Nigdy nie ukrywałem swego przywiązania do programu partii, charyzmy, talentów i osiągnięć premiera. Dostawałem za to po głowie od zwolenników PiS-u, ludzi nie umiejących samodzielnie myśleć, a więc przysyłających do mnie gotowe teksty z centrali. Dlaczego, zarzucano mi, nigdy nie wskażesz choćby jednej negatywnej cechy premiera? Chciałem. Naprawdę chciałem. Chciałem, bo jestem, jak wszyscy zwolennicy partii, człowiekiem kompromisu. Chciałem, ba, ja nawet próbowałem coś wymyślić, żeby tylko dogodzić tym wiecznym malkontentom. Ale co tu można wymyślić? Że premier nie jest czołowym napastnikiem Barcelony? Nie jest, to prawda, ale czy ja mogę mieć pewność, że nim kiedyś nie będzie? Nie mam, a jeśli nie mam, nie będę z siebie robił durnia.
Niech wam jednak będzie! Nie znalazłem wprawdzie błędu, ale wykrzesałem z siebie żal do premiera. Nie jakiś tam ogromny żal, nie, taki średni żal, ale jednak żal. Premier mi zaimponował, gdy stwierdził, że "użyje" Władysława Bartoszewskiego. Brawo, panie premierze! Tak trzeba. Nie można pozwolić, by Władysław Bartoszewski "używany" był wyłącznie w czasie wyborów. "Użycie" go w kontaktach z Niemcami jest przewrotem kopernikańskim, żeby nie powiedzieć - kopernikańskim podwójnym nelsonem. Wiem też, że premier, gdyby tylko mógł, "użyłby" innego naszego skarbu narodowego, ale w tym przypadku pewna powściągliwość premiera jest raczej zrozumiała. Mogłoby się bowiem okazać, nie mówię, że okazałoby się, mówię, że mogłoby się okazać, że nasz skarb narodowy zechciałby zostać Wielkim Nomadą Krajów Podzwrotnikowo-Antarktycznych.
Nie domagam się również, żeby premier wysyłał gdziekolwiek naszego nieocenionego marszałka. Bez niego hydra pisowska mogłaby zacząć podnosić głowy. Ale w końcu partia ma też inne skarby, które mogłyby pomóc światu. Tak, tak. Internacjonalizm, globalizacja, tańce, hulanki, swawole - to wszystko powinno nas łączyć, a świat jeszcze niedawno znajdował się na skraju przepaści. Świat stał tak, chwiejąc się raz w jedną, raz w drugą stronę, a my nic. My staliśmy, jak ten grenadier w bermycy, i nic nas nie mogło skłonić do poruszenia. Skoro umiemy tak stać, stać nas na to, by innym udzielać rad. Pan premier powinien o tym pomyśleć.
Taki, na przykład, poseł Gowin. Koncyliacyjny do granic koncesji a przy tym pryncypialny jak kazał pryncypał. Gdyby takiego posła Gowina wysłać do Belgii, nie tylko pogodziłby strony konfliktu, ale - być może - doprowadziłby do połączenia Belgii z Holandią. A niewykluczone, że nawet Niderlandów z Hiszpanią. Tak zjednoczoną Europa dawno nie była. A minister Pitera? U nas jest trochę bezrobotna, bo korupcji jak od czterech lat nie ma, tak nie ma. I nie zanosi się, by była. Wysłać ją, choćby na miesiąc, do słonecznej Italii. Była mafia, nie ma mafii. A minister Rostowski? U nas wszystko już policzył, poprzesuwał, uzdrowił. Mógłby pomagać innym. Nie wiem wprawdzie, co mógłby robić, ale w końcu można pomóc Chińczykom (oni nam przecież pomagają). Można ich zacząć liczyć. Można zamknąć ministra Rostowskiego w Forcie Knox, by zastosował tam swą sławną księgowość. Minister Sikorski ostatnio zaskoczył nas degustacją win. A nie mógłby tak jeździć po świecie jako kiper kiperów? Mógłby. Nie wspomnę o ministrze Grabarczyku, bo on akurat nie może nas opuścić. Ktoś musi mieć na oku naszych Chińczyków. Grabarczyk nie mógłby, ale już poseł Tomczykiewicz mógłby. Najlepiej razem z posłem Sekułą.
I co, pisowscy nienawistnicy, głupio wam?



Komentarze
Pokaż komentarze (121)