Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
578
BLOG

NIE BOJĘ SIĘ ŻĄDAĆ RADYKALIZMU, CZYLI WSZYSTKIEGO

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 0

 

Sławomir Zatwardnicki:
Czym różni się ukraińskie kaznodziejstwo od polskiego?
O. Piotr Kurkiewicz OFMCap:
Jest ewangelizacyjne, kerygmatyczne. Oprócz tego ludzie na Ukrainie – w porównaniu z Polakami – są bardziej prości, czasami wręcz naiwni, na pewno mniej wymagający, bardziej ufni wobec kapłanów, chyba bardziej gościnnie-życzliwi aniżeli w Polsce, ale też mniej konsekwentni, konkretni, zdecydowani, wytrwali. Tym niemniej w grupach formacyjnych, ruchach, szkołach ewangelizacji można sobie pozwolić już na pogłębione i nawet twarde słowo.

 
SZ:
A czym wyróżnia się kaznodziejstwo Ojca Piotra Kurkiewicza? (śmiech). Oprócz tego, że polega na częstym głoszeniu; no właśnie, jak często Ojciec głosi Słowo?
PK:
Głoszę praktycznie co weekend – prowadząc Szkołę Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji1, a właściwie codziennie, przynajmniej w wymiarze parafialnym: homilie, rozmowy, grupy.
Moje kaznodziejstwo: lubię mówić o Bogu jako Bogu (w samym sobie, transcendentnym), czyli wertykalnie, apofatycznie (tj. jaki nie jest), ale też antropomorfizując – o Bogu immanentnym, Jego miłości, miłosierdziu, życzliwości, inteligencji, rozumieniu nas, poczuciu humoru; w sposób oryginalny, dla mnie specyficzny. Czasami też pokazuję piękno pobożności tradycyjnej, czasami duchowości charyzmatycznej, modernistycznej, łącząc stare z nowym, przechodząc do radykalnych wymagań życiowych. Nie boję się żądać radykalizmu, czyli wszystkiego.

 
SZ:
Prowadził Ojciec ostatnio rekolekcje dla wspólnot, ruchów i stowarzyszeń. Dlaczego akurat tego typu rekolekcje? Czy wiąże się to w jakiś sposób z Ojca podejściem do świeckich i wykorzystywaniem współpracy z nimi w dziele głoszenia Słowa Bożego?
PK:
Po prostu na takie rekolekcje mnie zaproszono – ale zaproszono mnie, bo od wielu lat pracuję wyłącznie w syntezie, we współpracy ze świeckimi, i innego duszpasterstwa już sobie nie wyobrażam.

 
SZ:
Jak ta współpraca z laikatem wygląda w praktyce?
PK:
Świeccy robią w moich Szkołach wszystko to, co ja, z wyjątkiem sprawowania sakramentów. Chodzi o kapłaństwo powszechne w praktycznej, holistycznej i maksymalnej realizacji. Jak ze wszystkimi współpracownikami – bywa rozmaicie. Nie trzeba gloryfikować świeckich, ale jeśli mieć miłość, cierpliwość, dialogować i w ostateczności po prostu być i umieć być twardym, to jest to piękna współpraca i de facto jedyna optymalna możliwość. Klerykalizm jako wyłączność w duszpasterzowaniu to porażka.

 
SZ:
W czasie rzeczonych rekolekcji usłyszałem, że – cytuję z pamięci – woli Ojciec „doprowadzić brewiarz do teraźniejszości niż zajmować się przygotowaniem konferencji mającej się odbyć w najbliższej przyszłości”. Ale to chyba nie znaczy, że praca homilety nie wymaga przygotowania? Proszę zdradzić sekret, jak Ojciec przygotowuje się do przepowiadania Słowa – chodzi mi zarówno o tę stronę ludzką, jak i duchową.
PK:
Czasami wolę się pomodlić i być na bieżąco z brewiarzem, niż przygotowywać przemówienie, a czasami odkładam brewiarz na cały weekend, by maksymalną ilość chętnych przyjąć na rozmowę czy spowiedź. Ci odjadą, a brewiarz nie zając, nie ucieknie. W klasztorze w Krasiłowie mam długi balkon modlitewny i trochę czasu w poniedziałki, wtedy nadrabiam od piątku. Brewiarz nie jest jedynym sposobem uświęcania czasu, dla mnie jest nawet raczej modlitewnym obowiązkiem, wrecz pracą, za którą ludzie dają mi jeść. Pracę zaległą odrobię później, ludzi przyjmę teraz, czas uświęcę stałą pamięcią o obecności Bożej, posłuszeństwem Jego woli i miłością, jeśli wyjdzie.
Często jednak przygotowuję się do głoszenia. Perykopę czy też konspekt staram się przyswoić, potem przerobić po swojemu i w tym procesie – jak „bozia da” – ulec natchnieniom Ducha. Ogólnie poddaję się natchnieniom – mam nadzieję – właściwego ducha. No i jak najwięcej modlitwy, ile tylko dam radę. Bez Boga ani do proga; babcie miały rację.

