Rozpocznę od usprawiedliwień. Mam zły dzień (jak zawsze zresztą), dlatego dzisiejsza notka będzie jeszcze bardziej beznadziejna niż zwykle. Chciałem ją zatytułować "Premier urządza quiz", ale zrezygnowałem z "urządzania". "Urządzać quiz", brzmi tak jakoś mało dostojnie. A z kolei "Premier quizuje" zakrawałoby na drwinę, a z kogo jak z kogo, ale z premiera drwić nie można. Drwić można (i trzeba) z prezesa, z premiera nie uchodzi. Jako miłośnik najwspanialszego języka na świecie już miałem napisać "kwiz", ale w porę się zreflektowałem. Wyrobiony intelektualnie czytelnik dojrzałby w tytule "kwiz" i kliknąłby na notkę "Zwyczajna znów jadalna" lub "Prezes nosi zbyt krótkie spodnie". Jeśli jednak okaże się, że "quiz" też nie pomoże, następnym razem, już bez najmniejszych oporów, będę pisał o "kwizach".
Premier, doprowadzony do pasji tajnym posiedzeniem PiS-u, pisowskimi pseudonimami i obłudą prezesa, który mimo obietnic nie rozwiązał kompromitującej i szkodliwej partii, uderzył pięścią w stół. Dłoń rażona siłą grawitacji (czy ja przypadkiem nie jestem idiotą z dziedziny fizyki?) odskoczyła od stołu, roztrzaskując go w drzazgi. Trochę przesadzam z tymi "rz", a wiadomo, że z ortografią nie ma żartów. Postaram się o większą powściągliwość. Naburmuszony premier (dłoń zabolała, a myśl o PiS-ie nie działała kojąco) postanowił przeciwdziałać. Trzeba kontratakować, pomyślał. A jak premier coś pomyśli, myśl natychmiast zostaje wcielona w czyn.
Premier postanowił zwołać członków partii i rządu, by wzmocnić morale partii i rządu. Nie mógł ich wezwać do dźwiękoszczelnej kapsuły, bo partia i rząd nie dysponują dźwiękoszczelną kapsułą (są partią i rządem oszczędności narodowej), i nie chciał naśladować pomysłów prezesa. Wpadł na pomysł zorganizowania quizu. "Zorganizować" czy "urządzić" quiz? Premier nie miał podobnych dylematów. Organizował quiz. Wezwał do siebie rzecznika Grasia i oznajmił mu, że ma wezwać mówiących wspólnym głosem i przykazać im, by każdy na czas quizu wybrał sobie pseudonim. Rzecznik Graś, choć zjadała go ciekawość, nie zapytał premiera, dlaczego wszyscy mają występować pod pseudonimami. Rzecznik Graś nie pytał, a premier nie zamierzał zaspokajać ciekawości rzecznika Grasia. Nie zamierzał jej zaspokajać, bo sam nie wiedział, dlaczego wpadł na pomysł z pseudonimami. Zaproszono mówiących wspólnym głosem, mówiących innym głosem postanowiono nie niepokoić. Niech się sami zaniepokoją brakiem zaproszenia. Rzecznik Graś, niczym Merkury, poszybował, by spełnić polecenie premiera. Sam jednak nie wziął udziału w quizie, dostarczając zwolnienie lekarskie. Nie, żeby rzecznik Gras był chory, choć właściwie był chory. Chorobą rzecznika Grasia była trudność - nie mógł sobie poradzić z wymyśleniem pseudonimu. Pozostał więc w domu, oddając się lekturze "Jak zostać konspiratorem?" To znakomite dzieło wyszło spod pióra Czapki Niewidki. Czapka Niewidka, jeśli ktoś nie wie (ale czy to możliwe?), jest najsławniejszą genderową konspiratorką globu. Zainteresowanych szczegółami jej niezwykle ciekawego życia odsyłam do niezastąpionej Wikipedii.
Zaproszeni przybyli punktualnie, pełni entuzjazmu, ale podszytego niepokojem. Premier, który występował pod pseudonimem "Bramkostrzelny", swym bystrym okiem znawcy charakterów przyglądał się przybywającym. Do niektórych się uśmiechał, do innych kiwał dłonią (kiwał majestatycznie), po innych jedynie wodził okiem. Wodził, oczywiście, oczami, bo premier ma dwoje oczu, ale "wodzenie okiem" wydało mi się dostojniejsze. Emocjonalnie zareagował dopiero, gdy ujrzał Wikipedię Partii, która przybyła w turbanie. "To nie bal przebierańców" - rzekł szorstko, bo premier, gdy chce, umie mówić szorstko. "Musiałam przyjść w turbanie - odpowiedziała niezrażona Wikipedia Partii - ponieważ jestem "Hara Mate", a ona, jak powszechnie wiadomo, chodziła w turbanie." Premier przeżuł przekleństwo, bo nawet on wiedział, że Mata Hara powinna być w masce. "A to kto?" - po chwili zapytał stojącego obok "Fryzjera z Lammermoor". "Fryzjer z Lammermoor" odrzekł, że to Mały Bonaparte. "Sam go przecież wybrałeś" - dodał. "No tak, ale on jest taki niepozorny, że go nie poznałem." Gdy Mały Bonaparte powiedział, że jego pseudonim brzmi "Mały Bonaparte", premier pomyślał, że dokonał właściwego wyboru.
Reguły quizu są powszechnie znane. Jedna osoba zadaje pytania, a inna bądź inne udzielają na nie odpowiedzi. Quiz kończy się wyłonieniem zwycięzcy i rozdaniem nagród. Premier szczycący się swym liberalizmem uznał, że można nieco zliberalizować reguły quizu. Odpowiedzi można było udzielać pojedynczo lub zbiorowo. Żeby jednak nie wydać się zanadto konserwatywny (konserwatywna choroba liberalizmu), postanowił, że tym razem należy zrezygnować z nagród. Nie miał też wątpliwości, że sam musi zadawać pytania, zwłaszcza że je przygotował. Wszyscy czekali w gotowości, premier odchrząknął i zaczął pytać. Oto ("oto" nie jest skróconą wersją imienia "Otto", wspominam o tym, żeby uniknąć nieporozumień) one:
- "Kto jest najlepszym i najbardziej skutecznym politykiem?"
- "Nasz premier, nasz wódz, nasz guru" - bez namysłu wypalił "Drabina do nieba i z powrotem".
- "Która partia naszej sceny politycznej jest partią idealną?"
- "Nasza partia, najwspanialsza partia, w jakiej byłem" - ponownie bez namysłu wypalił "Drabina do nieba i z powrotem".
- "Kto wygra najbliższe wybory parlamentarne?"
- "Oczywiście, że my, my nie mamy z kim przegrać" - dalej wypalał "Drabina do nieba i z powrotem", wywołując tym nienawiść zebranych.
- "Kto jest największym szkodnikiem na polskiej scenie politycznej? Ty, "Drabina do nieba i z powrotem" nie odpowiadasz, bo jesteś nieobiektywny."
- "Ale ja muszę, ja nie wytrzymam, ja ..." - wypalał "Drabina do nieba i z powrotem", ale go ugaszono, zakneblowano i odesłano do domu.
- "Prezes!!!" - zabrzmiał okrzyk wszystkich zebranych. Z powodu nadmiaru entuzjazmu zasłabła "Kelnerka z Titanica".
- "Jaka partia powinna zniknąć z polityki, by wszystkim żyło się lepiej?"
- "PiS!!!" - wyrwało się z wszystkich piersi (kto nie miał piersi, wyrywał z przepony, tym sposobem "Dobroduszny Dobrodziej" zerwał sobie przeponę).
- "Kto jest szefem naszego klubu parlamentarnego?"
Zapadło głuche jak Beethoven milczenie. Premier uśmiechnął się swym sławnym, najbardziej uśmiechniętym uśmiechem. "Jestem z was dumny - rzekł. - Zdaliście egzamin jedności. Jeśli partia i rząd mówią jednym głosem, nie mogą stracić władzy. Są jedną, wielką, bogatą, bogatą w entuzjazm, drużyną. Wygraliście, wygraliśmy. Nadal możemy nie robić polityki. A to oznacza, że bez trudu wygramy wybory. A PiS należy zwalczać, zwalczać i jeszcze raz zwalczać, bo zagraża demokracji."
Burza oklasków trwałaby do wyborów, gdyby nie zmęczenie premiera, który postanowił się zrelaksować w ulubiony sposób i pożegnał zebranych. Wszyscy opuszczali salę zachwyceni. Wszyscy, prócz "Nadmuchanej Wielkości", która nie mogła się pogodzić z faktem, że cały czas pozostawała w tłumie.



Komentarze
Pokaż komentarze (75)