Ja to mam nosa! A wcale nie przypominam Pinokia. Napisałem, że wizyta prezesa w sklepie wywoła trzęsienie ziemi, i wywołała. Najpierw śmichy-chichy, ale szybciutko ktoś poszedł po rozum do głowy (do jakiej głowy i jak daleko szedł?). Okazało się, że premier musi przejąć inicjatywę. Jak w dobrze rozegranym meczu piłki nożnej, piłki nożnej, która jest najlepszą nauczycielką polityki.
Prezes robi zakupy (oczywiście, pod publiczkę) w sklepie dla bogaczy - kułak jeden - premier zaś, solidaryzując się ze zmęczonym codziennością narodem, w "Biedronce". W "Biedronce" kupuje premier, w "Biedronce" kupuje też cała rodzina premiera. I brawo, i bis, i podziwiać to trzeba! Wprawdzie zapytana o to jakaś obywatelka, która również zaopatruje się w osiedlowej "Biedronce" premiera, nigdy premiera i jego rodziny w niej nie widziała, ale wiadomo, że nie była to żadna zwykła obywatelka. Była to ucharakteryzowana poseł Kempa, a materiał nakręcił pisowski kret telewizyjny (dlaczego bez przerwy piszę o ucharakteryzowanej poseł Kempie? Bo jestem nienawistnikiem.). Jeśli premier mówi, że kupuje w "Biedronce", to na pewno w "Biedronce" kupuje. Szkoda tylko, że nie powiadomił nas o tym wcześniej. Wstydliwy jakiś, czy co? Być może wkrótce dowiemy się, że premier ubiera się w "lumpeksie", wszędzie chodzi piechotą, a wakacje spędza pod gruszą (nie, jak prezes, któremu w głowie Egipty). Takiego premiera nie ma nawet Burundi.
Oburzony do żywego tanią propagandą prezesa, premier nie poprzestał wyłącznie na zareklamowaniu "Biedronki". Rozpoczął prawdziwą sanację. Swym sokolim wzrokiem męża stanu dostrzegł w hurtownikach spekulantów. Widział to kto, żeby hurtownicy byli spekulantami? Wypatrzył ich, tych spekulantów, i runął na nich, jak runęło imperium rzymskie. Dość, spekulanci, wykrzyknął premier, tak dalej być nie może! Naród przeżywa trudne chwile, bo wszyscy członkowie i zwolennicy PiS-u dostali tajne polecenie wykupywania wszelkiego rodzaju towaru we wszelkiego rodzaju sklepach. Solidaryzm społeczny podpowiada w takich chwilach, by przestać myśleć o sobie, a zacząć myśleć o innych. Usłyszawszy to, spekulanci doznali iluminacji (niektórzy nabawili się frustracji). Jej efektem będzie natychmiastowy kres wszelkiej spekulacji. Rodacy, biedacy, jesteśmy uratowani! I kto nas uratował? Nie, nie prezes, który nakręcał spekulantów, tylko premier, który przykręcił spekulantów.
Premier pogroził również prezesowi. Nie temu prezesowi, bo temu prezesowi premier nie grozi. Nie grozi, bo kieruje się niepolityką miłości. Pogroził prezesowi od cukrownictwa. Prezes od cukrownictwa siedzi w tej chwili w domu i produkuje tańszy cukier z mąki. Od jutra zalejemy, a właściwie zacukrzymy, świat taniutkim cukrem. Mam nadzieję, że premier nie omieszka pogrozić prezesowi od benzyny. Oczywiście, wiemy, że ceny benzyny nie zależą ani od rządu, ani od prezesów, zależą, jak wszystko, co złe, od światowej koniunktury. Jeśli coś jest dobre (ale co?), nie zależy od żadnej koniunktury, zależy od wysiłków rządu. Gdy już premier pogrozi prezesowi od benzyny, prezes od benzyny wymyśli benzynę bezbenzynową. I to dopiero wywoła prawdziwy przewrót w roponośnych krajach globu. Będą sobie one mogły tę swoją ropą ... zakopać głębiej.
Gdy premier zabierze się za jeszcze doskonalszą reformę służby zdrowia (bo doskonała jest ona w wyniku najnowszej reformy minister Kopacz), ze służby zdrowia znikną lekarze. Będą niepotrzebni, bo prezes od służby zdrowia wymyśli taką szczepionkę zdrowo-szczęśliwości, że w Polsce znikną wszelkie choroby. Zniknie samo pojęcie choroby. To znaczy ono zniknie w medycznym tego słowa znaczeniu, pozostanie bowiem jako określenie PiS-u. Polska choroba to PiS. PiS jest polską chorobą.
Już kończę, bo ktoś o słabym sercu gotów jeszcze, przed wprowadzeniem tej ostatecznej reformy służby zdrowia, zejść od nadmiaru szczęścia, które ma przed sobą.



Komentarze
Pokaż komentarze (83)