Colonel Frosty Colonel Frosty
175
BLOG

Suwałki, śmieci i święta troska o państwo

Colonel Frosty Colonel Frosty Polityka Obserwuj notkę 0
czyli jak Warszawa zamiata własne tajemnice pod dywan, a grzebie w cudzych kontenerach

Dziennikarze ONET-u z wielkim poświęceniem pojechali do Suwałk.

Nie w celach turystycznych, lecz śledczych. W śmietniku znaleźli kartki.

A na kartkach – nazwiska żołnierzy, telefony, jakieś numery ewidencyjne.

Dla mediów – sensacja. Dla państwa – afera. Dla przeciętnego śmiertelnika – potwierdzenie, że polska biurokracja potrafi wszystko, nawet wyrzucić tajemnicę wojskową razem z gruzem.


Nad Suwałkami zawisł więc duch zdrady, niedbalstwa i zagrożenia.

Redakcje zapełniły się ekspertami od tajemnicy państwowej, a w MON ktoś zapewne powołał komisję do zbadania, kto nie zamknął worka.

Cały kraj dowiedział się, że oto narodowe bezpieczeństwo znalazło się w śmietniku.


I w tym miejscu następuje ironiczny zwrot akcji: bo prawdziwa afera nie leży w śmieciach na Suwalszczyźnie, tylko w marmurowym budynku przy ul. Jasnej w Warszawie.

Tam, gdzie zamiast gruzu leżał etat Dowództwa Komponentu Wojsk Specjalnych, a zamiast hydraulika – sędzia Szmydt, który niedługo potem wyjechał na Białoruś.


W Suwałkach ktoś niechcący wyrzucił dane 29 żołnierzy z pułku saperów.

W Warszawie państwo polskie oficjalnie przekazało sądowi dokument o strukturze swoich wojsk specjalnych – i to do wydziału, z którego urzędnik uciekł prosto w ramiona Łukaszenki.

Ale media nie zauważyły.

Bo przecież to nie pachniało sensacją z kontenera.


W redakcjach panuje logika, że jeśli coś jest w śmieciach – to jest dowodem upadku państwa.

A jeśli coś wycieka z sądu – to materiał dowodowy w aktach.

Jeśli papier był przy farbie – to skandal.

A jeśli przy pieczątce „Wydział II WSA Warszawa” – to procedura.


Zadziwiająca jest ta troska o bezpieczeństwo na peryferiach i jednoczesna ślepota na realne dziury w centrum.

W kraju, gdzie nikt nie wie, kto właściwie kontroluje przepływ dokumentów niejawnych między MON, SKW a sądami, dziennikarze z pasją tropią worek po remoncie.

Bo łatwiej pojechać do Suwałk i pokazać ujęcie worka w błocie niż zapytać, kto w MON podpisał zgodę na wysłanie etatu DKWS do sądu, z którego sędzia zwiał do Mińska.


W PRL mówiło się, że „najciemniej pod latarnią”.

W III RP świeci się reflektorem w śmietnik, żeby przypadkiem nie oświetlić biurka z napisem „Departament Kadr”.


Z Suwałk nie uciekł żaden sędzia.

Nie znaleziono tam dziecięcej pornografii, laptopa z WSA ani dysku z etatem wojsk specjalnych.

Był tylko remont i papier.

A w stolicy – pełna kontrola, pełne procedury i pełna kompromitacja.


Wojskowi z DKWS nie mają szczęścia.

Ich struktura trafia do sądu, ich dane lądują w worku, a ich obrońcy – w mediach – tropią niewłaściwy adres.

Jakby to nie Warszawa, tylko Suwałki decydowały o tym, kto dziś zna polskie tajemnice.


Bo oto państwo, które nie potrafi utrzymać w tajemnicy własnych planów obronnych i struktury etatowej WS, ma za to doskonały refleks w tropieniu śmieciowych afer na prowincji.

Śmieci w Suwałkach stają się symbolem „kryzysu państwa”,

a sąd, z którego sędzia uciekł z wiedzą o DKWS – symbolem „normalności procedur”.


Ktoś powie, że przesadzam.

Ale ja tylko cytuję rzeczywistość.

pułkownik (nieuznawanej rezerwy kadrowej).ojciec. prawnik.rzemieślnik niewykwalifikowany. Wróg MON-owskiego betonu. Ostrzeżenie! Materiały zawierają  treści emocjonalnie intensywne. Przed Tobą teksty zawierające treści satyryczne, przesadzone i niekoniecznie zgodne z kanonem grzeczności językowej. Zdarzają się słowa uznawane powszechnie za niecenzuralne, aluzje i brutalne poczucie humoru.  Publikacje mają charakter publicystyczny, satyryczny i subiektywny. Zawarte w nim wypowiedzi, przemyślenia oraz oceny nie mają na celu zniesławienia, obrażania ani naruszania dobrego imienia jakiejkolwiek osoby lub instytucji. Tekst może zawierać dosadne sformułowania, wulgaryzmy oraz ironię, które należy traktować jako środek wyrazu artystycznego i satyrycznego.Wszelkie podobieństwo do osób i sytuacji nie jest przypadkowe – ale i tak należy je traktować z przymrużeniem oka. Autor nie ponosi odpowiedzialności za brak dystansu u czytelnika. Czytanie odbywa się więc na własną odpowiedzialność. Jeżeli taki styl Cię drażni Drogi Czytelniku, opuść tą stronę zanim Twój umysł zderzy się z ciętym ostrzem satyry. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka