598 obserwujących
693 notki
3866k odsłon
9330 odsłon

POLSKA NA PODSŁUCHU

Wykop Skomentuj80

 Gdybyśmy serio potraktowali oświadczenie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, że jej „podstawowym zadaniem jest wiedzieć - możliwie wcześnie i możliwie dużo - aby skutecznie neutralizować zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa”, powinniśmy już dziś żyć w najbezpieczniejszym państwie Europy i nie odczuwać jakichkolwiek zagrożeń.

Z opublikowanego niedawno raportu Komisji Europejskiej wynika bowiem, że Polacy są najbardziej podsłuchiwanym i inwigilowanym narodem w Unii, a w ilości stosowanych podsłuchów zajmujemy zaszczytne, pierwsze miejsce wśród wszystkich państw wspólnoty.  Raport KE podaje, że w 2010 roku policja i służby specjalne sięgnęły po 1,3 mln naszych billingów telefonicznych i odbyło się to bez żadnej kontroli sądowej czy prokuratorskiej, a także bez wiedzy osób, których to dotyczyło. Organy ścigania w Czechach, we Francji czy w Wielkiej Brytanii zaglądały do takich danych trzy, a w Niemczech 35 razy rzadziej, niż dzieje się to w Polsce. Polacy – przestrzega raport - żyją pod stałym i czujnym okiem policji i służb specjalnych.

Już z danych ujawnionych w ub. r. przez Fundację Panoptykon można było się dowiedzieć, że służby III RP ponad milion razy sięgały po billingi naszych rozmów telefonicznych i gromadziły wiedzę na temat aktywności Polaków w internecie. Ponieważ dane te dotyczyły tylko działań w ramach kontroli sądowej, trzeba uznać, że co najmniej drugie tyle podsłuchów zostało założone bez wiedzy sądu.

Trudno o bardziej twardy dowód, że rząd PO-PSL, stosując na ogromną skalę inwigilację własnych obywateli zmierza wprost do miana państwa policyjnego. Jest to wniosek uprawniony, ponieważ ilość danych gromadzonych przez służby nie ma żadnego związku z poprawą stanu bezpieczeństwa Polaków bądź z bezpieczeństwem państwa i - jak się okazuje - służy przede wszystkim zabezpieczeniu interesów obecnej władzy

Przyczyna tego stanu tkwi m.in. w obowiązujących przepisach, skonstruowanych tak, by zapewniały rządzącym kontynuację praktyk PRL-u. W państwie policyjnym, nikt bowiem nie kontrolował zasadności stosowania inwigilacji, a zebrana w sposób tajny wiedza służyła do nadzoru nad społeczeństwem i wymuszania posłuszeństwa wobec władzy oraz była wykorzystywana przeciwko przeciwnikom politycznym.

W państwie prawa środki techniki operacyjnej pozostają pod ścisłą kontrolą, a informacje uzyskane z podsłuchów służą przede wszystkim potrzebom procesowym. Jeżeli nie mają znaczenia dowodowego, są komisyjnie niszczone, a w niektórych krajach osoby podsłuchiwane są powiadamiane o takich sytuacjach.

Obowiązująca w PRL-u zasada rozdzielenia czynności operacyjnych od procesowych, umożliwiała gromadzenie teczek na każdego, bez żadnej weryfikacji sądowej. Ten podział zachowano po 1989 r. i do dzisiaj policja bądź ABW może zbierać informacje operacyjne o obywatelach bez planu wykorzystania ich w sądzie, a nawet bez potrzeby wskazywania przyczyn gromadzenia danych.

Kontrola sądowa nad tym procederem jest fikcyjna, choć formalnie zgodę na zastosowanie podsłuchu musi wydać sąd. Decyzję podejmuje jednak jeden sędzia, opierając się wyłącznie na materiałach przekazanych przez służby. Jednak i wówczas mogą one korzystać z furtki w przepisach, pozwalającej w sprawach nagłych (w zależności od uznania służb) na stosowanie przez kilka dni podsłuchu bez zgody sądu. Jeszcze gorzej wygląda sprawa z kontrolą billingów telefonicznych, z których wiedza (kto z kim i kiedy rozmawiał) bywa najczęściej gromadzona. Zasad uzyskania bilingów nie normują bowiem żadne przepisy. Wystarczy indywidualne uzgodnienie z operatorem.

Służby III RP mogą zatem podsłuchać każdego – za zgodą prokuratora i sądu lub bez ich zgody. Celowość stosowania środków zależy wyłącznie od uznaniowości szefów służb oraz od bieżących potrzeb władzy. Jakiekolwiek próby ograniczenia tego procederu, są odrzucane przez rządzących, a uchwalane w czasie rządów PO-PSL ustawy przyczyniły się do zwiększenia (i tak już niebotycznych) uprawnień w tym zakresie.

Za sprawą Rzecznika Praw Obywatelskich i kilku odważnych dziennikarzy stosowanie podsłuchów przez obecną ekipę staje się tematem poruszanym co kilka miesięcy i za każdym razem stwarza okazję do kolejnego, propagandowego wystąpienia Donalda Tuska. Gdy w październiku 2009 roku ujawniono, że ABW podsłuchiwała rozmowy Cezarego Gmyza i Bogdana Rymanowskiego, prowadzone z telefonu Wojciecha Sumlińskiego, Donald Tusk natychmiast zapowiedział przeprowadzenie kontroli i złożył deklarację zmiany przepisów dotyczących zakładania podsłuchów. Jako urzędnik odpowiedzialny osobiście za wszystkie służby specjalne, wykazał się przy tym kompletną ignorancją przyznając, że nie ma żadnej wiedzy na temat liczby stosowanych podsłuchów, ponieważ się tym nie interesował.

Wykop Skomentuj80
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale