sobie jakiś taki raczej inteligentny, raczej wymowny, raczej doskonały blogersko (to akurat jest żart, ale mam nadzieję, że i bez tej podpowiedzi każdy zdołał się tego domyślić), jakiś taki błyskotliwy parasolowato (kto nie wyłapuje aluzji, ten jest taki jak ja) i raczej domyślny politycznie, A tu masz. Jeden tekst blogerski i cały budowany we własnej głowie gmach rozpadł się jak tratwa Meduzy czy Meduza na tratwie. Poooszło!!!

 Prezes Kaczyński zaczął blogować, byłem w siódmym niebie. Tylu idiotów bloguje (wiem, wiem, zaczynam stąpać po kruchym lodzie, ale niech tam, niech żyje odwaga), dlaczego nie mógłby i on spróbować? Nawet jeśli byłby to wpis incydentalny. Bo i dlaczegóż miałbym się z tego nie cieszyć? Z natury jestem życzliwy, ucieszyłem się więc. I okazało się, że to "moja sprawa, moja wiara, mój fanatyzm". Tak rzekł, jak ten Zaratustra czy inna Bestyja Tłusta, bloger Migalski. Najpierw pomyślałem, że może bloger Migalski przez pomyłkę zjadł pokarm przeznaczony dla własnych kotów i dobrze go nie strawił. Ale okazuje się, że nie, okazuje się, że bloger Migalski rzeczywiście uważa mnie za fanatyka. Tę "sprawę" i tę "wiarę" gotów mu jestem wybaczyć. Chciał się wydać bardziej elokwentny, niż jest zazwyczaj. Mnie się to też zdarza. Ale "fanatyzm"? Bloger Migalski sądzi, tak mniemam, czytając jego epokowy wpis, że jeśli ktoś ucieszył się z "blogowania" prezesa, ten z koszulą  w zębach albo bez koszuli, ale z zębami na wierzchu, biega po naszych niezbyt ruchliwych autostradach (dlatego może po nich biegać, bo są niezbyt ruchliwe) i krzyczy: Brawo, vivat, ależ "ten pan Jarosław jest nowoczesny i coolerski koleś"! 

Słowo blogera, nie biegałem ani w koszuli, ani bez niej, i czegoś takiego nie wykrzykiwałem. Nie ukrywam jednak, że z ciekawości stałem w różnych miejscach, by obserwować, czy nie biegają inni. I, o tempora, o mores, nikt nie biegał i niczego podobnego nie wykrzykiwał. To ci dopiero siurpriza! Zmarznięty i - nie ukrywam - zirytowany straconym czasem zacząłem się zastanawiać, skąd blogerowi Migalskiemu przyszedł do głowy ten "nowoczesny i coolerski koleś". W końcu doszedłem do wniosku (oczywiście, mogę się mylić), że bloger Migalski po prostu przypomniał sobie niedawne, własne reakcje. Czy przypadkiem nie było tak, że gdy, jak sam uczciwie stwierdza, "brał w tym udział", czyli przed stworzeniem partii, której imieniem będą nazywać szkoły w Burundi, nie wybiegał na ulice i nie krzyczał albo z gitarą w ręku nie wyśpiewywał: tra-la-la-tri-li-li-la-la-la jakiż to nasz pan Jarosław jest nowoczesny i coolerski koleś, łubudu. Jeśli tak, wszystko staje sie bardziej zrozumiałe. Innych podobnych pieśniarzy wówczas nie widziano, ale to żaden argument. Być może bloger, pardon, pieśniarz Migalski był jedyny. Zawsze to jakiś powód do radości.

I jeszcze coś. Politolog musi, jeśli już nie jest to kwestią wiedzy, powinno być przynajmniej kwestią intuicji, zdawać sobie sprawę, że o klasie polityka decydują sprawy daleko bardziej poważne od tych, którymi raczy nas bloger Migalski. Z dociekliwością komisarza Maigreta wylicza on bowiem, że prezes nie umie pisać na maszynie, nie umie posługiwać się komputerem, nie serfuje w necie, nie ma bladego pojęcia, czym są portal i link. Zgromadzone dowody wiodą naszego Maigreta do konkluzji, której nie wypowiada wprost, ale sugeruje dość wyraźnie: co w takim razie z prezesa za polityk. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Byłoby to odkrycie na miarę polonu czy radu (a może nawet radaru), gdyby do rozmowy nie wtrąciła się żona komisarza. Wtrąciła się na zasadzie parytetu: a g...uzik prawda, gdyby to decydowało o czymkolwiek, zwłaszcza w dzisiejszym świecie, bloger Migalski naprawdę byłby politykiem. 

Bloger Migalski wylicza (prawie jak księgowy, czy przypadkiem nie minął się z powołaniem?) również przykłady imitacyjności polityki Kaczyńskiego. Czegóż ten prezes nie udaje? Aż włosy stają dęba (temu, komu stawać mogą). Już się prawie bałem, że podczas Konkursów Chopinowskich prezes udaje fortepian. Okazało się jednak, że nie. Albo inaczej. Bloger Migalski jeszcze tego nie odkrył. A bloger Migalski? Czy bloger Migalski niczego nie udawał? Niczego nigdy nie udawał? Pewnie nie, bo i cóż może udawać bloger.  

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka