Szkocja. Piękna stara Szkocja. Kto nie lubi szkockiej, może sobie umiejscowić akcję gdziekolwiek, nawet w Burundi. Siarczysta zima, śnieg leży wszędzie. Nikt go nie zbiera, bo po co. Śnieg jest po to, by leżeć. Przecież nie będzie stać. Stare, ale jare, dworzyszcze MAKBETA. Nie wiem, czy MAKBET umiałby to poprawnie napisać po szkocku. A czy po polsku? A co nas to może obchodzić, skoro umówiliśmy się, że jesteśmy w Szkocji.
Wytworna sala MAKBETOWEGO dworzyszcza. MAKBET, człek niezbyt wysoki i raczej korpulentny, nawet śpi w szlafmycy, bo wolałby mieć więcej włosów. Szkocka ziemia mu ich pożałowała. Wiadomo dlaczego. Nie jest rozrzutna. MAKBET nerwowo chodzi dookoła ogromnego stołu, kilt w kratę, wiadomo jaką kratę, osłania mu nogi. MAKBET podpiera się laską. Nie jest chromy, nie nosi też chronometru, ale uważa, że laska go wyróżnia. Kilt go przecież nie wyróżnia. Za stołem siedzi LADY MAKBET. Łatwo się domyślić, że to żona MAKBETA. LADY MAKBET lubi siedzieć w obecności męża, bo ma niemal dwa metry wzrostu. Gdy nie rozmawia z mężem, czyta. Czyta bez opamiętania. Znajomi mówią o niej "stara, oczytana jak lektor, smoczyca". Nikt nie wie, dlaczego tak o niej mówią.
LADY MAKBET:
Mężu, ty się w ogóle nie starzejesz. Ja też, ale ja jestem kobietą.
Ciągle wyglądasz tak samo. Ciągle trochę głupkowato.
MAKBET:
Dałabyś spokój, żono.
W takiej chwili o krotochwilach.
LADY MAKBET:
A cóż to za chwila, że mam zmilczeć swe o tobie, drogi mężu, zdanie?
MAKBET:
Miałem dziś widzenie.
LADY MAKBET:
O? O? O?
MAKBET nie zdołał odpowiedzieć, między innymi dlatego, że zaplątał się w swą laskę.
LADY MAKBET:
Zamieniam się w słuch, mężu.
Opowiadaj, niczego przede mną nie tając.
Wiesz, że jestem remedium na wszelkie troski.
Szczególnie na twoje troski. Zawsze byłam.
MAKBET:
Remedium? Dobre słowo. Zresztą mniejsza z tym.
Jechaliśmy dziś z Bankiem na swych rączych - mówi się rączych, prawda? - rumakach,
Jechaliśmy, jechaliśmy, rumaki ledwie mogły wygramolić się ze śniegu ...
LADY MAKBET:
Daruj! Cóż mogą mnie obchodzić wasze rumaki.
Dojechaliście, mam nadzieję, i co?
MAKBET:
I spotkaliśmy trzy stwory. Banko ten wieczny dżentelmem ...
LADY MAKBET:
Bez angielszczyzny mi tutaj, proszę.
Włoszczyznę toleruję, angielszczyzny - nie.
MAKBET:
Dobrze, już dobrze. Banko rzekł im, że nie wie, czy może je zwać kobietami,
Bo miały i brody, i wąsy, a jedna nawet wyglądała dobrze po kilku szkockich.
A one nic, tylko: "Cześć Makbetowi! Cześć ci, tanie Glamis!",
Nie chodziło im o cenę, dodam ...
LADY MAKBET:
Kretyn.
MAKBET:
I jeszcze mnie powitały jako tana Cawdor i, słuchaj uważnie,
Rzekły: "Cześć Makbetowi, który będzie królem!"
LADY MAKBET:
No, no, no.
A jak wyglądały te zjawy?
MAKBET:
A bo ja takie rzeczy pamiętam?
Jedna, już mówiłem, druga zasapana jakaś, jakby strasznie przepracowana,
A trzecia? Donnerwetter ...
LADY MAKBET:
Jesteśmy w Szkocji, nie zapominaj.
MAKBET:
Kurczę blade, trzecia miała chyba ze sobą miecz i tarczę.
Ale na Amazonkę nie wyglądała.
LADY MAKBET:
I ty nie pojąłeś, kim były?
Wiedziałam. Jak ktoś może takiego cymbała uczynić tanem Glamis?
Nie mówiąc już o tanie Cawdoru.
To były wiedźmy, durniu.