 
SZ:
Słyszę, że jest Ojciec znakomitym gawędziarzem i przepowiadanego przez Ojca Słowa słucha się z olbrzymim zainteresowaniem. W jaki sposób Ojciec rozwija swój warsztat oratorski?
PK:
Geny raczej humanistyczne, w dzieciństwie czytanie książek, w szkole podstawowej dobra polonistka, w liceum o profilu mat.-fiz. logika myślenia, częste medytowanie nad Bogiem, czyli Słowem lub życiem oraz stała praktyka przepowiadania obecnie, Boże powołanie do głoszenia, rozmawiania i doradzania ludziom, a także jakaś iskra od Niego. Trudu świadomie podjętego, by się doskonalić warsztatowo – raczej zero; sił i czasu nie starcza. Kiedyś czasu było więcej, refleksji nawet na pisanie wierszy starczało. Kiedyś.

 
SZ:
Ksiądz profesor Panuś, autor książkiSztuka głoszenia kazańzauważa przytomnie, że „nie wypaczając wprost i bezpośrednio żadnego dogmatu, można mimo to wypaczać chrześcijaństwo i zafałszowywać jego autentyczne oblicze...”. Stara się Ojciec o zachowanie hierarchii prawd wiary (zasadapondus et ordo) w swoim głoszeniu? Jak ta hierarchia wygląda?
PK:
Odrobina inteligencji pomaga przenikliwie patrzeć na prawdy wiary, zachować porządek ich zhierarchizowania, syntezować, prawidłowo rozłożyć akcenty, pogłębiać oryginalnie i odświeżająco, ale nie wpadać w oryginalne odchylenia od sensu tekstu biblijnego czy nauczania kościelnego. Z jednej strony swoista twórczość, subiektywna oryginalność, intuicyjność, empatia i wyczucie kontemplacyjne tekstu, z drugiej – skromność, posłuszeństwo i niewychylanie się nadmierne, lecz umiar i prostota. Tu się sprawdza, czy bardziej lubię siebie (wtedy oryginalność, aby pokazać się, zabłysnąć), czy też prawdę (sam tekst, Boga). Kto czyim sługą jest z mówienia słychać. Z obfitości serca krzyczą lub szepczą usta.

 
SZ:
Jest Ojciec dyrektorem Szkoły Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji Imienia Świętej Maryi z Nazaretu Matki Kościoła – proszę w kilku zdaniach opowiedzieć o tej rzeczywistości, która czesto przewija się w wypowiedzi Ojca.
PK:
Szkoła jest ruchem formacyjnym, który ma prowadzić do pełni zrozumienia życia chrześcijańskiego. Przygotowuje świeckich katolików do bycia animatorami w Kościele – zarówno w parafii, jak i w ruchach oraz wspólnotach świeckich. Formacja trwa sześć lat, a każdy rok składa się z czterech sesji: półtoratygodniowej latem i trzech weekendowych. Oprócz katolików zachodniego i wschodniego obrządku w Szkole uczestniczą również prawosławni oraz, w coraz większej ilości, protestanci. Szkoła jest obecna na Ukrainie (tam ma swoje centrum – w Krasiłowie), w Rosji, na Białorusi, w Polsce, Czechach oraz Izraelu, a także – in spe – w Austrii, Kanadzie, Włoszech, Bułgarii i na Syberii.
Celem Szkoły jest nie tylko przekazanie wiedzy, ale przede wszystkim stworzenie możliwości spotkania żywego Boga, a także nawiązanie relacji między parafiami i wspólnotami z różnych części Ukrainy oraz innych krajów. Zadaniem Szkoły jest pobudzanie do aktywności nie tylko świeckich, ale i duchowieństwo, dlatego organizujemy czterodniowe spotkania duchowej odnowy (tzw. „Zjazdy dla duchowieństwa”), których odbyło się do tej pory już około trzydziestu (jedno z nich prowadził o. Raniero Cantalamessa OFMCap, kaznodzieja Domu Papieskiego).
Struktura Szkoły jest otwarta. Oznacza to, że po jej zakończeniu chętni są zaproszeni do KOINONII, czyli wspólnoty chrześcijańskich liderów. Spotykają się oni w czasie dwóch weekendowych sesji, a także posługują w różnych dziełach ewangelizacyjnych (sesje Szkoły niższych stopni, rekolekcje dla dzieci i młodzieży, pielgrzymki, zjazdy młodzieży itd.), a także dziełach charytatywnych (na bazie Szkoly rozwija sie duszpasterstwo więziennicze, wśród bezdomnych, stworzyliśmy także pierwszy stacjonarny ośrodek rehabilitacyjny dla uzależnionych, myślimy zająć się w najbliższej przyszłości dziećmi sierocymi, muminkami, a także zapoczątkować duszpasterstwo hospicyjno-paliatywne dla chorych onkologicznie, okazać pomoc prostytutkom oraz zateizowanej, we mgle brodzącej inteligencji akademickiej). W ciągu roku nasi uczestnicy i posługujący pomagają w parafiach i lokalnych wspólnotach, prowadząc na przykład biblijne, ewangelizacyjne czy modlitewne grupy.

