598 obserwujących
693 notki
3872k odsłony
556 odsłon

III RP CZY „TRZECIA FAZA” cz.9 – FAŁSZYWA OPOZYCJA II

Wykop Skomentuj28

Gdyby zapytać historyków, czy Lew Dawidowicz Trocki był członkiem „demokratycznej opozycji”, a Nikołaj Iwanowicz Bucharin należał do ludzi walczących z komunizmem, łatwo domyślać się odpowiedzi przeczącej. Podobnie, pytanie o antykomunizm Wiktora Czernowa ,Andreja Żdanowa czy Lwa Borysowicza Kamieniewa należałoby uznać za bezsensowne, ponieważ wszyscy wymienieni należeli do szerokiego „nurtu” ideologii komunistycznej, choć każdy z nich był na swój sposób odstępcą od ortodoksyjnej doktryny.

Jeśli zatem mamy odpowiedzieć na pytanie – czym była w Polsce fałszywa opozycja - będzie ono nierozerwalnie związane z równie ważnym problemem – jak mogło dojść do tego, że mianem „demokratycznej opozycji” obdarzono w Polsce ludzi, którzy głosili sekciarskie poglądy, w ramach ogólnoświatowej pseudoreligii komunistycznej? Jak i dlaczego szlachetne oppositio zostało obłudnie powiązane z trywialnym revisio, a powstały z tego mezaliansu twór nazwano „demokratyczną opozycją”?

Istotne rozróżnienie semantyczne, pomiędzy pojęciem dysydenta, a opozycjonisty, które przedstawiłem w poprzedniej części, staje się wyjątkowo dostrzegalne, gdy spojrzymy na postawy owych dysydentów, poprzez pryzmat odstępstwa od dogmatów marksizmu – jako świeckiej teorii zbawienia ludzkości. Jak pisał Jacek Bartyzel w cytowanym już wcześniej eseju „O fałszywej historii jako mistrzyni fałszywej apologetyki” : „Żaden dysydent wszelako, bez względu na to, jak dalece w swoich herezjach i w swoim nieposłuszeństwie by się nie posunął, nie odrzuca samego chrześcijaństwa, przynajmniej w tym zakresie, w jakim on sam, w rozstrzygnięciu swojego indywidualnego rozumu i sumienia, uznaje swoje mniemania za identyczne z chrześcijaństwem. Co więcej, im bardziej gorliwym jest dysydentem, tym bardziej skłonny będzie do głoszenia, że to właśnie on głosi „czystą” i „nieskażoną” ewangelię, podczas gdy Kościół „urzędowy”, jak powiada, wiarę chrześcijańską wypacza, fałszuje i nadużywa do niecnych celów. Dlatego jedyną rzeczą, jaką należy wykluczyć jest jednoczesne bycie dysydentem i utrata wiary w ogóle; „niewierzący dysydent” to contradictio in adiecto; dysydent, który by jednak wiarę stracił, z tą samą chwilą przestaje być dysydentem”.(podr..moje)

Gdzież zatem przeprowadzić linię graniczną, pomiędzy dogmatem karykaturalnej wiary, jaką jest marksizm, a wyznaniem, które wiedzie kacerza poza obszar komunistycznej doktryny?

Albo biurokracja, coraz bardziej stająca się organem światowej burżuazji w robotniczym państwie, obali nowe formy własności i odrzuci kraj do kapitalizmu, albo klasa robotnicza rozgromi biurokrację i otworzy drogę do socjalizmu” – pisał Lew Dawidowicz Trocki.

System biurokratyczny budzi uzasadniony sprzeciw i nienawiść mas: jednocześnie utożsamia się on z socjalizmem, tłumi bez­względnie wszelką lewicową opozycję, a tym samym stwarza ideologii prawicowej warunki do rozprzestrzenia się w masach: ludzie szukają ideowych symboli, które by wyraziły ich sprzeciw wobec systemu wyzysku i dyktatury, a w braku opozycji lewico­wej wyrażającej ich istotne interesy, znajdują stare symbole tra­dycyjnej prawicy. […] Jedyną skuteczną drogą zwalczania tradycyjnej prawicy nie jest zatem obrona dyktatury biurokratycznej, lecz jej konsekwent­ne zwalczanie i demaskowanie z lewicowych pozycji. Program klasy robotniczej nie posługuje się mglistymi symbolami, lecz realiami społecznymi: w swej krytyce i radykalizmie swych postu­latów program ten dystansuje wszelkie frazesy nacjonalistyczne i klerykalne, zwraca się przeciw samej istocie dyktatury biurokra­tycznej i odpowiada interesom mas. Ma więc wszelkie szansę zwycięstwa w walce o poparcie mas. Walka z prawicą rządzącą i z prawicą w stanie spoczynku jest nierozdzielna. Tym, którzy sądzą, iż demokracja robotnicza otwiera siłom prawicowym dos­tęp do władzy, skoro pozwala na wielopartyjność i pozbawia się takiego narzędzia jak policja polityczna, odpowiadamy: nie mó­wiliśmy o państwie ponadklasowym, lecz o klasowej demokracji robotniczej” – twierdziło kilkadziesiąt lat później dwóch młodych heretyków, którzy w „Liście otwartym do partii” wyznawali swoje credo w imię komunistycznego revisio.

A przecież tych dwóch - Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego – uznano w Polsce za ludzi „demokratycznej opozycji”, więcej nawet – za przywódców ruchu, który obalił komunizm.

Jeśli można nazwać diabła wybornym teologiem, czy przez to samo nabywa cech świętości? Kto i jak sprawił, że „wierzący” dysydenci zostali uznani opozycją, a spór w ramach doktryny przedstawiono nam jako walkę z komunizmem ?  

Może wskazaniem dla rozwiązania tego dylematu będzie opis zdarzenia z roku 1975, który Jacek Bartyzel przedstawia jako „osobiste doświadczenie, dzięki któremu bardzo prędko mogłem zorientować się z „pierwszej ręki”, jakie są rzeczywiste poglądy Kuronia”? Autor eseju pisał:

Wykop Skomentuj28
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale