capa capa
1103
BLOG

Romeo i Julia. Kto nie przeczyta, będzie Hamletem

capa capa Polityka Obserwuj notkę 93

Werona, nie Werona, jakie to ma znaczenie? Ładne miasto i już. Może być Warszawa. Ogród przed piękną kamienicą. W oddali Syrena, a właściwie dziś zastępująca ją mistrzyni odśnieżania. Syrena nic nie będzie w tej scenie mówić. Trochę szkoda, ale wszyskiego nie można mieć od razu. W oknie ukazuje się JULIA. JULIA jest tak zjawiskowa jak moja Dulcynea. To mówi o niej wszystko.

JULIA:

Stoję, tak stoję w tym oknie i nic mi nie przychodzi do głowy.

Dlaczego nic mi nie przychodzi do głowy? A bo ja wiem.

 

JULIA ziewa. Przez pomyłkę połknęła doniczkę, tak ziewnęła głęboko.

 

Pojawia się ROMEO. ROMEO jest w stroju narciarskim. Pod strojem narciarskim ma strój piłkarski, Nigdy nic nie wiadomo. ROMEO spoziera w górę.

ROMEO:

Julio, ach, Julio! Jakem szczęśliwy, żem cię znów ujrzał. Gdzieżeś ty bywała, Julio, gdym cię nie widywał?

JULIA:

Mów normalnie, bo zamknę okno. I tak jest wystarczająco zimo.

ROMEO:

Ach! Och! Julio, jasności ma ... Dobrze, już dobrze. Mówię normalnie.

Dlaczego nie zjawiasz się wśród nas?

Czy coś cię dotknęło, czyś może niezdrowa?

JULIA:

Dam ja ci "czyś"! Zdrowam, zdrowam.

Widzisz, jak to durnie brzmi.

Zdrowa jestem, ale mam już dość. Jeździliście na mnie jak na kobyle.

Jak na kobyle, która przeciągnęła dla was tyle wozów, wozów pełnych węgla.

Biednam ci ja, biednam.

ROMEO:

Miało być bez "zdrowam" i "biednam".

JULIA:

Zapomniałam. To z przepracowania.

ROMEO:

O jakim ty węglu i o jakich wozach mówiłaś, bo nie załapałem.

Nie załapałem, a przecież sługa mój Miotełeczka mówi, że łapię wszystko w mig.

Nawet wirusy w komputerze.

JULIA:

To była metafora. M-e-t-a-f-o-r-a, komediancie.

Dałeś mi do wykonania najcięższe zadanie. Inni mogli nic nie robić.

Ja musiałam nie tylko robić, musiałam bez przerwy o tej robocie mówić.

Zmogło mnie to już. I już.

ROMEO:

Przecież ty lubisz mówić. Tak jak ja. Dlatego tacy jesteśmy sobie bliscy.

Wiem, że mówiłaś. Chwała ci za to.

A pracowałaś jak my wszyscy. Nie przesadzaj, że więcej.

O cóż ci więc chodzi, Julio droga?

JULIA:

O co mi chodzi!!!?

ROMEO:

Trochę ciszej, proszę. Jeszcze nasza Syrenka gotowa tu przyjść.

Wówczas nici z rozmowy.

Trochę ciszej.

JULIA:

A czy mnie kto docenił? Pochwalił? Nagrodził?

ROMEO, na stronie:

Co za babsztyl! Ona chyba naprawdę wierzy w to, co mówi, albo jest jeszcze większą komediantką ode mnie.

ROMEO:

Przyznaję. Zgrzeszyłem. Za dużo mówiłem o sobie i o nas wszystkich. Tak zbiorowo.

Poprawię się, tylko wróć. Przestań gotować obiady, wróć.

Chcesz, załatwię, żebyś mogła stać zamiast Nike?  

JULIA:

Nie!!! Niech stoi ta, ta, ta ...

Podmuch wiatru zagłuszył jej słowa.

JULIA:

Nie chcę. Niech sobie ona stoi.

Nagródź inaczej.

ROMEO, na stronie:

Już ja bym cię nagrodził, wredna babo, już ja bym cię nagrodził.

ROMEO:

Dobrze. Z przyjemnością.

Od jutra będziesz Arbitrem albo Arbiterką, jak tam wolisz, Elegancji i Skowronkiem Mowy Polskiej.

Tylko zgódź się i wróć. Bez ciebie świat nie jest wart kopnięcia.

JULIA:

I jeszcze Królową Fryzur Polskich.

Tak chcę. I wrócę, i zaleję eter swymi płomiennymi słowami.

I powalę tłuszczę twych przeciwników jadem swych przemyśleń.

I ...

JULIA mówiła dalej, zapaliła się, kierując głowę w stronę okiennej klamki, którą wzięła za mikrofon.

ROMEO czekał, przebierając kijkami. Nieoczekiwanie przybiegł MERKUTIO. MERKUTIO był piękny jak Apollo, tak o sobie mówił, i głupi jak but, tak o nim mówili inni.

MERKUTIO:

Wreszciem cię złapał ...

ROMEO:

Głowa cię swędzi czy co? Bez "wreszciem".

MERKUTIO:

Wreszcie cię złapałem, geniuszu ty mój, geniuszu ty nasz. Sołtys Kierdziołek zaprasza cię na kolację przy świecach.

ROMEO:

Bardzo lubię kolacje przy świecach. Zaraz przybędę. Jeno się przebiorę.

MERKUTIO:

A Jeno to kto? Też przybędzie? 

ROMEO, łamiąc kijki:

Tak przybędzie. przybędzie z bratem swym Zaliż.

MERKUTIO:

Ale oni nie byli zaproszeni. Nic to, jakoś załatwię. No to biegnę. Żegnaj.

MERKUTIO wybiega, ROMEO do siebie:

Żegnaj cymbale.

Nieoczekiwanie pojawia się BENVOLIO, idąc, nie wiadomo dlaczego, po torach, JULIA tymczasem cały czas mówi do mikrofonu.

BENVOLIO:

Romeo, dobrze, że cię znalazłem. Wiesio Szczecina znów mówi, że się z tobą nie zgadza. Niby tylko troszeczkę się nie zgadza, ale jednak się nie zgadza. Trzeba coś z tym zrobić. I jeszcze jedno. Powiedz naszej Syrenie, żeby już posza spać, bo się przeziębi.

ROMEO:

Tylko wracając, przestaw zwrotnicę. Dam ja Wiesiowi popalić. Zrobię mu taką odprawę, że mu się nie tylko posłowie greccy przyśnią, ale i Orszulka. 

BENVOLIO odchodzi. JULIA mówi zasłuchana w swój głos. ROMEO wykonuje skok, przestawiając narty o 180 stopni, ale musi wykonać go ponownie, bo przestawił się o 360 stopni.

ROMEO:

Żegnaj Julio. Odchodzę, obowiązki wzywają. Ty wracaj jutro.

Pa, pa, pa, nimfo wysrebrzono jak drzew korony w sadzie.

Co ja gadam, co ja gadam.

ROMEO odjeżdża, a raczej szusuje, JULIA nadal mówi do mikrofonu.      

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (93)

Inne tematy w dziale Polityka