 
SZ:
W jakich miastach w Polsce Szkoła jest już obecna? Pytam, bo może to zainteresować czytelników „Biblioteki Kaznodziejskiej”.
PK:
W Polsce gromadzimy się na sesjach rekolekcyjnych Szkoły w takich oto filiach: Poznań, Wrocław, Gliwice (od jesieni b.r.), Kraków-Nowy Targ, Warszawa. Zapraszamy rozmaite wspólnoty, pojedynczych świeckich i duchowieństwo do współtworzenia (współprowadzenia i uczestniczenia) Szkoły. Bądźmy razem i współpracujmy. (Dla zainteresowanych podaję telefony do siebie: +380976720762, +48661206608).

 
SZ:
Czy w takim razie to Maryja – skoro Szkoła nosi jej imię – stoi w centrum głoszenia Ojca? Jak mówić kazania, żeby zachować chrystocentryzm głoszonych prawd?
PK:
Maryjne treści w ciągu sześcioletniej formacji Szkoły to zaledwie jedna weekendowa sesja – która mówi o Niej, choć tak naprawdę jest to dalej teo- i chrystocentryczne nauczanie kerygmatyczne, tyle że spowite w Jej życie; kerygmat na przykładzie Jej życia. Codziennie też na zakończenie dnia śpiewamy do Niej i dla Niej jakąś piosenkę. Szkoła jest maryjna, bo jakiś duch objawił nam, że tak ma być, a myśmy to z entuzjazmem przyjęli. Ale Maryja jawi się nam jako bardzo skromna postać. W Szkole wszystko jest o Bogu, Chrystusie, Duchu, Kościele, elementach życia chrześcijańskiego, cnotach i wadach, łaskach, nagrodach i karach w tym eonie i w życiu wiecznym.
Maryjność – marzę o tym – niech jawi się bardziej jako forma aniżeli treść; bardziej jako styl, sposób bycia, życia, przepowiadania, formowania, ewangelizowania, niż jako konkretne katechezy maryjne. Mniej mariologia, bardziej cnoty i duch, i charyzmaty maryjne w praksis, no i – oby – Jej wstawiennictwo, a także objawianie się nam.

 
SZ:
Jaki wpływ na życie duchowe innych ludzi ma Ojca przepowiadanie? Czy istnieje jakiś sposób sprawdzenia efektów głoszenia – może na przykład dociera do Ojca echo głoszonego Słowa?
PK:
Widać socjologicznie w dziele Szkoły, jak ludzie w wyniku mojego, naszego głoszenia, oraz w wyniku, przede wszystkim, Jego głoszenia – rosną. Potem służą, może kiedyś się i uświęcą, pozbawiając się – tylko dzięki Jego mocy i cierpliwości – swoich wad.

 
SZ:
Na koniec proszę Ojca o kilka sugestii (rad, elementów świadectwa), które mogłyby pomóc kaznodziejom w ich pracy na rzecz głoszenia Słowa Bożego.
PK:
Szukać Jezusa, aż się Go spotka; bez tego nie można być posłanym. Potem spotykać Go codziennie, żyć z Nim w bliskości. Wtedy ma się trochę łaski oraz dużo ciepłego, świeżego materiału, aby móc świadczyć i opowiadać o Bogu, który żyje i działa, i kocha. Wtedy zna się Boga osobiście, a nie ze studiów, książek czy nawet z Biblii, a znajomość teologii wyuczonej potrzebna staje sie prawie że tylko po to, by się w czymś tam nie wykopyrtnąć. Znając żywego, osobistego Boga i Jezusa, a także świętych i aniołów, lepiej, głębiej i bardziej życiowo rozumie się Kościół, Biblię i samo życie. I wtedy można głosić prawie że bez przygotowania. Pan pomoże.
 
 
 
Tekst niniejszy ukazał się w"Bibliotece Kaznodziejskiej"- w trochę zmienionej wersji w stosunku do tej, którą podaję tutaj.
 

 
__________________________

 

 
Biogram:

 
O. Piotr Kurkiewicz OFMCap (*1966), chrzest 1966r., nawrócenie 1981r. – dzięki księdzu grzesznemu i Oazie, 1984 – animator Ruchu Światło-Życie (Oaza),1985 – moderator świecki, w 1986r. wstępuje do Krakowskiej Prowincji Braci Mniejszych Kapucynów, 1993r. – święcenia i posłanie na Ukrainę, a tam: proboszcz w Starokonstantynowie, Winnicy, Krasiłowie, od 1996r. – Dyrektor Szkoły Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji Św. Maryi z Nazaretu Matki Kościoła (www.christschool.org.ua), od 2009r. – Dyrektor centrum rehabilitacyjnego dla uzależnionych wielorako. Śmierć planowana na bardzo późną starość.
 
 
 
 
1 Więcej o Szkole Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji w dalszej części wywiadu.

 

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura