Nie ręczę za swój niecodzienny styl i za przywiązanie do Gombrowicza. Spotkał mnie taki afront, że postanowiłam wrócić do szkolnej interpunkcji. Przed "że", "który" i "ale" będę stawiała przecinki. Stawiałabym i przy innych wyrazach tak jestem roztrzęsiona, ale ten pornograf tak dalece pomieszał mi w głowie, że nie jestem pewna przed czym jeszcze się stawia.
Uradowana wróciłam do domu z pleneru malarskiego, na którym (tuszę, że dobrze postawiłam) światowej sławy malarz Prudencjusz Zastawa-Stołowy nazwał mnie wielką nadzieją sztuk plastycznych podzieliłam się nowiną z mężem, który z kolei podzielił ze mną radość i dumę gdy nagle nieco pobladły dodał, że także ma dla mnie nowinę.
Z natury jestem podejrzliwa, ale walczę z tym tym (ta zbitka wydaje mi się mistrzowsko awangardowa) razem jednak poddałam się bez walki. Zenon jest poczciwy, ale safandułowaty do tego stopnia, że zawsze trzeba się mieć przed nim na baczności. Przez mgnienie mgnienia pomyślałam nawet, że może podczas mojej nieobecności się ożenił popełniając bigamię. Ożenił się przez pomyłkę, z litości - nie wiem. Z nim nigdy nie wiadomo. Nie ożenił się jednak zresztą jakaż idiotka mogłaby go chcieć. Stało się coś stokroć gorszego.
Podczas mojej tryumfalnej podróży Zenona odwiedziła Semiramida Mamutowiczowa. Tak właśnie ona. Sama Semiramida Mamutowiczowa, w którą patrzę jak w obraz. W dodatku wielka Semiramida nie przybyła by odwiedzić Zenona. Tego nie musiałam dodawać bo gdzie Zenon gdzie Semiramida? Przybyła do mnie. Taka byłam uradowana, że ścisnęłam Zenona w przypływie uczucia. Zenon jest oziębły uczuciowo chociaż mnie kocha więc tylko zakwilił i zaczął wyjaśniać. Radość przeistoczyła się w złość.
Okazało się, że Semiramida Mamutowiczowa przywiozła nagrodę, którą zdobyłam w blogerskim konkursie na największego pisożercę. Nie liczyłam na zwycięstwo skoro w konkursie brała udział Mamutowiczowa, która zresztą kierowała żjuri (piszę po francusku bo dość płynnie władam tym językiem) i jest poza wszelką konkurencją, ale nie ukrywam, że byłam pewna srebrnego medalu. Nie muszę tłumaczyć dlaczego. I co się okazało? Okazało się, że zdobyłam srebrny medal, ale w ostatniej chwili zamieniono go na brązowy. I to jest ten afront, o którym wspomniałam ę pasę (to też zdaje się po francusku jeśli dobrze wymawiam) wcześniej. Krew się we mnie zwarzyła w Zenonie się rozwodniła. Nie mogłabym ręczyć za siebie gdyby mąż nie wyjaśnił, że przegrałam z Kazimierzem Kutzem, który właśnie najbardziej błyskotliwie od czasu Ręboda zadebiutował na S24. Uwielbiam pana Kazimierza dlatego nie skończyło się na insurekcji, ale nie ukrywam, że cierń wbity w moje wybitne w końcu ego pozostał. Semiramida Mamutowiczowa tłumaczyła, że nie wypadało postąpić inaczej, że ja i tak piszę lepiej jakbym sama o tym nie wiedziała, ale jakoś tak było mi przykro.
Uspokoiłam się chociaż nie mogę powiedzieć, że uspokoiłam się całkowicie gdy się dowiedziałam, że Zenon został sklasyfikowany na 378 miejscu. Trochę go pocieszałam mimo że (tu mam dylemat gdzie postawić ten wstrętny przecinek więc go w ogóle nie stawiam) moim zdaniem powinien być 1378, ale ostatecznie to mąż. Semiramida Mamutowiczowa wyjaśniła mu delikatnie mu wyjaśniła, że sam zapał nie wystarczy. Brakuje mu finezji, swady zwady myślenia symultanicznego (ja widocznie tym dysponuję) alegorii amikoszonerii płaskostopia erudycji umiejętności wklejania ironii umiejętności banowania solidnego przygotowania akademickiego i jeszcze trzydziestu innych cech, których nie zapamiętałam. Semiramida dodała również, że powinien brać przykład ze mnie. To fascynująca kobieta.
Zenobia Ofelia



Komentarze
Pokaż komentarze (235)