Poczułem się urażony. Urażony nie na żarty, bo gdy czuję się urażony na żarty, urażam się inaczej. Poczułem się urażony po tonach listów, jakie dostałem (w wersji dla koneserów - otrzymałem) od wielbicieli PJN-u. Zdziwiłem się, że wielbiciele PJN-u mogą wysyłać aż tyle listów i w dodatku wysyłać je do mnie. Zdziwiłem się, ale zdziwienie zabiła uraza. Uraził mnie ton tych listów.
Wielbiciele PJN-u mają mi za złe, że nie chwalę, a właściwie, że - tak jak oni - nie wielbię PJN-u. Rząd i partię wielbię, podnoszę (chyba podrzucam? nie wiedziałem, że jestem tak wielkim mocarzem!) pod niebiosa, reklamuję wszędzie, gdzie się da, podwyższam słupki procentowego poparcia, a o PJN-ie nawet się nie zająknę. Ja, jąkający się od wczesnego dzieciństwa, nie zająknę się o PJN-ie?! Też coś! Ileż notek PJN-owi poświęciłem, ile kilogramów z tego powodu straciłem (mógłbym reklamować klawiaturę jako najlepszy odchudzacz globu), ile konceptów lichego intelektu zabrałem innym problemom.
Wy, niewdzięczni, nieludzcy, nietolerancyjni, wielbiciele PJN-u! Dla Was, jeśli czegoś nie ma na SG, nie istnieje. Jeśli autorem okazuje się nikomu nieznany, w dodatku dręczony przez własną połowicę (gwoli prawdy muszę sprecyzować - dosłownie rzecz ujmując, ja jestem połowicem przy żonie; kto nas widział, może potwierdzić), bloger, jego teksty nie są warte czytania. Wstyd, Wy, Wy, Wy, jakby to powiedzieć, żeby Wam dokuczyć - Wy, arystokraci S24! A teraz, gdy biedna kulawoklawiaturowa kura znalazła swoje ziarenko i pojawiła się - inna rzecz, że przez przypadek - na SG, zaraz tony listów z wyrzutami.
Niech Wam będzie. Mimo że traciłem krocie na zużyty prąd, pisząc o PJN-nie, napiszę po raz kolejny. Jeśli w wyniku tego wpisu mi go odetną, zacznę rozdawać ręcznie pisane ulotki poświęcone PJN-owi.
PJN, w moim przekonaniu, a mam dar przekonywania, jest najbardziej nowoczesną, najbardziej europejską, najbardziej merytoryczną, najlepiej przygotowaną do rządzenia Polską partią, której jeszcze nie ma. To prawdziwy cud natury. Nie chciałbym być w skórze rywali PJN-u, gdy wreszcie stanie się partią. PJN to młodość, uśmiech, nie - uśmiech nie, uśmiech to inna partia, piękność, przystojność, czar, wdzięk i politologia. Kto żyw, biec będzie, by oddawać swe głosy na PJN.
PJN na razie nie rozbija puli sondażowej. I bardzo dobrze. Nikt nie lubi sondaży, nikt nie ufa sondażom, każdy jest sondażem we własnym domu. Zresztą, gdyby sondaż przeprowadzono wśród zwolenników PJN-u, PJN byłby na pewno liderem sondażu. Dlaczego PJN nie jest liderem innych sondaży? A skąd mogę wiedzieć. Czy ja jestem prof. Kolarska-Bobińska, żeby wiedzieć? Nie jestem nawet prof. Kikiem. Nie wiem, ale się wypowiem. Teraz taka moda, żeby nie czytać i oceniać, nie słyszeć i słuchać, nie wiedzieć i popisywać się wiedzą. Moim zdaniem, PJN nie bryluje ("bryluje" nie pochodzi o niemieckich okularów - ta informacja przeznaczona jest wyłącznie dla poliglotów-maniaków) w sondażach, ponieważ naród szykuje niespodziankę. Udaje, że nie będzie głosować na PJN, a w wyborach na PJN zagłosuje. Komu naród szykuje niespodziankę? To proste - narodowi, czyli samemu sobie. Naród ma bowiem (z "bowiem" nie ma żadnej niespodzianki, "bowiem" pochodzi od "bowiem") specyficznie polskie poczucie humoru.
Kocham PJN. W moim domowym sondażu PJN otrzymuje 50% poparcia (drugie 50% żona oddaje na inną partię), Czy to mało? Czy wreszcie Was, wielbiciele PJN-u, zadowoliłem? Czy wreszcie zaczniecie czytać moje teksty bez ich uprzedniego umieszczenia na SG? Ten też się na SG nie ukaże. Czy ... Czy zaczynam cierpieć na słowotok, jak - nie przymierzając - jak ...cicho sza.



Komentarze
Pokaż komentarze (166)