capa capa
975
BLOG

Opozycja i jazgot

capa capa Polityka Obserwuj notkę 65

Jak pamiętamy, szaman Abrakadabra zrezygnował z przemienienia (zaszamanienia) premiera w kogoś innego. Uczynił to z zazdrości. Sam chciałby zostać takim premierem. Nie zaszamanił premiera, ale nie mógł przecież zupełnie zostawić go bez pomocy. Rzekł więc do premiera, żeby zaczął częściej używać słów, których używa rzadko. Zamiast "aut" powinien częściej mówić "secesja", zamiast "korner" (a co to jest ten korner, kornet wiem, ale korner - ni cholery!) - "rudymenty", zamiast "gol" - "tromtadracja". I tak dalej. Nikt chyba nie pomyślał, że Abrakadabra mógłby zaproponować premierowi jedynie trzy słowa. Premier na sugestię szamana przystał, przystał ("prystaw" to nie to samo), ale zrezygnował z tromtadracji. Zrezygnował, bo mu się zanadto kojarzyła z orkiestrą dętą, a wiadomo, słowo "dęty" ma dość dęte konotacje. Konotacje, o, to jest dobre słowo, ale Abrakadabra go nie zaproponował (wiem o tym od mojej informatorki). Nie zaproponował, bo widocznie też jest trochę "dęty" (co w języku bardziej oczytanych oznacza - jełop).

Kto wpadł na "jazgot", nie wiem. Może sam premier, w końcu też jest przecież niezłym językoznawcą. Sugestię, że podsunięto mu to słowo z Dużego Pałacu, odrzucam. W Dużym Pałacu nikt przecież nie jazgocze. Opozycja, która już się przyzwyczaiła do zachowań premiera, została zaskoczona (jak nasza zielona wyspa, gdy się dowiedziała, że nie jest wyspą) jazgotem premiera. Albowiem premier oskarżył ją o jazgot. Trochę przesadziłem z tym uogólnieniem, bo wszak wiadomo, że opozycję dzielimy na intelektualną (SLD), spolegliwą (PJN) i buraczaną (tego akurat nie trzeba tłumaczyć). Ta ostatnia została zaskoczona podwójnie. Kto nie jest buraczany, sam się domyśli, dlaczego tak się stało.

Zaskoczony zaskoczeniem, jakie wywołał wśród opozycji, premier, który umie dozować napięcie jak amperomierz (też jestem burak - amperomierz dozuje coś innego) albo inne równie inteligentne urządzenie, postanowił uciszyć emocje. Choć wszystko w nim jazgotało, zachował się jak rasowy pokerzysta. Postanowił dopowiedzieć, co miał do powiedzenia, następnym razem.

Co premier zamierzał dopowiedzieć? Przecież to proste. Zamiast jazgotać, trzeba się wziąć do roboty. Ktoś przecież w tym kraju musi pracować. Rząd nie musi, a skoro nie musi, musi pracować opozycja. Pracować ... wiadomo, pracować można, ale każdy może pracować zgodnie ze zdolnościami. Posłowie opozycji intelektualnej pójdą pracować do biur (poseł Kalisz do biurowca). Będą tam urzędnikami. Urzędników nigdy dość, zwłaszcza urzędników kompetentnych. Posłowie opozycji spolegliwej obejmą odcinek prasowy. Tylu z nich pisze, a nawet jeśli nie pisze, to mogłoby pisać, że w gazetach sprawdzą się na pewno. Poseł Libicki mógłby na ten (albo inny) przykład zostać redaktorem naczelnym nowej gazety. "Gazeta Jest Najważniejsza" - tak powinna się ta gazeta nazywać. A opozycja buraczana? Cóż. Do łopat, kilofów, mioteł i innych podobnie skomplikowanych narzędzi. Brygadzistą tej brygady brygad mógłby zostać ... Premier tego jeszcze nie przemyślał. Gdy przemyśli, wyda odpowiedni przydział. Uroczyście, w asyście (prawda, że ładny rym?) kamer, na boisku.

Opłaciło się wynajęcie szamana Abrakadabry? Opłaciło.

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (65)

Inne tematy w dziale Polityka