Wiedźmy, które przepowiadają przyszłość. Przepowiadają przyszłość?
Mów dalej, to jest coraz bardziej zajmujące.
MAKBET:
Przecież rzekłem. Mam być tanem i tanem, i jeszcze królem. Durnoty!
A Banko, to jest jeszcze cudaczniejsze, ma spłodzić królów, choć sam królem nie będzie.
To wiedziałem i bez nich. Banko i król? Też pomysł!
Banko ze swoją rzymską fizis nie mógłby być u nas królem.
LADY MAKBET:
Ty dardanelski idioto! Toż to przepowiednia.
I to jeszcze jaka!
LADY MAKBET wstała, tak była przejęta. Głową zdzierała pajęczyny z sufitu, bo sufity w Szkocji były kiedyś niskie.
LADY MAKBET:
Czy tu nikt nie sprząta? Mniejsza z tym.
Słuchaj, ty mój tanie. Mam dla ciebie zadanie.
Trzeba wyeliminować Dunkana. Wówczas zostaniesz królem.
MAKBET:
Czyś ty pod sukiennicami wychowana, słońce drogie?
Cóż pleciesz? Dunkan śpi w sąsiedniej izbie, słyszysz, jak niebożę chrapie.
Jak można go wyeliminować, skoro jest nieeliminowalny?
Też go nie cierpię od czasu jakiegoś, ale od niecierpienia do zrywu, to jak stąd do Burundi.
LADY MAKBET:
Bo tu trzeba sprytu, mocium panie, sprytu, którego tobie zawsze brakowało.
Trzeba podkopać wpływy Dunkana.
Kopać pod nim, kopać i kopać.
Mówi Dunkan, że jest mróz, ty mówisz przy wszystkich, że odwilż.
Mówi Dunkan, że jest hektolitrem w lampie Alladyna ...
Z tych emocji sama zaczynam pleść bzdury.
Mówi Dunkan, że Walijczycy czasami też mogą się mylić, ty, że mylą sie często.
Wreszcie wszyscy pomyślą, że jesteś od niego mądrzejszy, trudno to sobie wyobrazić,
Ale nie takie cuda się już w Szkocji działy,
A Dunkana chłopstwo zaczyna coraz bardziej krytykować.
Każdy to widzi, dolej tylko oliwy do ognia i pryśnie czar niezachodzącego Dunkana.
MAKBET:
I co wtedy?
LADY MAKBET:
Jak to co? Dunkan lubi uprawiać nasz narodowy sport, wszystko chowa do skarpet.
Dziś jest tylko amatorem, bo nie starcza mu czasu, jutro stanie się zawodowcem.
I, jak będzie grzeczny, to go wyślemy na olimpiadę. Medale też się przydadzą w twoim królestwie.
MAKBET:
A jeśli się nie uda?
LADY MAKBET:
Uda się, uda.
Ostatecznie, możesz stracić laskę, a przecież i tak do niczego nie jest ci potrzebna.
Już ja lepiej bym z tą laską wyglądała. No tak, ale kobieta z laską wygląda głupio.
Do dzieła, mój ty tanie, mój ty królu. Pędź, dopóki Dunkan śpi, na plac i zacznij podważać autorytet króla.
MAKBET:
Biegnę. Tylko zabiorę z sobą Banka.
LADY MAKBET:
Darwin, którego narodziny te wiedźmy przed laty też przepowiedziały,
Chyba ciebie miał na myśli.
Po co ci, jełopie, Banko? Toż ma być ojcem królów.
Banka w nic nie można wtajemniczać. Zwłaszcza że najpierw coś zrobi, a potem,
A potem pobiegnie do Dunkana i będzie się kajał.
Gdy tylko zostaniesz królem, Banka wyślemy na jakąś wyspę,
Czyniąc zeń ambasadora. Najlepiej taką, gdzie mieszkają sami mężczyźni.
Nie spłodzi syna, nie będzie ojcem królów.
My sobie spłodzimy.
MAKBET, poprawiając spódniczkę, bo mu się nieco obsunęła, wychodzi.
LADY MAKBET, poprawiając suknię, bo się na niej skurczyła :
Gdyby Dunkan był na jego miejscu,
Byłabym spokojna, a tak, spokojna być nie mogę.
Ta oferma gotowa wszystko popsuć.
A jeśli? Jeśli pod drzwiami stał Makduff?
Ten zuch z miotłą w herbie. Jeśli powtórzy Dunkanowi?
Co tu robić, co tu robić?



Komentarze
Pokaż komentarze (58)