To rodzicom trzeba nawrócenia od „Bozi” do Boga żywego, to im najpierw potrzeba modlitwy, a nie tylko „paciorka”.
Skuszonych tytułem Czytelników lojalnie uprzedzam, że nie znajdą w tym tekście naukowo wyznaczonej dolnej granicy wieku, w którym dziecko jest w stanie samodzielnie się pomodlić.
Po pierwsze, nauka nie sięga sfery relacji człowieka z Bogiem, ślizga się jedynie po powierzchni psychologicznych fenomenów z tą relacją związanych. Po drugie, nawet gdyby dało się z jakimś przybliżeniem taki wiek podać, po cóż to komu? Chyba nie chcą rodzice dopiero od tego wieku wprowadzać dziecko w meandry wiary? O, gdyby tak zrobili, byłoby już za późno. Dziecko, aby „zaskoczyło” w czym rzecz, potrzebuje najpierw poobserwować rodziców, jak się modlą, zanim zacznie rozmawiać z Tym, którego nie widać.
Co ja piszę: że to niby dziecko obserwuje? Toż to sam Pan Jezus, który ukrywa się w brzdącu jak w Najświętszym Sakramencie (por. Mt 18,5: „A kto by jedno takie dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje”). Obserwuje więc Jezus oczami malca i bada serce nie dziecka przecież, bo dzieci nigdy nie są ateistami, ale rodzica. To rodzicom trzeba nawrócenia od „Bozi” do Boga żywego, to im najpierw potrzeba modlitwy, a nie tylko „paciorka”.
Uprzedzonym lojalnie Czytelnikom, że nie znajdą w tym tekście naukowo wyznaczonej dolnej granicy wieku, w którym dziecko jest w stanie samodzielnie się pomodlić, mogę jednak zdradzić tajemnicę, że na pewno brzdąc, który nie skończył jeszcze trzech lat, jest już w stanie sformułować osobistą modlitwę.
Tego akurat wieczora nie miałem czasu na modlitwę z dzieckiem, na pożegnanie powiedziałem córce tylko, że jeśli następnego dnia będzie pogoda, wybierzemy się na kąpielisko, a całując, szepnąłem do jej ucha: „Porozmawiaj jeszcze przed snem z Panem Jezusem”. Stanąwszy za drzwiami, ze zdziwieniem i wzruszeniem, podsłuchałem tę rozmowę: „Paaanie Jezu, daj jutro słoneczko, żebyśmy mogli pójść na kąpielisko”.
Jej nawet nie przyszło do głowy, że pogody mogłoby jednak nie być, ja natomiast zadrżałem na myśl, jak się będę tłumaczył, gdy Paaan Jezus nie wysłucha prośby „jednej z tych najmniejszych”. A może On zawsze takie prośby wysłuchuje? Kiedy następnego dnia pokazałem dziecku słoneczko, ono, jakby nie podzielając mojej zdziwionej radości, odparło: „Przecież mówiłam Panu Jezusowi, żeby dał pogodę”.
Źródło: Serwis rodzinny OPOKI


Komentarze
Pokaż komentarze (1)