capa capa
637
BLOG

Polityczny koń na biegunach

capa capa Polityka Obserwuj notkę 63

Zacznę od kilku słów wyjaśnienia. "Polityczny" w tytule to efekt wyrachowania. "Polityczny", "PO", "PiS", "premier", "rząd" - takie słowa dają anonimowemu i skromnemu blogerowi cień szansy, że ktoś kliknie z ciekawości. Nawet jeśli się natychmiast wykliknie, licznik nie stoi w miejscu. Poza tym lubię, gdy jest politycznie. Taki już jestem. Gdy skończę tę notkę, zawieszę ją sobie na SG (mam go na ścianie), jak każdą poprzednią. A kto mi zabroni? Zawieszam je i śpię jakoś tak spokojniej. Śnię, że jestem królem blogerów. 

Polska polityka (zakończyłem wstęp, rozpoczynam rozwinięcie) od dłuższego czasu przypomina galop dziecka dosiadającego konia na biegunach. Politycy dosiadają koni na biegunach i się na nich bujają. Prawdziwego konia dosiąść trudniej. Wiem coś o tym (wtajemniczonych zawiadamiam, że Rosynant nadal ze mną nie rozmawia; jak tak dalej pójdzie, zamienię go na konia na biegunach).

Rozumiem wesołych staruszków. Normalni staruszkowie mają własne kłopoty. A to nie wystarcza na wykupienie recept, a to brakuje pieniędzy na skromne posiłki, a to trzeba opłacić czynsz - i tak bez końca. Normalnemu staruszkowi nie w głowie głupoty. Wesoły staruszek, pewnie z nudów (może także z powodu innej przypadłości), sięga pamięcią coraz dalej wstecz. Przypomina sobie wojny punickie i nie może przeboleć, że wszyscy nie mówią o nim bez przerwy. A jeszcze bardziej tego, że sam nie może mówić bez przerwy i wszędzie. To co ma, biedaczek, robić? Dosiada konia na biegunach i ...Wstyd słuchać, wstyd powtarzać, wstyd oceniać.

Starość, zwłaszcza wesoła starość, ma swoje prawa. Dziwimy się wprawdzie różnym jej wyskokom, ale w końcu machamy ręką. Cóż innego możemy uczynić? Gorzej, gdy konia na biegunach dosiadają młode konie, którym politologia zaczęła się mylić z polityką, polityka z politologią, złośliwość z mądrością a pamiętliwość z przenikliwością.

Nasz konno biegunowy jeździec, przesławny Chuck Norris PJN, eurodeputowany bloger Migalski, pokonał na swym drewnianym koniku kolejną przeszkodę. A ileż przy tym było braw, samemu sobie bitych, ileż kwiatów powyciąganych z wazonów (czy sztucznych?), ileż listów od wielbicieli, własnym pisanych charakterem pisma. Dobrze spełniony blogerski obowiązek. I ileż w tym było polotu! Gdyby polot europosła Migalskiego przechwycić, wsadzić do butelki a butelkę do silnika, jak nic podbilibyśmy kosmos, zawstydzając kosmiczne mocarstwa.

Prezes był na proszkach, przypomina europoseł Migalski, i będzie się to za nim ciągnęło latami (oczywiście, za prezesem, za europosłem będzie się ciągnął latami jedynie koń na biegunach). A jeśli nawet? Kto, poza ludźmi dosiadającymi konie na biegunach, mógłby z czegoś takiego robić sobie dowcipy? Myślę, że niewielu, bo to i nieśmieszne, i niemądre i po prostu żenujące.

Co jeszcze uczynił ten prezes, polski Drakula? Nazwał PJN koniem. Wyobrażacie to sobie?! PJN koniem! Gdybyż jeszcze pegazem, ale gdzież tam - koniem, zwyczajnym koniem. Cóż więc robi nasz Van Helsing-Migalski? Osikowo w Drakulę-prezesa. Według internautów głosujących na stronach internetowych "Superexpressu", o godz. 12. 35  koniem był PiS (72% głosów). Z radości Van Helsing omal nie wpisał siebie do Złotej Księgi Magów Na Biegunach (a może i wpisał, ma taki ciąg do pisania), a na blogu tryumfalnie oznajmił: "internauci to piwosze, oglądający porniale, więc się nie ma czym przejmować." Było to ostateczne i jakże złośliwe przygwożdżenie prezesa-Drakuli. Szczególnie gwożdżące były "porniale". "Porniale"? Czy tak się mówi w Brukseli? Mniejsza z tym, ważniejsze jest to, że nasz przygważdżacz musiał później chyba wymazywać swoje imię ze wspomnianej Księgi, bo o 15.51 okazało się, że 79 % internautów konia upatrywało jednak w PJN-ie. Okazuje się, że nie te kołki i nie ci Van Helsingowie na takiego Drakulę.

Co można poradzić niespełnionemu Van Helsingowi (przechodzę do zakonczenia; cała rozprawka jest taka, jaka jest, ale przynajmniej nikt się nie przyczepi, że wadliwa konstrukcyjnie)? Skoro wybrał kołysanie na biegunowym koniku, powinien przynajmniej od czasu do czasu wołać: patataj oraz ihaha (to za konia, bo wszak drewniany koń nie mówi, mój mówi, ale on nie jest drewniany). Wówczas będzie bardziej przekonujący jako jeździec, a koń nabierze cech bardziej końskich. 

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (63)

Inne tematy w dziale Polityka