Gdy wczoraj, właściwie - przedwczoraj, dowiedziałem się, że szef polskiej dyplomacji będzie gościem programu telewizyjnego, podskoczyłem z radości. Szef polskiej dyplomacji jest moim ulubieńcem. Złośliwi mówią, że mam zbyt wielu ulubieńców. I co zrobisz takim złośliwym? Nic. Nie tylko podskoczyłem z radości, ale natychmiast pobiegłem do łazienki, by wziąć kąpiel. Szefa dyplomacji nie można oglądać w stanie niezbyt świeżym. Jak szybko do tej łazienki pobiegłem, tak szybko wróciłem, przypominając sobie, że nie mamy łazienki. Na wysokości zadania stanęła żona, w ogóle kobieta rosła, wyciągnęła miednicę (nie swoją, naszą; miednicę w odróżnieniu od łazienki mamy), zagrzała wodę, umyła mi plecy i przygotowała garnitur. Wolałbym smoking, ale gdyby miały się spełniać wszystkie marzenia, każdą moją notkę czytałoby kilka tysięcy blogowiczów, a Dulcynea przybyłaby do mnie lotem błyskawicy albo na błyskawicy. Włożyłem garnitur, żona zawiązała krawat (mój ulubiony, ulubiony, bo jedyny), skropiłem się wodą kolońską ... Zaciekawionych, skąd ją mam, nie zaspokoję. Skropiłem się dwa razy, raz skrapiam się, gdy oglądam pozostałych ministrów, i z wypiekami na twarzy włączyłem telewizor.
Ledwie zdążyłem. Właśnie wycierałem pot (to z powodu tego pośpiechu), gdy pojawił się ON. I pojawiła się ona. Dziennikarka. Szef dyplomacji był układny, gdy zadawano mu układne pytania. Jak przystało na szefa dyplomacji. Był nie tylko układny, był również miły. Jak przystało na szefa dyplomacji. Też chciałbym być takim szefem dyplomacji. Szef dyplomacji był nie tylko układny i miły, był też dowcipny. Tak dowcipny z angielska. Pożartował z prezesa Kaczyńskiego. O blogu, o koncie bankowym - żarty z najwyższej półki. Na układne pytania szef dyplomacji odpowiadał ... to już napisałem. Wszystkie CNN-y, CPN-y, PJN-y i inne najbardziej znakomite stacje telewizyjne, gdy to transmitowały, biły rekordy oglądalności. A widzowie tych stacji dostawali spazmów. "Dlaczego - każdy z nich mówił w rodzimym języku (poligloci mówili zapewne w kilku naraz) - my nie mamy takich szefów dyplomacji? Dalej tak być nie może! Dość! Basta (nie wiem, jak to jest w rundi, tym słodkim języku Burundi)! Zrobimy rewolucję, by wreszcie mieć też tak fascynujących szefów dyplomacji." A mnie ... chciałem napisać: w fotelu, ale muszę napisać: na taborecie rozpierała duma. Ja mam takiego szefa dyplomacji.
Nagle, jak u Czechowa z tą dubeltówką czy u Hitchcocka z tymi ptakami, dziennikarka zmieniła ton. Ugryzło ją coś czy jak? Ni z gruszki, ni z pietruszki dawaj atakować szefa dyplomacji. Jakby miała do czynienia z ministrem obrony lub wodzem naczelnym. Oniemiałem. Zapytała szefa dyplomacji, czy prezydent zachował się jak dżentelmen podczas pamiętnego spotkania pod parasolami i w fotelu? A szef dyplomacji na to, że to bzdet. W pierwszej chwili pomyślałem, że odpowiada w jakimś języku obcym, jak przystało na szefa dyplomacji, ale żona (jak zwykle bystrzejsza) powiedziała, że jestem bałwan. Bzdet to bzdet. Przejęzyczył się - pomyślałem, żeby nie prowokować żony, i słuchałem dalej. Dziennikarka napierała jak Niemcy na linię Maginota, ale szef dyplomacji okopał się jak Francuzi za linią Maginota. Zapytała, czy szef dyplomacji jest w POT czy w POS? Zgłupiałem do reszty. Szef dyplomacji, choć to zabrzmi głupio, też. Mniejsza o nas, zgłupiała żona, a to brzmi jak bluźnierstwo. Dziennikarka wyjaśniła, że chodzi o frakcję premiera i frakcję marszałka. Wszyscy doszliśmy do siebie, ale tylko szef dyplomacji okazał się wymowny. Jak na szefa dyplomacji przystało. "Bzdet" - odpowiedział. Odpowiedział i pouczył dziennikarkę, pouczył cały świat dziennikarski, jakie pytania powinno się zadawać szefom dyplomacji. Apłodistimenty!!!
Położyłem się do łóżka uszczęśliwiony i uspokojony. Jeśli mamy takiego szefa dyplomacji, żadna dyplomacja nie jest nam straszna. Niech tylko jakiś szef innej dyplomacji powie naszemu coś, co się szefowi naszej dyplomacji nie spodoba, usłyszy: bzdet. A jak trafi się jakiś wybitnie nieodpowiedni szef innej dyplomacji, będzie na każde pytanie słyszał odpowiedź: bzdet, bzdet, bzdet, bzdet, bzdet. I wreszcie nauczy się jakiegoś polskiego słowa. I zostanie poliglotą. A szef naszej dyplomacji przejdzie do historii dyplomacji jako ten, który szefów innych dyplomacji nauczył mówić po polsku.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)