Wpis niniejszy (zaczynam tak bardziej naukowo nie bez kozery a właściwie z kozerą) przeznaczony jest wyłącznie dla czytelników pozbawionych poczucia humoru. Po ostatnich mych (to może nie jest za bardzo naukowe, ale przynajmniej poważne) notkach przez jednych nazwany zostałem grafomanem, przez innych pajacem. Że to niby słowa w życiu nie napisałem poważnie. Nie mając pewności, które z tych podsumowań powinienem wziąć bardziej do serca, wziąłem oba. Dziś zatem (też raczej naukowe) puszczam się na wody nieznane, niebezpieczne, zwodnicze i mokre. Mam nadzieję, że przynajmniej ma Dulcynea trzyma za mnie kciuki. A właściwie kciuczki, bo ma Dulcynea nie może mieć przecież kciuków.
Uwaga, nadchodzi powaga.
Bloger Sadurski, z którym rywalizuję o miano najwybitniejszego blogera S24 ... To był żart. Niewinny i ostatni. Bloger Sadurski, skoro zdusił w zarodku niewczesne marzenia prezesa o karierze blogerskiej, skierował ostrze swego pióra w Rzepę. W Rzepę, którą podziwia, w Rzepę, której wierny pozostaje od lat. Wzruszająca to wierność, a wszelkie wzruszenia mają to do siebie, że się udzielają. Wzruszyłem się i ja. Tak bez powodu. Co mi szkodzi. Rzepa, ta rozsadniczka "ekumenizmu ideologicznego", to "najbardziej pluralistyczne w Polsce forum", oby trwało wiecznie, czasami notuje wpadki przy pracy.
Bloger Sadurski jest człowiekiem delikatnym, pisze więc o wpadce, ale przecież wszyscy wiedzą, że nie o wpadkę tu chodzi. Chodzi o straszną kompromitację. Rzepa użyczyła swych łamów świeckiemu profesorowi teologii. Nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby profesor, niechby teologii, niechby nawet świeckiej, przysłał swój tekst z Bolonii, Ohio czy z Dodomy. Ale nasz rzepowy profesor uczy, zasłońcie oczy, w Olsztynie. W Olsztynie! I co z takiego Olsztyna można zaproponować czytelnikom Rzepy, która w swym midasowym pluralizmie drukuje takich mogołów pióra i myśli jak red. Wołek? Żeby jeszcze ów warmińsko-mazurski profesor pisał o krajobrazowych walorach swych Mazur i swej Warmii? Ale ten, "Hamerykę" znając wyłącznie z poszukiwań globusowych, wieszczy, że gotuje nam ona jakiś kataklizm porównywalny jedynie do Wildsteinów, Ziemkiewiczów i Warzechów podpalających nieistniejący "salon" (Neronowie jacyś widocznie, jak nic Neronowie a nawet Nerony). Co tam się w tej "Hameryce" nie dzieje? Klawisze wyskakują z klawiatury! Co krok, jakieś krocze. Jak nie kroczek dziecka, to krok chłopa. Łapią się za te krocza (ale po co się łapią, wykracza poza rozumienie normalnych ludzi), gąbek używać nie chcą i w dodatku - krok po kroku - zamierzają wyeliminować całą geriatrię. Sodoma i Sadowa. Lakończycy hołubili (nie mylić z hołubcami, choć to słowa pochodzące z Syjamu) starców, a "Hamerykanie" hołubią wyłącznie młodych, kroczastych i z metropolii hollywoodzkiej.
Sromota, niemal krocząca sromota! Czy ktoś w tej Rzepie w ogóle sprawdza nadsyłane teksty? Szczególnie te nadsyłane z głuchej głuszy? Gdzież tam! A przecież nie trzeba było długo szukać. Wystarczyło spytać profesora Sadurskiego. Recenzję mógłby napisać po polsku i angielsku, dyplomatycznie i mniej dyplomatycznie, ale przynajmniej nie byłoby sromoty. Wiem, profesor Sadurski mógłby odmówić, pisze inną, ważniejszą recenzję, ale przecież któryś ze sterników Rzepy powinien pofatygować się do tej mitycznej "Hameryki" i sam sprawdzić, jak jest naprawdę.
A jak jest naprawdę? Ludzie bywali wiedzą. Ludzie bywali nie autodafują się bez sensu, nie biegają za autobusami, które na ich widok nie chcą się zatrzymywać, tylko poznają świat. I "Hamerykę", rzecz jasna. W "Hameryce" jest wolność. Chce się jakieś krocze chwycić za krocze, to się chwyta. Nie chce się chwytać, to się nie chwyta. I nikomu to nie przeszkadza! Chce używać gąbki, może używać nawet Baltazara. Nic nikomu do tego! Nie chce męczyć Baltazara, może go nie męczyć. Rodzice śpią z dziećmi, dzieci śpią z dziećmi, psy śpią w budach, koty śpią na drzewach, a dachy, gdy chcą się nagrzewać, to się nagrzewają. I szklana menażeria to kogo obchodzi. W "Hameryce" nie burzą nawet Statuy (czyta się Statuji, przez długie "j") Wolności, choć jest stara jak Eiffel. Gustaw Aleksander, podkreślam to, by udowodnić, że nie jestem z Olsztyna.
Rzepo! Miast straszyć rodaków, tych mniej obeznanych ze światem i z "Hameryką", trzeba zamawiać teksty na odpowiednim poziomie. Profesor Środa mogłaby oświecić maluczkich w kwestii europejskich parytetów w supermarketach, red. Żakowski mógłby przypomnieć etos inteligenta, red. Wołek napisać esej "Bojówki PiS-u a Konwencja Genewska", a Jerzy Pilch jednoaktówkę "Moja noga więcej tam nie postanie". A dla przeciwwagi, by zachować "ideologiczny ekumenizm", poprosić prof. Sadurskiego o fresk "Szowinizm gospodarczy na klawiaturze wystukany".
Rzepo! Nie krocz tą drogą, bo czytać cię będzie już tylko Zakroczym.



Komentarze
Pokaż komentarze (124)