"Bul" narobił trochę hałasu. Czy dobrze się stało, że "trochę" można dyskutować. Nie ulega jednak wątpliwości, że gdyby "obolałym" okazał się ktoś mniejszą budzący "nadzieję", nie byłoby chwilowego poruszenia, ale doszłoby do prawdziwej erupcji krytyki. Jeśli niewinne przecież i dalekie od "bulu" "A, sio" pewnego męża stanu wywoływało rechoty przez lata, nie ma powodu tego wątku przedłużać. "A, sio" wybaczono dopiero za cenę poparcia PO.
W tytule notki elity figurują w cudzysłowie. Dlaczego? To proste. "Elity" i "salon" są dla mnie słowami magicznymi. Chciałbym jednocześnie (a można?) być i "elitą", i "salonem", a nie mogę, czyli bez dwóch zdań zjadany jestem przez kompleks (kłaniam się mojemu ulubionemu blogerowi Wojciechowi Sadurskiemu, który bez pudła wyławia podobne kompleksy u innych). Kompleks mnie zjada, a ja, nie czekając, aż zje mnie do końca, zadaję sobie pytanie. Dlaczego - pytam - "elity" potraktowały "bul", jak Jurand potraktował Zygfryda? Myślałem długo, bardzo długo. Kompleks odgryzł mi już obie nogi, rękę i dobrał się do miednicy. Nadal nie znam odpowiedzi, ale zdołałem znaleźć kilkanaście rozwiązań hipotetycznych. Bez nóg i ręki myśli się trochę trudniej (kto nie wierzy, może sprawdzić na sobie), nie ręczę zatem, czy wyczerpałem wszelkie możliwości. Tych, które przyszły mi do głowy (nienaruszonej?), nie mam zamiaru ukrywać. Nie jestem Harpagonem. Oto one.
"Elity" zachowują powściągliwość (prawda, że śliczne słowo), ponieważ:
1/ Piszą tak samo. W tę hipotezę nie wierzę. Byłbym niegrzeczny, gdybym próbował uwierzyć.
2/ Nie wypada. Nie wypada, bo nie wypada i już, bo wysoka kultura, bo kindersztuba, bo szlachectwo zobowiązuje (Alec Guinness się kłania). Nad takim wypadkiem przy pracy nie można się pochylać. Lub: nie wypada, bo rzecz dotyczy głowy państwa. Pierwszy wariant tej hipotezy jest wysoce prawdopodobny, ponieważ "elita" przyzwyczaiła nas do swej niezwykłej wrażliwości i tolerancyjnego spojrzenia na świat. Drugi, biorąc pod uwagę propaństwowość "elit", jest równie prawdopodobny.
3/ Nikt nie jest doskonały. Do tego typu myślenia mogą być szczególnie przywiązani admiratorzy filmu "Pół żartem, pół serio". A serio, w grę zapewne wchodzi przeświadczenie, że błędy zdarzają się wszystkim. Nie tylko błędy ortograficzne. Błędy życiowe także. Jest to wizja, przyznajmy, bardzo wzruszająca.
4/ Nie jesteśmy purystami. Tę hipotezę, traktowaną z położeniem akcentu na poprawność językową, można ożenić z poprzednią, choć byłby to zapewne mezalians. Purytanizm gorszy jest od ... każdy może sobie w tym miejscu wstawić dowolne, nieaprobowane słowo ... a zatem lepiej zapomnieć, niż dręczyć.
5/ Obrońcy Konstytucji Kwietniowej.Obrońcy Konstytucji Kwietniowej są przekonani, że prezydent nie jest jakąś tam Goździkową czy prezesem. Gdyby "bul" dotknął Goździkową lub prezesa, nie podpadałby pod treść Konstytucji Kwietniowej. Ta zaś mówi wyraźnie, że prezydent odpowiada wyłącznie przed Bogiem i Historią. Niech więc one ten "bul" oceniają.
6/ A prezes nie umiał napisać poprawnie słowa obiad. Wyznawcy tego sposobu myślenia (trudno wykluczyć, że nie ma ich również wśród zwolenników innych opcji) wychodzą z założenia, że trzeba znać proporcje. To z kolei admiratorzy "Zemsty". Gdyby prezes umiał pisać, można by dyskutować o "bulu", ale skoro prezes nie umie, byłoby czymś skandalicznym wytykać błędy jego przeciwnikom.
7/ Wstydzą się. Wstydzą się, bo takiego prezydenta wybrali. A wstyd najlepiej zabić, nie wspominając o nim. To ci, którzy zawsze fascynowali się 'Potopem". Po namyśle wstydzę się, że pomysł o wstydzie "elit" przyszedł mi w ogóle do głowy. Gdyby nie strata kończyn, myślałbym zdecydowanie bardziej trzeźwo.
8/ Czas leczy rany. Nie ma o czym mówić. Im rzadziej, tym prędzej wszyscy zapomną.
9/ "Elita" błądzi, ale się nie poddaje. To ludzie wychowani na tradycji generała Cambronne'a. W zależności od tego, jaką wersję sławnych słów bohatera spod Waterloo im przekazano, takiej hołdują. To oznacza, że początek tej hipotezy mógłby się zaczynać od krótkiego słowa na literę "G".
10/ Teoria mniejszego zła. Zwolennicy tej teorii wychodzą z założenia, że nie ma tego złego, co nie wyszłoby na dobre. Trzeba się cieszyć, powtarzają sobie, bo przecież fraza "w bulu" mógła figurować w księdze kondolencyjnej w formie "w buló".
11/ Sympatycy PPS-u. Dla sympatyków dawnego PPS-u jest rzeczą oczywistą, że nie każdy doskonały mówca musi być doskonałym autorem. Wszak Daszyńskiego słuchało się w amoku, ale później czytało się to samo w poczuciu wielkiej nudy.
12/ Są poważniejsze problemy. Tak sądzą wychowankowie starej szkoły real politik. To jest wprawdzie problem, ale przecież o wiele większm problemem, o którym trzeba bez przerwy mówić, jest PiS.
13/ Wychowanie bezstresowe. Grupa zwolenników tej hipotezy ma zacięcie dydaktyczne. Jest przekonana, że podobnie jak dzieci nie należy stresować, nie należy też stresować dorosłych. Mówienie bez przerwy o "bulu" może sprawić, że autor 'bulu" zacznie pisać jeszcze gorzej.
14/ Kruk krukowi ... To jest tak niedorzeczne, tak oczerniające, tak nienawistne, tak kompromitujące pomysłodawcę, czyli mnie, że - zawstydzony - nie będę kończył.
Jeśli coś pominąłem, niech głowami ruszą posiadacze nóg i rąk.



Komentarze
Pokaż komentarze (68)