Złym gospodarzem jest ten gospodarz, który nie interesuje się gospodarstwem. Dobrym gospodarzem jest ten, który je dogląda. Idealnym gospodarzem jest ten, który nic innego nie robi, tylko urządza wizyty gospodarskie. Przy czym to "nicnierobienie" nie jest określeniem pejoratywnym, jest pochwałą największą, na jaką może zasłużyć gospodarz.
Nasz Gospodarz, tytan wśród wszystkich gospodarzy, rozpoczyna poniedziałek wizytą w punkcie skupu jaj. We wtorek jedzie do hutników, w środę do włókniarek. Włókniarki zawsze godnie i pogodnie przyjmują swego Gospodarza, Gospodarz zawsze ma coś miłego do powiedzienia włókniarkom, a czasami przywozi im w prezencie pończochy. W czwartek Gospodarz odwiedza hafciarki. Hafciarki uczą Gospodarza haftu prostego. Haft skomplikoway jest zbyt skomplikowany dla laika hafciarstwa. Gospodarz się z tego powodu nie obraża, docenia troskę. W piątek Gospodarz odwiedza "Biedronkę". Łączy przyjemne z pożytecznym. Rozmawia z personelem, przejęty, szczerze przejęty, jego losem, bywa, że pogrozi kierownikowi, i robi zakupy. Towar z "Biedronki" jest czerwony w czarne kropki, co pozytywnie nastraja Gospodarza, zwłaszcza że w sobotę i w niedzielę może nieco, niestety, tylko nieco, wypocząć. W poniedziałek jedzie z kolejną wizytą.
Dziś Gospodarz przybył do dojarek. Do pań dojarek, jak mawia Gospodarz, ponieważ ma szacunek dla ich pracy. Gospodarzowi towarzyszą kamery. Gospodarz wścieka się z tego powodu, bo wolałby działać incognito, ale z troski o czwartą władzę przygryza wargi i znosi ich uciążliwą obecność. Gospodarza oprowadza kierownik dojarek. Pan kierownik dojarek, jak mawia Gospodarz, ponieważ i jego pracę szanuje.
- Czcigodny Gospodarzu! To jest pani Zenobia, królowa dojarek, dojarka, że tak powiem, liderka. Pani Zenobia doi jednocześnie 18 krów - zagaił kierownik.
Pani Zenobia, kobieta słusznej postury, wszak jest dojarką, słusznej postawy moralnej i słusznej urody uśmiecha się, wysuwając zęby.
- Jak wam idzie?- pyta Gospodarz, podając królowej dojarek dłoń.
- Nie narzekam - odpowiada pani Zenobia, z przejęcia całując Gospodarza w podaną jej dłoń.
- Nie trzeba, nie trzeba, co też wy, co też pani. No, jak tam krówki, zdrowe, jak to się mówi ...
- Mleczne, panie Gospodarzu - podpowiada kierownik.
- Właśnie. Mleczne, czyściutkie? - dopytuje Gospodarz.
- A bo ja tam wiem. Ja tam nie patrzę czy czyste, a mleczne są, czemu nie mają być. Doję, to musi są mleczne- rozgadała się pani Zenobia.
- Tak - frasobliwie odrzekł Gospodarz. A jak tam, wiecie, w domu? Jak mąż, dzieci?
- E ... - zawahała się pani Zenobia. Zenek to on jest głupszy od tych krasul, a dzieci, nie, dzieci zdrowe, ładne, do mnie podobne.
- A zadowolona jesteście, że tak powiem, z pracy, z zarobków? - dopytywał Gospodarz, uśmiechnięty wpatrując się w kamerę.
- E ... - zaczęła pani Zenobia. Zaczęła, ale nie skończyła.
- Zadowolona, panie Gospodarzu, wszystkie one zadowolone - uprzedził ją kierownik. Dawniej nie były zadowolone, bo dawniej kiepsko zarabiały, kiepskie też mleko dawały krowy, ale teraz... Teraz, panie Gospodarzu, teraz jest to dojarnia mlekiem płynąca.
- To dobrze, dobrze. Cieszę się. Pracujcie, pracujcie. Każdy musi pracować. Ja, wiecie, też pracuję. W pocie czoła. Bywa, że nie ma mi kto tego potu, ale nie o mnie mamy tu mówić. Drogie dojarki, wiem już, że zarabiacie godziwie, cieszę się z tego powodu, bo to jest również mój sukces. Zapewniam was jednak, że już wkrótce będziecie zarabiały jeszcze bardziej godziwie.
Dojarki, na znak dany przez kierownika, zaczęły bić ogromne brawa. Krowy, które nie chciały być gorsze, też, chciałoby się rzec, zaczęły klaskać. Klaskać jednak nie mogły, ponieważ gospodarskie sukcesy nie doszły jeszcze do tego etapu, gdy krowy będą umiały klaskać. Krowy, podskakując, biły się ogonami w ... raz w jedną stronę, raz w drugą. Ale za to biły się z entuzjazmem równym entuzjazmowi dojarek.



Komentarze
Pokaż komentarze (136)